Stodoła przerobiona na dom - tu tworzy polska artystka

Dawniej budynek w Górach Świętokrzyskich służył za stodołę. Teraz jest tu dom z pracownią polskiej artystki Marty Kochanek-Zbroi. Dla Marty jest to miejsce wytchnienia. Chwali sobie spokojne życie, a jej obrazy wręcz nobilitują codzienność.

Nic dziwnego, że Marta uwielbia tu pracować. W jej warszawskiej pracowni na Saskiej Kępie bywa bowiem zbyt ciemno. Poza tym tam zawsze wydaje się jej, że wciąż jest spóźniona. Szkoła, przedszkole, praca w galerii to one odmierzają rytm, a nie malarstwo. - Na wsi mam czas, nic nie goni, dzieciaki wpadają do pracowni, czasem trochę poprzeszkadzają i mam chwilkę, żeby z nimi usiąść i odsapnąć - dopowiada Marta. Dzieci mają do dyspozycji ogromny teren (ogrodzone 5 tysięcy metrów). Poza tym boisko, malowniczą drewutnię i domki na drzewie, a system lin i koszyków pomysłowo rozciągnięty pomiędzy zabudowaniami pozwala im wysłać dorosłym arcyważną wiadomość w rodzaju: "Przynieść picie!". Luz i wolność, choć na leżenie w hamaku z książką czasu Marcie wciąż za mało.

PRZEJDŹ DO GALERII >>

Dom - oaza spokoju

- Nie jestem sielsko-anielska - mówi samokrytycznie. Tym bardziej potrzebuje ciszy i spokoju. Może dlatego jej ulubionym okresem są lata 50. i 60., które ceni nie tylko za design (o czym świadczy wyposażenie domu i pracowni), ale przede wszystkim za niespieszny styl życia. Portretując je na obrazach, korzysta ze zdjęć, czasopism, katalogów czy albumów rodzinnych, nie tylko własnych, ale i koleżanek. Scenki rodzinne, sytuacje zatrzymane w kadrze, elegancja gestów i strojów.

- Życie wyglądało wtedy inaczej, wystarczy popatrzeć na filmy z tamtych lat. - wzdycha z nostalgią Marta. A może to tylko kwestia wyboru kadru? Nie zamierza szokować innych drastycznym tematem czy formą. Jedynym wyjątkiem była wystawa w Galerii Atelier Foksal z instalacją "Moherowe berety", którą sprowokowały wpisy na portalach internetowych, tzw. hejty. Chce by jej prace dawały przyjemność, radość, by ludzie w ich otoczeniu dobrze się czuli. Ma zresztą kontakt z wieloma nabywcami swych obrazów, cieszy ją uznanie klientów, również przypadkowo podsłuchane opinie. Kiedyś pracując w galerii usłyszała zdanie pewnego pana, który stwierdził stanowczo "To trzeba pokolorować!" - nieświadomie dając wyraz temu, o co Marcie chodzi - o reakcję.

W poszukiwaniu stylu

Ciekawa forma jej obrazów, mająca swe korzenie w dziecięcych kolorowankach wiąże się z rozpoczęciem szczęśliwego okresu jej życia. Wcześniej, w "fazie mroku", stworzyła prace pełne niepokoju. Na pomysł kolorowanek wpadła przygotowując dyplom na ASP u prof. Leona Tarasewicza, gdy jak wspomina "profesor przycisnął" i zmotywował ją do poszukiwań własnego stylu, mówiąc że: "abstrakcję każdy może malować, a ty zrób coś swojego!". Ku jej wielkiej uldze projekt cyklu o kobietach różnych zawodów i w różnym wieku, uwiecznionych w zwyczajnych sytuacjach życiowych, a namalowany w konwencji kolorowanek został zaakceptowany.

Od tego czasu, choć tematy obrazów się zmieniają, forma pozostała ta sama, czyniąc z Marty artystkę od razu rozpoznawalną. Nawet, gdy ktoś zamawia portret, to też chce mieć go w konwencji "kolorowanki". Jakby przenosił na siebie spokój uporządkowanego i zorganizowanego kreską świata Marty. Ona sama odnajduje go w tej malowniczej osadzie, gdzie ma swój azyl od życia na wysokich obrotach. - Jestem uzależniona od bycia tam. Gdy mnie nie ma dłużej niż 3 tygodnie, ściska mnie w dołku - mówi. Tęskni za widokami, zmieniającymi się krajobrazami i zapachem letniego wieczoru. Jest tu prawie jak w jej ukochanych, niespiesznych latach 60. Nastrój beztroskiego niedzielnego popołudnia magicznie rozciągnięty w czasie.

Kim ona jest?

Marta Kochanek-Zbroja, dyplom na wydziale malarstwa warszawskiej ASP oraz aneks z grafiki. Wystawy w warszawskich galeriach Milano, Fundacji Foksal, Galerii Promocyjnej, galerii Klimy Bocheńskiej oraz w Centrum Olimpijskim i w Lancaster w Wielkiej Brytanii. Jest autorką malowidła ściennego w CSW, brała udział w wystawach zbiorowych m.in.: w Łodzi i Poznaniu. Prace artystki można oglądać w Galerii Gazety Wyborczej, Warszawa, ul. Czerska 8/10 od 17.10.15, a od 6.11.15 w Galerii Olympia w Krakowie.

PRZEJDŹ DO GALERII >>

Więcej o:
Komentarze (11)
Stodoła przerobiona na dom - tu tworzy polska artystka
Zaloguj się
  • jakobhorner

    Oceniono 15 razy 11

    Polecam jeden odcinek "Ucieczki na wieś", zobaczycie jak to się robi w cywilizacji (Wielka Brytania).

  • garfield

    Oceniono 33 razy 3

    Znowu ten sam "artykuł" co kilka miesięcy temu?? Jaka stodoła? Chlew lub obora. Zresztą, jakbyście tego nie nazwali to nie zmienicie faktu, że marnością i tandetą ciągnie.

  • dickinsons

    Oceniono 2 razy 0

    A ile ta zabawka kosztowała?

  • Oceniono 3 razy -1

    Prosto i klimatycznie, bez nadęcia....Ale, ale jakoś o widokach za oknami troszkę za mało a podejrzewam że dla malarki to nie bez znaczenia, coś mi się wydaje ?!

  • elak2013

    Oceniono 22 razy -2

    Cudownie jest! Pani Marto,gratulacje!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX