Moja wielka siła

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska

Nie znam się na budowaniu, ale za to potrafiłam sprawnie zorganizować prace oraz negocjować korzystne umowy prawne z wykonawcami i dostawcami materiałów budowlanych. Zrobiłam użytek z umiejętności zawodowych i to była moja siła.

Droga do domu

Działkę, na której obecnie stoi mój dom, kupiłam dawno, jeszcze w 1976 roku. Zadzwonił wtedy do mnie przyjaciel z dzieciństwa i powiedział, że chce odsprzedać kawałek ziemi, bo zabrakło mu pieniędzy na dokończenie budowy domu. Zgodziłam się i zostałam właścicielką ponad hektara gruntu porośniętego lasem.

Przez blisko 30 lat zupełnie nie korzystałam z tej ziemi. Mieliśmy bowiem z mężem inną działkę, którą bardzo lubiliśmy, i na której stał domek letniskowy. Tam spędzaliśmy nasze wolne chwile.

Wszystko się zmieniło, gdy mój mąż zmarł. Ze względu na bolesne wspomnienia nie umiałam dalej korzystać z ukochanej działki. Moja długotrwała nieobecność najpierw sprowokowała złodziei, którzy okradli i zniszczyli nasz dawny domek, a potem zachęciła bezdomnych do zasiedlenia go. W końcu, by uniknąć dalszej degradacji, zdecydowałam się sprzedać działkę.

Chciałam mieć jednak jakieś nowe miejsce do rekreacji, gdzie mogłabym na weekendy uciekać z warszawskiego Żoliborza. Wtedy przypomniałam sobie o kupionej kiedyś działce.

Początkowo zamierzałam zbudować na niej domek letniskowy, ale kiedy się okazało, że muszę przejść taką samą procedurę jak przy budowie normalnego domu, coś mnie tknęło, by rozważyć przeniesienie się na stałe pod miasto. Po namyśle stwierdziłam, że nie będzie to dla mnie złe rozwiązanie. I tak to się zaczęło.

Był rok 2003, kiedy przystąpiłam do porządkowania zalesionego i mocno zaniedbanego terenu. Sprawiało mi to sporo radości.

Kiedy polana pod dom była już przygotowana, nadszedł czas projektowania. Zadanie nie było łatwe, ponieważ działka jest bardzo wąska (od strony drogi ma zaledwie 20,5 m szerokości). W końcu zamówiłam projekt indywidualny.

Pieniądze nie takie straszne

Dom, który stanął na polanie pod wielkim dębem, wznosiłam przez rok. Starałam się nie przeciągać czasu budowy, nie przekroczyłam również zaplanowanego kosztorysu. Udało się - między innymi dlatego, że w umowie, którą podpisałam z właścicielem składu budowlanego, przezornie uwzględniłam punkt mówiący o tym, że wszystkie materiały będę kupować w cenach obowiązujących na dzień podpisania umowy. Nie obchodziły mnie więc żadne podwyżki.

Choć 80 m od domu biegła sieć wodociągowa, zdecydowałam się na zbudowanie studni (ma 60 m głębokości) - przede wszystkim z uwagi na koszty podlewania ogrodu. Zainwestowałam również w dobrą pompę i profesjonalną stację uzdatniania wody. Całość kosztowała 40 tys. zł, ale warto było je wydać, bo teraz mam bardzo smaczną wodę do picia, a podlewanie ogrodu nie kosztuje mnie wiele.

Ogrzewam dom gazem ziemnym. Zamontowałam wysokiej jakości kocioł centralnego ogrzewania oraz zbiornik na ciepłą wodę (200 l) z wymuszonym obiegiem. Dzięki kotłowi z automatycznym sterowaniem rachunki za ogrzewanie i ciepłą wodę nie przekraczają rocznie 3 tys. zł. W salonie zamontowałam dodatkowo specjalny kominek, którego ściany są wyłożone cegłami szamotowymi, a na zewnątrz wykończone ozdobnymi kaflami piecowymi. W zimie korzystam z niego prawie codziennie, zużywając około 6 m3 drewna rocznie (na razie paliłam w nim drewnem pochodzącym z drzew wyciętych na działce).

Jestem bardzo zadowolona z mojego domu. Opłaciło się zamówienie indywidualnego projektu. Budynek jest tak dobrze dopasowany do wszystkich moich potrzeb, że gdybym wznosiła następny, byłby taki sam. Sprawdziła się jego prosta forma, ponadczasowa bryła oraz funkcjonalny układ wnętrz.

Tak jak sobie wymarzyłam, na parterze mam kuchnię (16 m2) oddzieloną od pozostałych pomieszczeń dziennych (jadalni - 18 m2 i salonu - 50 m2), osobną bibliotekę, łazienkę z prysznicem oraz duże pomieszczenie gospodarcze z wyjściem do ogrodu. Na piętrze znalazły się natomiast dwie sypialnie i łazienka.

Ponieważ bardzo mi zależało na wrażeniu przestronności domu, zdecydowałam się na otworzenie przestrzeni salonu aż po dach (6,5 m) oraz na montaż dużych okien i drzwi tarasowych.

Wiem, że źle ocieplony dom to straty ciepła i duże rachunki za ogrzewanie, dlatego szczególnie pilnowałam jakości dociepleń. Dom wzniesiono w technologii ścian trójwarstwowych, które mają grubość aż 48 cm (dwie warstwy pustaków ceramicznych z 10-centymetrowym ociepleniem ze styropianu). Fundamenty zostały ocieplone w pionie 5-centymetrową warstwą styropianu, a w płycie fundamentowej 10-centymetrową, natomiast dach - 24-centymetrową warstwą wełny mineralnej. Ponieważ powierzchnia przeszkleń wynosi około 50 m2, kupiłam drewniane okna z droższymi, termoizolacyjnymi szybami o współczynniku U = 0,8. Sprawdzają się znakomicie, więc nie żałuję wydatku.

W ramach racjonalizacji kosztów nie zrealizowałam jednego wielkiego marzenia - o posiadaniu piwnic. Uległam jednak argumentom pani architekt, która przekonała mnie, że dysponując dużym pomieszczeniem gospodarczym i wolno stojącym garażem, który zbudowałam za domem, nie będę potrzebować drogich w budowie piwnic. Dziś już sama wiem, że to była dobra rada.





    Więcej o:

Skomentuj:

Moja wielka siła