Dom wespół z siostrą

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

Początkowo planowaliśmy z siostrą budowę domów w zabudowie bliźniaczej. Uznaliśmy, że tak będzie taniej, łatwiej i bezpieczniej. I choć ostatecznie wznieśliśmy dwa oddzielne domy, sama zasada ścisłej współpracy przy budowie się sprawdziła.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Dom murowany, parterowy, z użytkowym poddaszem i garażem
Fot. Liliana Jampolska
Przyznaję, że nie kwapiłem się z budową domu. W przeciwieństwie do mojej żony Marzeny wychowałem się w mieszkaniu i taki styl życia przez długi czas wydawał mi się najlepszy. O domu jednorodzinnym marzyła tylko ona. Do pomysłu dojrzałem dopiero wtedy, kiedy zaczęliśmy planować powiększenie rodziny, a na dodatek obrośliśmy w przeróżne sprzęty i mieszkanie zaczęło się robić coraz ciaśniejsze. Mniej więcej w tym samym czasie o budowie domu zaczęła też myśleć moja siostra. Kiedy na dodatek obliczyłem, że kupno większego mieszkania może okazać się znacznie droższe od domu pod miastem, postanowiłem wyjść naprzeciw marzeniom żony.

Droga do domu

Żeby było taniej, łatwiej i bezpieczniej, postanowiliśmy z siostrą budować razem. Zaczęliśmy od wspólnych poszukiwań działki. Nasz wybór padł w końcu na ziemię położoną w odległości 23 km od stolicy. Atutami wybranej lokalizacji były: dobre uzbrojenie terenu w niezbędne media (brakuje tylko kanalizacji), bliskie sąsiedztwo lasu i położenie w krajobrazowej strefie chronionej, dogodny kształt działek, a przede wszystkim możliwość negocjacji ceny.

W rozmowach o cenie wykorzystaliśmy minusy parceli: duży spadek terenu i szeroki rów melioracyjny biegnący w ich obrębie (nie można budować w jego bezpośrednim sąsiedztwie) oraz to, że właścicielowi zależało na sprzedaży w pakiecie dwóch sąsiadujących ze sobą posesji.

Doświadczenia właścicieli



Pomysły na oszczędności

Ze względu na zakup dwóch samodzielnych parceli odrzuciliśmy z siostrą wstępne plany budowy bliźniaków. Dzięki tej decyzji mogliśmy zbudować domy według indywidualnych gustów i potrzeb, a co jeszcze ważniejsze - w odpowiednim dla każdej rodziny tempie. Nie oznacza to, że zrezygnowaliśmy ze współpracy przy budowie. Wręcz odwrotnie: staraliśmy się wybierać te same materiały, negocjując ich cenę i oszczędzając na kosztach transportu, a także wymieniać się wykonawcami i nawzajem nadzorować prace. Wykopaliśmy też wspólną studnię, z której woda służy do podlewania obu ogrodów. Nie rozdzieliliśmy też działek wewnętrznym płotem, dzięki czemu mamy poczucie większej przestrzeni wokół domu.

Myśląc o obniżeniu kosztów budowy, wybraliśmy z Marzeną projekt budynku o zwartej bryle, z garażem. Na dachu zamiast lukarn zaplanowaliśmy tylko okna połaciowe. Starannie obliczyliśmy metraż, nie chcąc mieć kłopotów z utrzymywaniem zbyt dużego budynku. Uznaliśmy, że naszej rodzinie wystarczy około 160 m2 powierzchni mieszkalnej. I nie myliliśmy się.

Połowę kosztów budowy udało się nam pokryć z oszczędności i bieżących dochodów, a na wykończenie budynku zaciągnęliśmy kredyt hipoteczny. To było słuszne posunięcie, bo dzięki niemu nie rozciągaliśmy nadmiernie budowy w czasie, uzyskując satysfakcjonujący nas standard.

Wydatki



Co nam się udało, a co nie

Do nowego domu wprowadziliśmy się w październiku 2007 roku. Dołożyliśmy wszelkich starań, by był solidny, funkcjonalny i dobrze ocieplony. I chyba nie popełniliśmy poważniejszych błędów, o czym przekonują nas między innymi obecne koszty jego utrzymania.

Przeglądając setki gotowych projektów i wizytując domy znajomych, określiliśmy możliwie najlepiej nasze potrzeby i priorytety. W rezultacie zaplanowaliśmy budynek z zadaszonym tarasem, trzema sypialniami i ze strefą do pracy, którą łatwo będzie zamienić w razie potrzeby na pokój gościnny. Mamy dwie łazienki, po jednej na każdym piętrze, oraz osobne gościnne w.c. na parterze, a także rozbudowaną strefę gospodarczą ze spiżarnią, pralnią i suszarnią.

Nie oszczędzaliśmy na materiałach budowlanych ani na ociepleniu. Fundamenty ociepliliśmy styropianem (ławy w pionie warstwą 8-centymetrową, poziomą płytę - dwiema warstwami po 5 cm). Ściany budynku wznieśliśmy z bloczków betonu komórkowego, które ociepliliśmy na zewnątrz wełną mineralną (15 cm). Pod dachem umieściliśmy również izolację z wełny mineralnej - 19 cm między krokwiami i dodatkowe 10 cm pod nimi. Wybraliśmy okna z szybami o U = 1. Ponadnormatywne ocieplenie nie podniosło znacząco kosztów budowy, natomiast przynosi wymierne skutki teraz, podczas eksploatacji - więc uważamy, że warto było się na nie zdecydować.

Zaopatrzenie domu w elektryczność, gaz ziemny i wodociąg na szczęście nie było kosztowne, ponieważ media przebiegają tuż przy działce.

Świadomie nie zastosowaliśmy wodnego ogrzewania podłogowego, tylko grzejniki na ścianach, aby zmniejszyć koszty instalacji grzewczych. Na podłogach w łazienkach i w sieni zainstalowaliśmy natomiast elektryczne maty grzewcze, bo takie rozwiązanie znakomicie sprawdzało się w mieszkaniu. Eksploatacja mat wyposażonych w automatyczne sterowniki nie kosztuje wiele, a można ich używać przez cały rok - gdy jest taka potrzeba.

Zdecydowaliśmy się też na ogrzewanie kominkowe z rozprowadzaniem ciepła na parterze i poddaszu, traktując je jako alternatywne do ogrzewania gazowego. Kominek znakomicie się sprawdza w okresach przejściowych. Żałuję jedynie, że nie zainstalowaliśmy wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła. To dałoby kolejne oszczędności.

Niestety, na naszym terenie nie możemy założyć przydomowej oczyszczalni ścieków. Na wywóz ścieków wydajemy rocznie aż 2500 zł, a kanalizacja ma być dopiero za rok!

W budowę domu angażowała się cała rodzina, a wiele prac, na przykład położenie instalacji odkurzacza, wykonałem samodzielnie. Wszystko to w sposób szczególny związało nas z domem, który szybko stał się prawdziwą rodzinną twierdzą.

Co to za dom?

Dom murowany, parterowy, z użytkowym poddaszem i garażem

Powierzchnia domu: 205 m2, w tym garaż 35 m2

Mieszkańcy: małżeństwo z córką, pies i kot

Projekt: architekci Artur Mateńko i Jan Wilczak

Powierzchnia działki: 1050 m2

Skomentuj:

Dom wespół z siostrą