Zakopiański dom Marusarzów

Tekst Andrzej Markowski; Zdjęcia Joanna Siedlar

Zakopane zamieszkiwało w ostatnich stu latach wielu niepospolitych ludzi - znanych artystów, polityków, sportowców. To również dzięki nim Tatry i Podtatrze stanowią niezwykły świat, do którego wciąż się wraca.

UWAGA ! PONOWNA PUBLIKACJA ZA ZGODA WLASCICIELI !
W blisko 60-letnim domu Stanisława Marusarza mieszka już trzecie pokolenie.
Fot. Joanna Siedlar
Wśród współtwórców niezwykłej legendy tego regionu jest też zmarły przed dziesięciu laty Stanisław Marusarz, jeden z najwybitniejszych polskich narciarzy, wielki sportowiec, czterokrotny olimpijczyk (1932, 1936, 1948, 1952), wicemistrz świata w skokach (1938) i 25-krotny mistrz Polski (1931-52) w takich konkurencjach, jak: zjazd, kombinacja alpejska, kombinacja klasyczna, skoki, sztafety. Był trenerem wielu pokoleń polskich narciarzy i jednym z bohaterów II wojny światowej, dwukrotnie odznaczonym Krzyżem Walecznych (jako kurier tatrzański został aresztowany przez gestapo i skazany na śmierć, wsławił się brawurową ucieczką z więzienia krakowskiego na Montelupich) - słowem, człowiek pełen pasji życia i rozlicznych talentów, o rzadkim uroku i charyzmie. Jego imieniem została nazwana skocznia narciarska na Dużej Krokwi w Zakopanem.

Dom Stanisława Marusarza był zawsze jak góralska watra przyciągająca swym blaskiem - otwarty dla przyjaciół i życzliwy przybyszom z kraju i ze świata. Dzisiaj, pełen wspomnień, jest ciągle domem żywym. Mieszka tu jedna z córek Stanisława Marusarza - Magdalena - razem z rodziną.

- W miejscu, gdzie stoi dom, kiedyś było pole moich dziadków - wspomina pani Magdalena. - Pamiętam kopki suszącego się siana, rozległy widok na góry i piękny dorodny las - zaczarowane miejsce mojego dzieciństwa. Wtedy niewiele tu było domów...

Dzisiaj jest ich pełno, na szczęście nie zdołały przesłonić widoku na pasmo Gubałówki. Las nie jest już jednak ten sam: zaśmiecili go i zadeptali uczestnicy licznych wycieczek, a wypalona co krok trawa świadczy o licznych odbywających się tutaj hucznych biesiadach przy ognisku. Jednak dom rodziców pani Magdaleny wciąż trwa. Wespół z innymi przedstawicielami drewnianej architektury - licznymi w Zakopanem i okolicach - jest świadectwem mistrzowskiego opanowania fachu przez miejscowych budarzy, potwierdza także zalety sosnowo-świerkowego budulca.

Dom z widokiem na Gubałówkę i Giewont

Dom zaczęto wznosić w 1955 roku. Autorką projektu była żona słynnego narciarza pani Irena Marusarzowa - architekt z zawodu. Budowa nie trwała długo i już po sześciu miesiącach od jej rozpoczęcia rodzina Marusarzów mogła się wprowadzić do pachnącej świeżym drewnem siedziby.

Budynek ma ładne proporcje: osadzony zgodnie z miejscową tradycją nisko przy ziemi skutecznie opiera się wiatrowi dującemu tu często z wielką siłą. Zbudowany z sosnowych płazów, z dwuspadowym dachem, kryty jest gontem. Jego projektantka, respektując podstawowe zasady miejscowego budownictwa, pozwoliła sobie na twórcze ich rozwinięcie. Ponieważ największym walorem domu jest rozciągający się wokoło widok na okoliczne góry, zastąpiła małe okna typowe dla góralskiej chałupy wielkimi przeszkleniami otwierającymi się w kierunku rozległej panoramy Gubałówki i sąsiadujących z nią wierzchołków.

Również wnętrza zostały potraktowane niestandardowo. Pani Irena zdecydowała się bowiem zrezygnować w parterowej części domu z tradycyjnego podziału na izby i z otwartej przestrzeni dziennej domu wydzieliła jedynie kuchnię. W ten sposób w połowie lat 50. powstał pod Tatrami dom o niemal współczesnej formie; awangardowy nawet, zważywszy na panującą wówczas powszechnie - nawet pod Tatrami - modę na zupełnie inną architekturę.

Przedłużeniem pokoju dziennego był połączony z nim gabinet Stanisława Marusarza, stanowiący rodzaj otwartego na salon aneksu. To tu mistrz ustawiał zdobyte puchary, medale i odznaczenia. Tu wiszą też pamiątkowe przedwojenne zdjęcia, a także wielki olejny portret pana Stanisława.

Mieszkalne poddasze projektantka urządziła już tradycyjnie: znalazły się tu pokoje dzieci Stanisława Marusarza - dwóch córek i syna - a także jej pracownia.

- O ile mnie pamięć nie myli - opowiada obecna pani domu - większość zamierzeń rodziców została w tym domu zrealizowana. Zabrakło jedynie planowanego potężnego drewnianego słupa przy schodach, który miał być ozdobiony rzeźbami znakomitego zakopiańskiego twórcy Antoniego Rząsy. Rodzicom po prostu nie starczyło pieniędzy na jego zamówienie.

Narciarzem się bywa, góralem się jest

Nie tylko narty liczyły się w życiu Stanisława Marusarza. Jak przystało na prawdziwego gospodarza, bardzo dbał o swój dom, a także o przydomowy ogród.

- Wszystkie drzewa, które tak pięknie tu wyrosły, sadził mój tata - wspomina córka. - Przywoził kosówki wyrwane przez lawiny i różnego rodzaju rośliny spod regli, którym groziło zniszczenie. Opiekował się nimi z niezwykłą czułością, jak chorymi dziećmi, którym za wszelką cenę trzeba przywrócić zdrowie.

W głębi ogrodu słynny narciarz założył pasiekę z własnoręcznie zbudowanymi ulami. Budował także kurnik - wprawdzie kury mieszkały w nim krótko, ale pozostał zgrabny budyneczek, który niedawno pokryto gontem. Jak wspomina córka, ostatnim budowlanym przedsięwzięciem Stanisława Marusarza było skonstruowanie daszku nad wejściem do domu. Kiedy go wznosił, miał już przeszło 80 lat.

- Ojciec i mama bardzo lubili ten dom, a dla nas, dzieci, była tu cudowna, zaczarowana kraina - opowiada pani Monika. - Mieliśmy swoje tajemnice w gąszczu krzewów, a zimą budowaliśmy igloo i tunele w śniegu. Żyliśmy w otoczeniu nieskażonej jeszcze wówczas przyrody, w samotnie stojącym domu pobudzającym wyobraźnię, z widokiem na Gubałówkę, Giewont i Tatry Zachodnie. A jednocześnie byliśmy wśród swoich, w centrum historycznego Zakopanego: nieopodal przebiegała "droga do Daniela", a za górką, tam, gdzie jest dojście do doliny Strążyskiej, mieszkali rodzice taty.

Zmiana warty przy rodzinnym ogniu

Do rodzinnego domu pani Magdalena powróciła na zaproszenie rodziców, kiedy jej pierworodny syn miał trzy lata. Młodzi małżonkowie zamieszkali ze swoim dzieckiem na poddaszu. A że historia lubi się powtarzać, pani Magdalena, podobnie jak ojciec, za partnera życia wybrała sobie architekta. To on przejął od teściowej pałeczkę i zabrał się za dostosowywanie domu do współczesnych potrzeb rodziny. Początkowo były to niewielkie zmiany umożliwiające młodym samodzielne funkcjonowanie w domu rodziców. Pracownia pani Ireny stała się minipokojem dziennym, a na miejscu dawnego pokoju brata urządzono kuchnię. Do większych przeróbek doszło jednak dopiero po śmierci rodziców (w 1993 roku zmarł Stanisław Marusarz, rok później jego żona).

- Początkowo nawet nie schodziliśmy na dół. Tak trudno było się nam pogodzić z tym, że rodziców już nie ma - wspomina pani Magdalena. - Z czasem zaczęliśmy jednak zmieniać dom po swojemu.

Na początek przebudowana została łazienka. Wymieniono wszystkie instalacje, wyposażono pomieszczenie w nowoczesne urządzenia sanitarne. Następnie gospodarze przystąpili do przekształcania kuchni. Po pierwsze, włączono ją do przestrzeni dziennej domu, usuwając dzielące je ściany i zajmujący bardzo dużo miejsca piec. W miejsce dawnej ścianki powstała ażurowa drewniana konstrukcja z blatem i towarzyszącymi mu wygodnymi siedzeniami. Pomieszczenie za kuchnią, które pierwotnie miało służyć jako mieszkanie niani, a potem było zaciszną sypialnią pani Marusarzowej, stało się sypialnią państwa Gądków. Młodzi właściciele powiększyli także balkon na poddaszu, nadając mu charakter zadaszonego tarasu. Jednak największą zmianą w bryle domu było wzniesienie pracowni malarskiej dla pani Magdaleny. Powstała ona nad rozbudowanym garażem, który powiększono tak, by dało się w nim ustawić dwa samochody.

Z szacunkiem dla przeszłości

Pracownia jest obszernym, jasnym pomieszczeniem. O jej uroku decyduje zachowany i wyeksponowany we wnętrzu fragment starej połaci dachu, który pierwotnie od tej strony domu schodził prawie do samej ziemi. Kontrast gładko tynkowanej, białej ściany i szorstkiej faktury pociemniałego z upływem czasu drewnianego gontu daje bardzo piękny efekt. Jest też świadectwem poszanowania pierwotnej koncepcji domu, wymownym śladem jego historii.

Jak przyznaje pani Magdalena: - Chyba dziewięćdziesiąt procent tego, co tu zostało zrealizowane, to pomysły Krzysztofa, który wychował się obok tartaku. Fascynacja drewnem, zachwyt potęgą sosen ciętych na płazy i ich naturalnym surowym pięknem zostały mu do dziś.

Zawodowy kunszt pana domu docenili również profesjonaliści. Przebudowany przez niego dom Stanisława i Ireny Marusarzy znalazł się w roku 2002 w gronie budynków nominowanych do nagród w konkursie architektonicznym "Zakopane na przełomie wieków". Krzysztof Gądek w tym samym konkursie zdobył nagrodę za realizację budynku mieszkalnego w Kościelisku na Szeligówce.

Atmosfera tego domu, zawsze pełnego ciekawych ludzi, sprzyjała rozwojowi talentu córki Stanisława Marusarza. Dziś pani Magdalena jest cenionym twórcą obrazów malowanych na szkle i wraz z mężem współtworzy artystyczno-intelektualne środowisko Zakopanego.



Skomentuj:

Zakopiański dom Marusarzów