Wybieramy projekt domu

Paweł Wład Kowalski

Lepszy z katalogu czy na zamówienie? Nie ma jednej dobrej odpowiedzi. Ważne, by dom był funkcjonalny i stanowił przykład dobrej architektury.

Projekty gotowe, zwane powtarzalnymi lub częściej - typowymi, nie mają w Polsce dobrej opinii. Wielu architektów kojarzy je wciąż z gospodarką socjalistyczną, w której były podstawą planowania budownictwa, a zwłaszcza produkcji prefabrykatów i papy na płaskie dachy. Na szczególnie złą sławę zapracowały "jedynie słuszne" projekty domów-kostek, których stosowanie było w owych czasach obowiązkowe.

Kiedy nastał czas wolnego rynku, kraj zasypały projekty domów ze stromymi dachami. Powstawały dworki i chaty, a na istniejące kostki nakładano atrapy dachów z czerwonej blachy falistej. Tysiące architektów przystąpiło do projektowania domów indywidualnych. Wolna konkurencja spowodowała rozkwit awangardy, ale też zaowocowała bezkrytycznym spełnianiem życzeń inwestorów marzących o pałacach, zamkach i rezydencjach - z wieżyczkami, rzędami kolumn i tarasami otoczonymi balustradą z tralek.

Fala wolności wyrzuca śmieci

W Polsce wybudowano setki tysięcy za dużych domów. Drogich w budowie - co widać po nieukończonych, przesadnie skomplikowanych bryłach i nieotynkowanych elewacjach. Kosztownych w eksploatacji - o czym świadczy choćby zbyt duża liczba okien i załamań ścian. Udziwnionych w imię poszukiwania ciekawej architektury lub na wyraźne żądanie inwestora, który odreagowuje ciasnotę i małe okna w bloku na ósmym piętrze.

Wielu architektów w obawie przed utratą klienta projektuje pod dyktando. Inni tak długo czekają na indywidualne zamówienie, że kiedy je otrzymają, umieszczają w jednym projekcie feerie niezrealizowanych pomysłów, którymi można by obdzielić kilka domów. Do tego dochodzi swobodna twórczość inwestorów, którzy podczas budowy wprowadzają do projektów najrozmaitsze upiększenia. No i mamy to, czego długo będziemy się wstydzić - krajobraz przepełniony brzydką, a często kiczowatą architekturą.

Na szczęście prawa wolnego rynku, którymi zachłysnęło się tak wielu budujących własny dom, zaczynają działać jak hamulec nierozsądnych poczynań w architekturze. Coraz więcej osób uświadamia sobie, że:

- skromne domy mniej nęcą złodziei;

- zbyt duże coraz trudniej sprzedać, niełatwo je też komuś wynająć;

- zamiast próbować wywrzeć wrażenie na otoczeniu, lepiej zadbać o to, by dom był na miarę potrzeb i możliwości.

Powstała nawet moda na domy małe, proste, tanie w budowie i eksploatacji. Niektóre firmy maksymalnie obniżyły ceny i zaczęły oferować projekty wielokrotnie tańsze od indywidualnych. W kioskach pojawiły się katalogi z projektami gotowymi. Niestety, oprócz dobrej architektury w katalogach widuje się także "gargamele". Interesujące propozycje mieszają się z bogato zdobionymi, ale brzydkimi, źle zaprojektowanymi kiczami.

Oryginalność czy powtarzalność

Architektura jest dziedziną twórczą. Najpierw w wyobraźni projektanta rodzi się koncepcja. Przemyślana i wielokrotnie korygowana przybiera w końcu postać rysunków projektowych. Ale wizja, choćby najlepiej opracowana, nie zawsze okazuje się trafna. Dlatego każdy twórca z niepokojem oczekuje na efekt końcowy swej pracy. Dopiero po zakończeniu budowy domu można ostatecznie stwierdzić, czy udało się osiągnąć wszystkie zaplanowane cele. Inaczej mówiąc, projekt indywidualny jest jak jajo, z którego dopiero wykluje się pisklę. Czy to będzie piękny ptak, czyli dobra architektura, czy odrażający potwór, czasem trudno ocenić na etapie "wysiadywania", a więc wtedy, gdy patrzy się jedynie na rysunki.

Z projektem gotowym jest inaczej. Jego powtarzalność pomaga eliminować błędy. Inwestor, który go wybiera, nie powinien więc niepokoić się o efekty, skoro inni je już sprawdzili. Taki sposób budowania ma zresztą długoletnią tradycję.

Kiedyś każdy rejon geograficzny zabudowany był w charakterystyczny sposób. Architektura wiązała się z charakterem krajobrazu i klimatem, była uzależniona od dostępnego w okolicy budulca i zwyczajów zamieszkujących ją społeczności. Kiedyś nie było architektów, a jednak domy budowano według określonych reguł. To tak, jakby wszyscy nosili w sobie gotowy, sprawdzony wzór domu.

Idea projektów gotowych ma więc głębokie korzenie, ale pod warunkiem, że kontynuuje tradycyjne wzory. Te sprawdzone przez pokolenia, ugruntowane w zwyczajach, harmonijne, piękne w proporcjach i detalach. Taką architekturę "wysiedziały" setki pokoleń, stąd pewność rezultatu.

Co więc zrobić teraz, kiedy tradycyjne życie rodzinne ulega gwałtownym zmianom, a proponowane przez architektów rozwiązania są prototypami - bez kwarantanny prób i doświadczeń? Może należałoby wprowadzić cenzurę i eliminować złe projekty gotowe? Ale jakie wówczas przyjąć kryteria?

Ratunku! Pomocy!

Pogorszenie koniunktury w budownictwie zmusza architektów do obniżania cen projektów indywidualnych. Pracowni często nie stać na dopracowanie dokumentacji projektowej, a niedopracowana zawiera często liczne błędy, więc zbudowany według niej dom nie będzie dobry ani pod względem architektonicznym, ani technicznym. Z drugiej strony niższe ceny zachęcają inwestorów do sięgania po projekty z katalogów. I koło się zamyka, bo architekci, nie mając zleceń na projekty indywidualne, nie mogą podnosić swoich kwalifikacji.

Z punktu widzenia inwestora najgorsze jest jednak to, że również katalogi z projektami gotowymi - wydawałoby się, po wielekroć sprawdzone i opracowane - nie zawsze dają gwarancję wysokiej jakości.

Jak zatem wybierać, skoro różnorodność projektów w katalogach wynika z dążeń architektów, by trafić w statystyczny, anonimowy gust? Skoro wiele pracowni stara się, by projekty były takie, po jakie częściej sięgają klienci? Skoro za mało jest dobrych wzorów kreujących piękne i racjonalne rozwiązania? I skoro niemal wszyscy projektanci zgadzają się na każdą zmianę, byle sprzedać kolejny egzemplarz projektu? Jak wybrać projekt i jak budować dom, by uniknąć błędów?

Kilka dobrych rad

Po pierwsze - dobrze jest pamiętać, że gruby katalog nie musi oznaczać bogatej oferty. W architekturze ilość nie przechodzi w jakość. W gąszczu propozycji łatwiej trafić na projekt niezgodny z potrzebami i niedopracowany.

Po drugie - zachować czujność, jeśli w katalogu są projekty "gargameli". Potraktować je jak ostrzeżenie, że przy opracowywaniu katalogu jego autorzy nie kierowali się jakością architektury.

Po trzecie - zwrócić uwagę, czy projekt umożliwia wprowadzanie w nim koniecznych zmian przy jednoczesnym zachowaniu ogólnych proporcji, wyrazu architektonicznego i piękna. Projekt przeznaczony do katalogu powinien być zrobiony tak, by stosunkowo łatwo dawał się dostosować do potrzeb konkretnych nabywców. Kryterium jest tu przede wszystkim prostota architektury i konstrukcji, gdyż ona właśnie ułatwia adaptację elewacji i wnętrza do potrzeb budującego.

Po czwarte - od razu odrzucać projekty o wyraźnie wyrafinowanej architekturze, szytej na indywidualną miarę, chyba że nie planujemy w takim projekcie żadnych zmian. Nie sposób bowiem zachować indywidualnej harmonii i piękna, gdy zacznie się go przerabiać. Jak sukienka z pokazu mody - pasuje tylko na kobietę równie smukłą jak modelka. W rzeczywistości rzadko kiedy można obejść się bez zmian w projekcie gotowym. Wątpię, czy wśród tysięcy domów zbudowanych według moich projektów gotowych znajdą się realizacje w 99% zgodne z projektem. Uważam, że to prawie niemożliwe, bo przystosowywanie projektu do potrzeb rodziny jest naturalne, a nawet pożądane. Architekt powinien to uwzględniać przy projektowaniu.

Po piąte - nie lekceważyć roli architekta. Kiedy jesteś chory, idź do lekarza. Kiedy chcesz budować dom, idź do architekta. Jeśli ktoś decyduje się na projekt indywidualny, warto, by wcześniej zapoznał się z dorobkiem wybranego architekta i rozważył, czy odpowiada mu jego styl. Tu znowu przydaje się medyczne porównanie: tak jak choroba każe wybrać lekarza o określonej specjalności, tak warto wybrać architekta - specjalistę od ulubionego stylu. Projekt gotowy warto przed zakupem pokazać architektowi, któremu zamierzamy powierzyć zrobienie adaptacji. Znający miejscowe uwarunkowania architekt pomoże też wybrać taki dom, który najlepiej będzie pasował na konkretną działkę.

Po szóste - nie zastępować kierownika budowy. Brak pieniędzy skłania wielu budujących do budowy systemem gospodarczym pod hasłem "Zrobię to sam - to przecież proste!" Inwestorzy sami kupują więc materiały budowlane, sami nadzorują budowę, architekta traktując jak figuranta potrzebnego jedynie do stawiania pieczątek. Takie działania - zamiast oszczędności - przynoszą często budującym straty i kłopoty. Nie wiedzieć czemu na naszych budowach często zaufaniem obdarza się niedouczonego majstra bez żadnych szkół, choć buduje źle, długo i drogo. Wielu ostrzeżonych przed tym niebezpieczeństwem szuka więc projektów wykonanych szczegółowo, we wszystkich branżach - koniecznie z kosztorysami, zestawieniami materiałów budowlanych wyliczonych do ostatniego gwoździa. Opasłe dokumentacje z fachowymi, szczegółowymi opisami i rysunkami wcale nie ułatwiają inwestorowi kontrolowania jakości prowadzonych prac. Zwykle i tak zdany jest na fachowca, który ma często gotową odpowiedź: "zrobimy to inaczej, lepiej". Z mojego doświadczenia wynika, że połowa takich odpowiedzi znaczy naprawdę: "potrafię tylko tak, jak proponuję". I problem gotowy - nieprofesjonalizm, błędy, fuszerka, straty materialne... A wszystko dlatego, że inwestorowi żal było pieniędzy na opłacenie fachowego kierownika budowy z uprawnieniami, a także na opłacenie nadzoru autorskiego nad budową.

Dom z przymierzalni?

Budownictwo jednorodzinne w Polsce z całą pewnością będzie się dalej zmieniać. Już teraz przecież pojawiają się na naszym rynku firmy deweloperskie, które oferują nie gotowe projekty, ale gotowe domy. I najprawdopodobniej z czasem będzie ich więcej. Coraz rzadziej będziemy więc musieli kupować kota w worku, to znaczy wybierać projekt jedynie na podstawie kilku rzutów oraz wizualizacji. To całkiem naturalne, że wielu osobom sprawia to trudność. Zazwyczaj kończy się to korygowaniem projektu - stosownie do potrzeb - bezpośrednio na budowie.

Zamiast tego będziemy coraz częściej zwiedzać domy wybudowane przez producentów w skali 1:1 - w całości wykończone, a nawet umeblowane. Znacznie łatwiej będzie wtedy ocenić, czy dom jest odpowiedni dla konkretnej rodziny i na konkretną działkę.

Dom z przymierzalni? Rodzi się pytanie, co wtedy stanie się z katalogami projektów gotowych? Prawdopodobnie przekształcą się w katalogi gotowych domów z planami, fotografiami oraz adresami, pod którymi można je zwiedzić. Będzie to świadczyło o rozwoju gospodarczym, wprowadzeniu nowych technologii. Architekci będą mieli wówczas lepsze warunki do tworzenia dobrej architektury.

Zapisz się na NEWSLETTER. Co tydzień najnowsze wiadomości o budowie, remoncie i wykańczaniu wnętrz w Twojej poczcie e-mail: Zobacz przykład



Skomentuj:

Wybieramy projekt domu