Stodoła przerobiona na dom - tu tworzy polska artystka

zdjęcia: Michał Mutor, stylizacja Basia Dereń-Marzec, tekst: Katarzyna Mackiewicz
04.08.2016 12:56
A A A
Na drewnianych wrotach chroniących przeszklone drzwi pracowni Marta przyczepiła metalowe tablice m.in.

Na drewnianych wrotach chroniących przeszklone drzwi pracowni Marta przyczepiła metalowe tablice m.in. "Zakaz śmiecenia na wydmach". (Fot. Michał Mutor)

Dawniej budynek w Górach Świętokrzyskich służył za stodołę. Teraz jest tu dom z pracownią polskiej artystki Marty Kochanek-Zbroi. Dla Marty jest to miejsce wytchnienia. Chwali sobie spokojne życie, a jej obrazy wręcz nobilitują codzienność.

Nic dziwnego, że Marta uwielbia tu pracować. W jej warszawskiej pracowni na Saskiej Kępie bywa bowiem zbyt ciemno. Poza tym tam zawsze wydaje się jej, że wciąż jest spóźniona. Szkoła, przedszkole, praca w galerii to one odmierzają rytm, a nie malarstwo. - Na wsi mam czas, nic nie goni, dzieciaki wpadają do pracowni, czasem trochę poprzeszkadzają i mam chwilkę, żeby z nimi usiąść i odsapnąć - dopowiada Marta. Dzieci mają do dyspozycji ogromny teren (ogrodzone 5 tysięcy metrów). Poza tym boisko, malowniczą drewutnię i domki na drzewie, a system lin i koszyków pomysłowo rozciągnięty pomiędzy zabudowaniami pozwala im wysłać dorosłym arcyważną wiadomość w rodzaju: "Przynieść picie!". Luz i wolność, choć na leżenie w hamaku z książką czasu Marcie wciąż za mało.

PRZEJDŹ DO GALERII >>

Dom - oaza spokoju

- Nie jestem sielsko-anielska - mówi samokrytycznie. Tym bardziej potrzebuje ciszy i spokoju. Może dlatego jej ulubionym okresem są lata 50. i 60., które ceni nie tylko za design (o czym świadczy wyposażenie domu i pracowni), ale przede wszystkim za niespieszny styl życia. Portretując je na obrazach, korzysta ze zdjęć, czasopism, katalogów czy albumów rodzinnych, nie tylko własnych, ale i koleżanek. Scenki rodzinne, sytuacje zatrzymane w kadrze, elegancja gestów i strojów.

- Życie wyglądało wtedy inaczej, wystarczy popatrzeć na filmy z tamtych lat. - wzdycha z nostalgią Marta. A może to tylko kwestia wyboru kadru? Nie zamierza szokować innych drastycznym tematem czy formą. Jedynym wyjątkiem była wystawa w Galerii Atelier Foksal z instalacją "Moherowe berety", którą sprowokowały wpisy na portalach internetowych, tzw. hejty. Chce by jej prace dawały przyjemność, radość, by ludzie w ich otoczeniu dobrze się czuli. Ma zresztą kontakt z wieloma nabywcami swych obrazów, cieszy ją uznanie klientów, również przypadkowo podsłuchane opinie. Kiedyś pracując w galerii usłyszała zdanie pewnego pana, który stwierdził stanowczo "To trzeba pokolorować!" - nieświadomie dając wyraz temu, o co Marcie chodzi - o reakcję.

W poszukiwaniu stylu

Ciekawa forma jej obrazów, mająca swe korzenie w dziecięcych kolorowankach wiąże się z rozpoczęciem szczęśliwego okresu jej życia. Wcześniej, w "fazie mroku", stworzyła prace pełne niepokoju. Na pomysł kolorowanek wpadła przygotowując dyplom na ASP u prof. Leona Tarasewicza, gdy jak wspomina "profesor przycisnął" i zmotywował ją do poszukiwań własnego stylu, mówiąc że: "abstrakcję każdy może malować, a ty zrób coś swojego!". Ku jej wielkiej uldze projekt cyklu o kobietach różnych zawodów i w różnym wieku, uwiecznionych w zwyczajnych sytuacjach życiowych, a namalowany w konwencji kolorowanek został zaakceptowany.

Od tego czasu, choć tematy obrazów się zmieniają, forma pozostała ta sama, czyniąc z Marty artystkę od razu rozpoznawalną. Nawet, gdy ktoś zamawia portret, to też chce mieć go w konwencji "kolorowanki". Jakby przenosił na siebie spokój uporządkowanego i zorganizowanego kreską świata Marty. Ona sama odnajduje go w tej malowniczej osadzie, gdzie ma swój azyl od życia na wysokich obrotach. - Jestem uzależniona od bycia tam. Gdy mnie nie ma dłużej niż 3 tygodnie, ściska mnie w dołku - mówi. Tęskni za widokami, zmieniającymi się krajobrazami i zapachem letniego wieczoru. Jest tu prawie jak w jej ukochanych, niespiesznych latach 60. Nastrój beztroskiego niedzielnego popołudnia magicznie rozciągnięty w czasie.

Kim ona jest?

Marta Kochanek-Zbroja, dyplom na wydziale malarstwa warszawskiej ASP oraz aneks z grafiki. Wystawy w warszawskich galeriach Milano, Fundacji Foksal, Galerii Promocyjnej, galerii Klimy Bocheńskiej oraz w Centrum Olimpijskim i w Lancaster w Wielkiej Brytanii. Jest autorką malowidła ściennego w CSW, brała udział w wystawach zbiorowych m.in.: w Łodzi i Poznaniu. Prace artystki można oglądać w Galerii Gazety Wyborczej, Warszawa, ul. Czerska 8/10 od 17.10.15, a od 6.11.15 w Galerii Olympia w Krakowie.

PRZEJDŹ DO GALERII >>

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Komentarze (9)
Zaloguj się
  • jakobhorner

    Oceniono 12 razy 8

    Polecam jeden odcinek "Ucieczki na wieś", zobaczycie jak to się robi w cywilizacji (Wielka Brytania).

  • eltherm

    Oceniono 14 razy 4

    Raczej obora. Duże drzwi o obora dla bydła, a małe chlewnia dla świń.

  • garfield

    Oceniono 23 razy 3

    Znowu ten sam "artykuł" co kilka miesięcy temu?? Jaka stodoła? Chlew lub obora. Zresztą, jakbyście tego nie nazwali to nie zmienicie faktu, że marnością i tandetą ciągnie.

  • dickinsons

    Oceniono 2 razy 0

    A ile ta zabawka kosztowała?

  • elak2013

    Oceniono 14 razy -2

    Cudownie jest! Pani Marto,gratulacje!!!

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX