Stodoła przerobiona na dom - tu tworzy polska artystka

zdjęcia: Michał Mutor, stylizacja Basia Dereń-Marzec, tekst: Katarzyna Mackiewicz
16.10.2015 12:56
Na drewnianych wrotach chroniących przeszklone drzwi pracowni Marta przyczepiła metalowe tablice m.in.

Na drewnianych wrotach chroniących przeszklone drzwi pracowni Marta przyczepiła metalowe tablice m.in. "Zakaz śmiecenia na wydmach". (Fot. Michał Mutor)

Dawniej budynek w Górach Świętokrzyskich służył za stodołę. Teraz jest tu dom z pracownią polskiej artystki Marty Kochanek-Zbroi. Dla Marty jest to miejsce wytchnienia. Chwali sobie spokojne życie, a jej obrazy wręcz nobilitują codzienność.

Nic dziwnego, że Marta uwielbia tu pracować. W jej warszawskiej pracowni na Saskiej Kępie bywa bowiem zbyt ciemno. Poza tym tam zawsze wydaje się jej, że wciąż jest spóźniona. Szkoła, przedszkole, praca w galerii to one odmierzają rytm, a nie malarstwo. - Na wsi mam czas, nic nie goni, dzieciaki wpadają do pracowni, czasem trochę poprzeszkadzają i mam chwilkę, żeby z nimi usiąść i odsapnąć - dopowiada Marta. Dzieci mają do dyspozycji ogromny teren (ogrodzone 5 tysięcy metrów). Poza tym boisko, malowniczą drewutnię i domki na drzewie, a system lin i koszyków pomysłowo rozciągnięty pomiędzy zabudowaniami pozwala im wysłać dorosłym arcyważną wiadomość w rodzaju: "Przynieść picie!". Luz i wolność, choć na leżenie w hamaku z książką czasu Marcie wciąż za mało.

PRZEJDŹ DO GALERII >>

Dom - oaza spokoju

- Nie jestem sielsko-anielska - mówi samokrytycznie. Tym bardziej potrzebuje ciszy i spokoju. Może dlatego jej ulubionym okresem są lata 50. i 60., które ceni nie tylko za design (o czym świadczy wyposażenie domu i pracowni), ale przede wszystkim za niespieszny styl życia. Portretując je na obrazach, korzysta ze zdjęć, czasopism, katalogów czy albumów rodzinnych, nie tylko własnych, ale i koleżanek. Scenki rodzinne, sytuacje zatrzymane w kadrze, elegancja gestów i strojów.

- Życie wyglądało wtedy inaczej, wystarczy popatrzeć na filmy z tamtych lat. - wzdycha z nostalgią Marta. A może to tylko kwestia wyboru kadru? Nie zamierza szokować innych drastycznym tematem czy formą. Jedynym wyjątkiem była wystawa w Galerii Atelier Foksal z instalacją "Moherowe berety", którą sprowokowały wpisy na portalach internetowych, tzw. hejty. Chce by jej prace dawały przyjemność, radość, by ludzie w ich otoczeniu dobrze się czuli. Ma zresztą kontakt z wieloma nabywcami swych obrazów, cieszy ją uznanie klientów, również przypadkowo podsłuchane opinie. Kiedyś pracując w galerii usłyszała zdanie pewnego pana, który stwierdził stanowczo "To trzeba pokolorować!" - nieświadomie dając wyraz temu, o co Marcie chodzi - o reakcję.

W poszukiwaniu stylu

Ciekawa forma jej obrazów, mająca swe korzenie w dziecięcych kolorowankach wiąże się z rozpoczęciem szczęśliwego okresu jej życia. Wcześniej, w "fazie mroku", stworzyła prace pełne niepokoju. Na pomysł kolorowanek wpadła przygotowując dyplom na ASP u prof. Leona Tarasewicza, gdy jak wspomina "profesor przycisnął" i zmotywował ją do poszukiwań własnego stylu, mówiąc że: "abstrakcję każdy może malować, a ty zrób coś swojego!". Ku jej wielkiej uldze projekt cyklu o kobietach różnych zawodów i w różnym wieku, uwiecznionych w zwyczajnych sytuacjach życiowych, a namalowany w konwencji kolorowanek został zaakceptowany.

Od tego czasu, choć tematy obrazów się zmieniają, forma pozostała ta sama, czyniąc z Marty artystkę od razu rozpoznawalną. Nawet, gdy ktoś zamawia portret, to też chce mieć go w konwencji "kolorowanki". Jakby przenosił na siebie spokój uporządkowanego i zorganizowanego kreską świata Marty. Ona sama odnajduje go w tej malowniczej osadzie, gdzie ma swój azyl od życia na wysokich obrotach. - Jestem uzależniona od bycia tam. Gdy mnie nie ma dłużej niż 3 tygodnie, ściska mnie w dołku - mówi. Tęskni za widokami, zmieniającymi się krajobrazami i zapachem letniego wieczoru. Jest tu prawie jak w jej ukochanych, niespiesznych latach 60. Nastrój beztroskiego niedzielnego popołudnia magicznie rozciągnięty w czasie.

Kim ona jest?

Marta Kochanek-Zbroja, dyplom na wydziale malarstwa warszawskiej ASP oraz aneks z grafiki. Wystawy w warszawskich galeriach Milano, Fundacji Foksal, Galerii Promocyjnej, galerii Klimy Bocheńskiej oraz w Centrum Olimpijskim i w Lancaster w Wielkiej Brytanii. Jest autorką malowidła ściennego w CSW, brała udział w wystawach zbiorowych m.in.: w Łodzi i Poznaniu. Prace artystki można oglądać w Galerii Gazety Wyborczej, Warszawa, ul. Czerska 8/10 od 17.10.15, a od 6.11.15 w Galerii Olympia w Krakowie.

PRZEJDŹ DO GALERII >>

Zdjęcie Krzesło VTV białe 3260 Zdjęcie SIESTA Zestaw mebli ogrodowych krzesła Air XL + stolik Octopus białe Zdjęcie vidaXL Dwa krzesła barowe białe 60172
Krzesło VTV białe 3260 SIESTA Zestaw mebli ogrodow... vidaXL Dwa krzesła barowe b...
źródło: Okazje.info
Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Komentarze (60)
Zaloguj się
  • J K

    Oceniono 498 razy 464

    Stop okradaniu ludzi z megabajtów pod postacią samo włączających się reklam , których nawet nie można zastopować ani wyłączyć. Ludzie wykupują pakiety internetu , który jest zjadany przez dziesiątki reklam. Może nareszcie prokuratura zajmie sie tematem bo jest zwykła kradzież , szczególnie przez główne portale. Nie można przeczytać żadnego artykułu bo do każdego jest przypięte po kilka reklam , szczególnie durnych samo włączających sie filmików , które nie są wyciszone i dodatkowo rykiem dźwięku działają jak straszak. To jest kradzież naszych pieniędzy. Przekazujcie dalej.

  • kiciah

    Oceniono 160 razy 76

    Product placement - Pani Marta ze swoim obrazem. Pracownia, Saska Kępa - czyli Galeria Milano na Rondzie Waszyngtona. Domek jak domek - pretekst do artykułu sponsorowanego.

  • emeryt21

    Oceniono 62 razy 58

    Te "stalugi kreślarskie" nazywają się po polsku - stol kreślarski......(9/10)

  • garfield

    Oceniono 122 razy 44

    Stodole? Czy może jednak oborze? Ale jak Dom w oborze, by wyglądał w tytule. Co do samego do, to plastikowe, białe okna nie pasują do charakteru budynku, tak samo jak huśtawka z ikei obok stolika i fotela z lat 70. Przyłady można mnożyć, tylko po co? I ta "jakość" wykończenia: aż bije po oczach. 2/10.

  • z_plus_z

    Oceniono 79 razy 41

    Już na pierwszym zdjęciu szokują genderowe stereotypy: syn-chłopiec bawi się opodal siekiery, matka-kobieta milcząco zajmuje smutny kąt pod dachem. Kobieta wydaje się być przerażona, "broni swojego domu" przed opresywnym patriarchatem a jednocześnie boi się choć wyściubić nos za "szklany sufit" bezpiecznej, katolickiej kryży.
    W taką rolę wtłoczyło ją patriarchalne społeczeństwo.
    :>

  • pl2512

    Oceniono 63 razy 31

    A cóż w tym takiego nadzwyczajnego? Mało tego po wsiach?

  • tenare

    Oceniono 43 razy 25

    Po ile chodzą "dzieła" Marty Kochanek-Zbroi?

  • kubaew

    Oceniono 28 razy 24

    Powodzenia w tej głuszy, tylko czemu tematami obrazów pozostaje miasto?

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX