Mieszkanie urządzone z fantazją

tekst i stylizacja: Katarzyna Mackiewicz; zdjęcia: Michał Mutor

Na urządzenie mieszkania Maria dostała od męża, Pawła Kowalewskiego, artysty malarza, carte blanche. Zaprojektowała meble, nietypowe przedmioty zaadaptowała do nowej roli. I, oczywiście, zadbała o ekspozycję obrazów.

Kominek wieńczy lustro z postarzaną taflą. Kanapy są projektu pani domu, tapicerkę wykonała rodzinna firma Glinków Stimmebel. Bibliotekę (w głębi) - teatralny stolarz Andrzej Zajkowski.
Kominek wieńczy lustro z postarzaną taflą. Kanapy są projektu pani domu, tapicerkę wykonała rodzinna firma Glinków Stimmebel. Bibliotekę (w głębi) - teatralny stolarz Andrzej Zajkowski.
Fot. Michał Mutor

Kto tu mieszka? Maria i Paweł Kowalewscy

Gdzie? W Warszawie

Metraż: 340 m kw., dwupoziomowy strych

Paweł to zdecydowany fan strychów, Maria niekoniecznie. Gdy po raz pierwszy trafiła na jego strych, poczuła się jakby wchodziła do czarnego lasu. Zewsząd przytłaczała ją pokryta czarną bejcą, ciemna więźba. Gdy zamieszkali razem, energicznie zajęła się „odstryszaniem strychu”, który starała się zmiękczyć kolorem. Bejca nie dawała się łatwo zamalować, więc potraktowała ją różnobarwnymi sprejami. Choć mieszkanie wydawało się ogromne, gdy syn zaczął dorastać postanowili poszukać większego. Szczęśliwym trafem udało się kupić mieszkanie pół kondygnacji niżej.

Wielka przebudowa

Przebudowę zaczęli od zrywania obniżonych sufitów i burzenia ścian, w czym ochoczo pomagał syn z kolegami. Dwie części – dolna i górna – podzieliły automatycznie przestrzeń na prywatną i tzw. recepcyjną. Dzięki dokupieniu części klatki schodowej poczuli się, jakby mieli odrębny dom wewnątrz budynku. Potem Maria zaprojektowała nową elewację i zieleń wokół domu, by mieć lepszy widok z okien. Oprócz okien połaciowych, przez które Paweł widzi „lepszy kawałek nieba”, Maria zamontowała również okna tradycyjne i wreszcie mogła zawiesić zasłony. – Trochę je przydusiłam do ścian, ale ważne, że są! – oznajmia z satysfakcją. Doprowadzili także do budowy windy.
Sama zajęła się projektem i urządzaniem. Jej mąż, Paweł Kowalewski – uznany artysta, członek Gruppy i wykładowca wzornictwa na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych – do urządzania się nie wtrącał. Dał żonie carte blanche. Marii udało się stworzyć komfortowy i świetnie zorganizowany dom a także odpowiednią oprawę dla wszechobecnych tu obrazów męża. Bez nich nie wyobraża sobie życia na co dzień. Twierdzi, że bez wiszącego w jej pracowni obrazu „Co najmniej cztery przestrzenie” nie mogłaby pracować, a bez „Diabła przybierającego formę Boga” – zasnąć.

Sztuka prezentacji sztuki

Jak wiadomo strychy nie dają zbyt wielu możliwości ekspozycyjnych, więc część obrazów stoi na podłodze oparta o ścianę, a oprawione rysunki przykręcono do ścian, by mogły wisieć pod kątem. Ponieważ Paweł przestał malować, pracownię w domu przejęła Marysia. Tu przygotowuje projekty dla klientów, rozrysowuje meble dla stolarzy i ma biuro pełne katalogów. Szafa po dziadku kryje farby i zestaw narzędzi. Ciągle coś przemalowuje, choć się zarzeka, że nie ma ciągot do zmian. – Monogamiczna jestem – śmieje się, ale dodaje – dobrze jest jednak zmieniać to, co doskwiera.

Wnętrza
Wnętrza
fot. Michał Mutor

Większość mebli to jej projekty. Do tego doszło kilka sprzętów z antykwariatu, które przerabia po swojemu. Na przykład zabytkowa komoda dostała śmiały, czerwony lakier. Maria chce, by przedmioty były przez nią „dotknięte”, własnoręcznie narysowane, przetarte osobiście szlifierką. – Mam osobisty stosunek do tego kawałka świata – mawia. Zwykły pieniek, który pełni rolę stolika i podnóżka, znalazła w chaszczach rosnących obok dawnej pracowni. Tworzy zaskakująco udany duet ze złoconą berżerą. Szpulkę, którą na wzór wypatrzonej w hurtowni elektrycznej Grodno zleciła wykonać w większej skali, sama polakierowała, pozłociła, przetarła i znów pomalowała białą farbę. Szpulka w wersji XXL świetnie się odnalazła jako stolik w tym klasycyzującym wnętrzu. Pracownicy hurtowni nie mogli uwierzyć, że ktoś chciałby ją postawić w domu więc sami zajęli się transportem. Gdy zobaczyli efekt, skwitowali go jednym słowem: super!

Kolejnym zaskakującym elementem wnętrza są poroża. Pierwsze kupiła w Toskanii. Kolejne dostała na urodziny, gdy goście przychodzili z bukietami... rogów.
Kowalewscy uwielbiają przyjęcia, a choć całonocne zabawy zdarzają się coraz rzadziej, to „potencjał jest!”. Na górze w części kuchennej i jadalnej zostawiono wolną przestrzeń do tańca, a na dole, na wygodnych kanapach projektu pani domu, można dyskutować do białego rana. Pomysł, by wchodzącym gościom od razu podawać z baru drinka nie wypalił, bo nie dało się przerobić wejścia. Ale nie trzeba biegać po schodach do wyżej położonej kuchni, bo zabudowa baru ma zlew, kawiarkę i czajnik, a pojemna hinduska szafa kryje wszelkie napitki. W kominku pali się ogień, a choć obok jest mały telewizor plazmowy, to dla niepoznaki obramowano go złotą ramką jak obraz. Chciałoby się powtórzyć za Krzysztofem Zanussim: Po co telewizor, skoro jest kominek!

Kto to zaprojektował?

Maria Kowalewska, absolwentka architektury wnętrz na warszawskiej ASP i grafiki warsztatowej University of Brighton Pracownia Tutitutu, tutitutu@commu.pl, www.tutitutu.pl:
Jestem zadowolona z przebudowy sypialni. Dawniej była tam ciemna garderoba z oknami od wschodu dającymi mało światła i balkon, z którego się nie korzystało. Zamknęłam tę przestrzeń a balkon stał się częścią pomieszczenia. Wstawiłam okna i zyskałam ogromną, wysoką garderobę. Co się nie udało? Rozczarowała mnie jakość pierwotnej zabudowy – np. framugi i drzwi były tragiczne. Stopniowo je wymieniam na te robione przez świetną firmę braci Dawidczyk.

Skomentuj:

Mieszkanie urządzone z fantazją