Jak bronić się przed ekipą budowlaną

Piotr Miączyński

To, że najlepsi i najbardziej operatywni fachowcy wyjechali za chlebem na Wyspy, jest już truizmem - wie to większość osób, która zabiera się do remontu mieszkania czy budowy domu. Brak budowlańców powoduje, że do roboty biorą się coraz częściej ludzie bez przygotowania i doświadczenia. A to grozi... fuszerką. Jak się przed tym bronić?

Dobra ekipa

Znalezienie dobrej ekipy przypomina bieg przez płotki w kostiumie płetwonurka. Innymi słowy, jest możliwe, ale niezwykle niewygodne. Ci fachowcy, którzy pozostali, są rozrywani przez duże firmy budowlane.

Brak rąk do pracy ma jeszcze jedną przykrą konsekwencję. Wraz z szaleńczym wzrostem cen mieszkań rosną również koszty usług budowlanych. Przez ostatni rok wzrosły one nawet o 100 proc.! O ile jeszcze kilkanaście miesięcy temu mało wykwalifikowany robotnik budowlany dostawał od swego szefa ok. 7 zł, to dziś chce 12 zł. Za wzrostem cen nie idzie, niestety, wzrost jakości.

Najczęstsze przewinienia

Podstawowe przewiny krajowych ekip budowlanych bardzo celnie zdiagnozowała półtora roku temu w swoim raporcie Inspekcja Handlowa. Nieprawidłowości stwierdzono u ponad połowy spośród 91 przedsiębiorców.

Robotnicy nagminnie odstawiali fuszerki, usługi świadczyli nieterminowo - w niektórych przypadkach opóźnienia sięgały sześciu miesięcy. Często przy tym nie ustali, kiedy prace się właściwie skończą. Co szósta ze skontrolowanych firm nie podpisywała ze swoimi klientami umów na piśmie, proponując - jak twierdzi inspekcja - pozornie tańsze usługi.

Co się zmieniło przez te półtora roku? Dużo, ale na gorsze! Ekipę budowlaną znaleźć jest niezwykle trudno. Jak się ją znajdzie, trzeba płacić krocie, a jakość ich usług jest zazwyczaj zła. Wyegzekwowanie poprawek graniczy przy tym z cudem.

Historia jednego remontu

Pan Michał z warszawskiego Ursynowa w ciągu ostatnich 12 miesięcy robił dwa remonty. Teraz na temat branży budowlanej ma bardzo złą opinię.

- To niesłowne, niedbałe i niesolidne lenie. I nikt mnie nie przekona, że może być inaczej - komentuje. - Ale nie żebym był źle nastawiony od początku - zastrzega.

Pierwszą ekipę pan Michał wziął z polecenia. Znajomy stwierdził, że są najlepsi z najgorszych, z którymi miał do tej pory do czynienia - wspomina pan Michał. - W sumie wziąłem to za dobrą monetę.

Szef ekipy był miłym człowiekiem. Przyjechał do pana Michała, przekładając "tylko" dwa razy umówiony termin. Po czwartym ponaglającym telefonie przedłożył nawet wycenę remontu. Panowie z rozpoczęciem prac umówili się na październik. Była połowa września.

Pod koniec września za nic jednak nie mógł się dodzwonić do szefa ekipy. A próbował po kilka razy dziennie. W umówionym terminie nikt do niego nie przyszedł. Ponieważ nie mógł znaleźć żadnego zastępstwa - dzwonił dalej. Szef robotników odebrał od niego komórkę w połowie października. Rozluźniony stwierdził, że faktycznie owszem był umówiony, ale... wypadła mu inna robota.

Po dłuższej dyskusji panowie wyznaczyli termin rozpoczęcia prac na 6 listopada. Ekipy wyznaczonego dnia nie było. Podobnie jak 7 i 8 listopada. Panowie bez uprzedzenia pojawili się za to 9 listopada o 7 rano. Do pracy przystąpili z impetem. Wskazaną ścianę z gips-kartonu rozwalili w ciągu jednego dnia.

Optymizm pana Michała skończył się jednak w sobotni poranek, gdy musiał wstać o 7 rano, aby wpuścić do mieszkania murarza, który miał postawić ścianę z cegły. Murarz nie przyszedł do godziny 11. Szef ekipy, który tym razem odebrał telefon, nie wiedział, co się z nim dzieje. Losy murarza udało się wyjaśnić dopiero koło wtorku. Przez weekend robotnik przebywał w stanie głębokiego upojenia alkoholem. Na dyskretnie zwróconą przez szefa ekipy uwagę, że powinien chociaż do niego zadzwonić, murarz... rzucił pracę.

Podobnych ekscesów było jeszcze kilka. Ekipa miała na przykład wyraźne problemy z dotarciem do pracy w poniedziałki. Robota też ewidentnie nie paliła im się w dłoniach. O godzinie 14 - jeśli nie było szefa - ich działalność sprowadzała się głównie do siedzenia na balkonie.

Po 30 dniach takiej pracy ekipa sobie poszła, zabierając sute (gdyby ktoś pan Michała zapytał - zbyt sute) wynagrodzenie. Zostawiła również po sobie nierówno wylaną podłogę, dziwne wybrzuszenia na ścianie, których mimo kilkakrotnych poprawek nie udało się zlikwidować, niedokładnie pomalowany pokój i nieszczelny dach (miała go naprawić).

Przed rozpoczęciem drugiego remontu, który miał m.in. naprawić błędy po pierwszym remoncie, pan Michał postanowił zmienić taktykę. Tym razem wykonawcy zaczął szukać bardzo wcześnie, wychodząc z założenia, że miał pecha, a czym gorsza ekipa i mniej doświadczona, tym łatwiej się z nią umówić. I co? Mimo wysiłków za drugim razem wcale nie było dużo lepiej.

Ekipa wzięła jeszcze więcej pieniędzy, ale poziom jakości jej usług pozostawił wiele do życzenia. W trakcie malowania porysowali podłogę, pochlapali farbą kafelki w kuchni, przy przesuwaniu komody stłukli część naczyń, a na koniec urwali klamkę od drzwi balkonowych. Rozgoryczony pan Michał porozmawiał ze swoimi znajomymi, którzy ostatnio robili remont bądź budowli dom i okazało się, że... wszyscy mieli zadziwiająco podobne przygody.

Uwaga, klasyka!

Top 10 najczęstszych numerów budowlańców:

1. Fachowiec umawia się na telefon na piątek. Nie dzwoni. Na pytanie dlaczego - odpowiada, że zapomniał.

2. Fachowiec umawia się na piątek i nie przychodzi, nie dzwoni, że nie przyjdzie. Na pytanie dlaczego - odpowiada, że wypadła mu ważniejsza i lepiej płatna robota.

3. Robotnicy dostają klucze od mieszkania, a następnie robią sobie w nim darmową sypialnię. Stało się tak w przypadku kolegi pana Michała Piotra. Mimo że prace prowadziło dwóch robotników, w lokalu nocowało sześć osób. Robotnicy zjeżdżali się z różnych stron miasta po zakończeniu swoich zajęć i rozpoczynali balangę. Efekt? Remont, który miał trwać miesiąc, przeciągnął się do trzech. Robotnikom żal było opuszczać dobrą i bezpłatną bazę noclegową.

4. Szef ekipy nie chce wystawić faktury, tłumacząc, że tak będzie taniej. Konsekwencje jej braku są jednak kosztowne. Tak było właśnie w przypadku pana Michała. Dekarz reperował dach bez umowy. Za usługę zgarnął tysiąc złotych. Po pierwszym deszczu okazało się, że dach przecieka. Pan Michał zadzwonił do dekarza, żądając poprawienia fuszerki. Dekarz wpierw umawiał się na poniedziałek, później na wtorek, następnie przyszły tydzień i jeszcze następny. Kiedy pan Michał zaczął go straszyć sądem, odparł: - A jak pan mi udowodni, że ja w ogóle na tym dachu byłem?

5. - Co się nie zrobi? Wszystko się zrobi - dla robotnika przyznanie, że czegoś nie robił do tej pory albo przeczytanie instrukcji obsługi, to wyzwanie nie do pokonania.

Pani Katarzyna z warszawskiego Bemowa kupiła nowy, bardziej trwały typ fugi do łazienki. Ekipa, którą wynajęła, stwierdziła, że kładła ją już wielokrotnie. Pani Kasia weszła pewnego dnia do łazienki, w której trwały prace, i ręce jej opadły. Robotnik w trakcie układania fugi mocno pobrudził materiałem wannę. A że fuga należała do szybkoschnących i bardzo twardych, trzeba ją było z wanny... skuwać. Po takiej operacji wanna wyglądała jak po kilkunastu latach intensywnego używania.

6. Ile to będzie kosztowało? - Jakoś się dogadamy. Jakoś się dogadamy jest przy tym zawsze droższe niż dołączenie wyceny poszczególnych prac do umowy.

7. Wręczenie robotnikom zaliczki przed rozpoczęciem prac "na materiały" zadziwiająco często kończy się niepojawieniem się ekipy już nigdy.

8. Energia ekipy do pracy i zrobienia poprawek maleje w miarę otrzymania jakichkolwiek pieniędzy. Jeśli ekipa dostała już całą kwotę za przeprowadzone prace, zmuszenie ich, aby przyszli i zrobili poprawki, graniczy z cudem.

9. Jeśli klient ma wątpliwości co do jakości wykonanych prac, usłyszy - jak wyschnie będzie wyglądać lepiej. Niestety - nie będzie. Dobrym przykładem, jak to wygląda w praktyce, jest historia pana Mariana z Olsztyna. - Ekipa położyła mi na suficie tynk, który następnie pomalowała dwukrotnie białą farbą. Po malowaniu na całym suficie pojawiły się purchle. Fachowiec zapewniał, że z czasem pęcherze się wchłoną. Niestety, nie wchłonęły się, a wręcz przeciwnie - powiększyły. Później pan Marian dowiedział się, że farba się odspoiła, bo nałożono jej warstwę na niewyschnięte podłoże.

10. - Pan nie przychodzi dzisiaj, podłoga pomalowana - mówi fachowiec. Jakie mogą być tego konsekwencje, przekonał się znajomy pana Michała, który ekipie z ogłoszenia w prasie zlecił położenie podłogi w swoim świeżo kupionym mieszkaniu.

Wręczył im kupione deski. Robotnicy poprosili go pewnego dnia, aby nie przychodził, ponieważ właśnie położyli podłogę. Potem mówili, że podłogę polakierowali i nie można wchodzić, dopóki nie wyschnie. W efekcie nie zjawiał się on w mieszkaniu przez długi czas. Zajrzał tam dopiero, kiedy nadeszła pora na wstawienie mebli. Tymczasem... podłoga zniknęła razem z ekipą. Kiedy dzwonił pod wymieniony w ogłoszeniu numer, nikt nie odpowiadał.

A jak się przed tym wszystkim zabezpieczyć?

•  Przed rozpoczęciem robót poczytaj trochę o pracach, które będą robione w twoim mieszkaniu. Jeśli chcesz np. układać nową podłogę, dowiedz się, co to jest podłoga pływająca, jakie są plusy i minusy klejenia paneli do podłogi (jeśli panele mają warstwę drewna, można je później pocyklinować i odświeżyć), co to są listwy asymetryczne między pokojami (łącza podłogi o różnej wysokości) itd. Dzięki temu będziesz mógł w pewien sposób kontrolować to, co się dzieje w twoim mieszkaniu, i trudniej będzie cię nabrać - w stylu: "Szefie, to wybrzuszenie na ścianie, co ją wczoraj stawialiśmy, to musi być (czytaj: nie chce nam się jej wyrównać, bo to dużo uciążliwej roboty)".

•  Ekip szukaj tam, gdzie kupujesz materiały. Większość firm produkujących materiały budowlane czy wykończeniowe współpracuje na stałe z niektórymi fachowcami. Są to tzw. autoryzowane ekipy. Tacy robotnicy przechodzą sporo specjalistycznych szkoleń fundowanych przez firmę, której produktów używają. Rekomendacji możesz też szukać także na internetowych forach, np. Gazeta.pl.

•  Dobrym prognostykiem solidności fachowca jest umiejętność oddzwaniania na umówione telefony. Jeśli wykonawca nie opanował tej umiejętności, prawdopodobnie będą z nim problemy.

•  Żądaj kosztorysu przed rozpoczęciem prac. Ekipa powinna bardzo szczegółowo wyliczyć, ile co będzie kosztowało, oceniając koszt położenia każdego metra kwadratowego paneli czy glazury bądź przeniesienia gniazdka elektrycznego.

•  Jeśli ekipa żąda zaliczki, płać dopiero po rozpoczęciu prac, wyliczając jej wielkość na podstawie przewidywanej długości robót. Jeśli mają one trwać 10 dni roboczych, to po trzech możesz np. zapłacić 20-30 proc.

•  W przypadku niektórych prac, gdzie ich rezultat jest nieznany, np. naprawa dachu, umawiaj się na system połowa pieniędzy po ukończeniu robot, połowa po pierwszym deszczu. Jeśli zapłacisz od razu, będziesz mieć jak w banku problemy ze ściągnięciem ekipy na poprawki.

•  Koniecznie podpisz z ekipą umowę!

•  Od początku wytykaj ekipie wszelkie niedoróbki, nawet najdrobniejsze. Od razu żądaj poprawek. Ekipy budowlane stosują rozmaite standardy jakości w zależności od stopnia upierdliwości klienta. Szanują przy tym bardziej tych, którzy od razu jasno żądają, czego chcą.

Skomentuj:

Jak bronić się przed ekipą budowlaną