Pływająca altana

Tekst: Liliana Jampolska

Jeśli nie jesteś wilkiem morskim, pamiętaj: pracujesz na lądzie, odpoczywaj na wodzie.

Ogród pani Marii położony jest na podmokłym terenie. Właścicielka, chcąc uniknąć kłopotów związanych ze zbyt wilgotną glebą, postanowiła wykopać nieckę, do której mógłby swobodnie przesiąkać nadmiar wody. Tak powstał staw o powierzchni około 300 m2, stanowiący niemal jedną czwartą działki. Warto było go utworzyć, bo grunt jest dzięki temu skutecznie osuszany, a ogród zyskał dekoracyjny element. Poza tym w zbiorniku o nieuszczelnionym dnie znakomite warunki rozwoju mają zarówno ryby, jak i rośliny. A po pewnym czasie staw został wykorzystany w jeszcze jeden sposób...

Przez kilka lat pani Maria wypoczywała głównie na tarasie przy domu. Okazało się jednak, że pomimo zbudowanego nad tarasem dachu bywa na nim bardzo gorąco. Dlatego pojawił się pomysł wykorzystania ochłody, której źródłem jest woda w stawie. Początkowo właścicielka rozważała usypanie w zbiorniku sztucznej wyspy. Jednak po obliczeniu szacunkowych kosztów i uwzględnieniu kłopotów związanych z koniecznością wykonywania prac ziemnych wycofała się z tego pomysłu. Nadal jednak myślała o utworzeniu miejsca wypoczynku nie na brzegu zbiornika, lecz z wykorzystaniem dużej przecież powierzchni stawu. Kiedy oglądała w sklepach ogrodniczych gotowe altany z drewna, przyszło jej do głowy, że taka konstrukcja wcale nie musi być osadzona na słupach wbitych w dno zbiornika. Można przecież umieścić ją na unoszących się na powierzchni wody pojemnikach. O ile takie rozwiązanie jest prostsze!

Po tym "odkryciu" wszystko potoczyło się już szybko. Pani Maria samodzielnie zaprojektowała altanę i zleciła jej wykonanie.

Konstrukcja na planie ośmiokąta o przekątnej 3,5 m powstała z zaimpregnowanego drewna sosnowego. Umieszczono ją na dziewięciu plastikowych beczkach o pojemności 120 l (takich, jakich używa się do kiszenia kapusty; nie należy stosować beczek metalowych, bo rdzewieją i są mniej trwałe niż plastikowe). Liczbę szczelnych, wypełnionych powietrzem pojemników dobrano tak, aby całość utrzymywała się na wodzie i nie zanurzała znacząco pod ciężarem osób, które z niej korzystają.

Oryginalnym pomysłem pani Marii było również umieszczenie pod podłogą altany płyt ze styropianu (grubości 10 cm). Materiał ten przede wszystkim zapobiega ochlapywaniu drewnianej konstrukcji od spodu. W ten sposób drewno jest mniej narażone na nasiąkanie wodą, co zwiększa jego trwałość. Poza tym dzięki styropianowi zimą woda pod altaną nie zamarza tak szybko jak poza nią. Ryby żyjące w zbiorniku mają więc lepsze warunki zimowania.

Altanę połączono z lądem drewnianą kładką o długości 3 metrów. Początkowo kładka przymocowana była do brzegu wbitymi w grunt prętami długości 50 cm. Okazało się jednak, że silny wiatr był przyczyną tak dużych naprężeń, że niemal doszło do uszkodzenia kładki. Wtedy do altany, po obu stronach wejścia do niej, dodatkowo przywiązano mocne liny, które odciągnięto na boki i przytwierdzono do gruntu.

W altanie można zawsze przysiąść, bo wzdłuż okalających ją balustrad umieszczono zamocowane na stałe ławki. Latem natomiast, w zależności od potrzeb, ustawia się na środku przenośny stół i krzesła.

Wykonanie

Budowa stelaża altany i mocowanie go do beczek

Z przygotowanego materiału skonstruowano stelaż altany. Do ramy przymocowano pionowe słupki i na nich oparto oczep z więźbą dachową. Wszystkie elementy łączono wkrętami.

Położenie podłogi, wykończenie dachu i bocznych ścianek przewidziano do wykonania już po umieszczeniu altany na wodzie, aby ułatwić sobie jej wodowanie. Osiem beczek rozłożono na ziemi i stosując dodatkowe podpory, ustawiono na nich stelaż altany. Każda beczka znalazła się pod jednym bokiem ośmiokątnej ramy. Potem beczki połączono z ramą taśmą plastikową, którą sklejono specjalną do tego zgrzewarką (pani Maria poprosiła o pomoc znajomego pracownika drukarni). Z jednej strony dodano jeszcze jedną - dziewiątą beczkę. Ma ona dodatkowo wypierać altanę na styku z kładką.

Wodowanie altany, budowa podłogi i kładki

Za pomocą lin przywiązanych do stelaża przeciągnięto konstrukcję na wodę (brało w tym udział osiem osób). Przymocowano ją blisko brzegu i w ośmiokątną ramę włożono płyty styropianu, odpowiednio je docinając. Następnie przykręcono deski podłogowe do legarów.

Po zewnętrznej stronie ramy przybito pas folii, aby beczki nie były widoczne.

Na trzech kantówkach przeznaczonych na kładkę ułożono prostopadle do nich deski, które przykręcono. Słupki barierki przymocowano do desek kładki metalowymi łącznikami. Następnie przytwierdzono poręcze i poziome elementy z drewnianych listew.

Kładkę połączono z altaną dwoma zawiasami. Dzięki temu, że nie jest to sztywne połączenie, nie grozi mu uszkodzenie, gdy beczki pod altaną zanurzają się głębiej w wodzie - dzieje się tak, kiedy jest w altanie więcej osób.

Potem konstrukcję altany odsunięto od brzegu na 3 metry, czyli na długość kładki. Drewniany trap przymocowano do gruntu, wbijając w ziemię 50-centymetrowe pręty. Dodatkowo altanę ustabilizowano, łącząc ją z brzegiem dwoma naprężonymi linami.

Wykończenie dachu, ścian, impregnacja

Dach altany pokryto deskami mocowanymi na wpust i pióro. Na jego szczycie umieszczono ozdobny element. Pomiędzy słupami przytwierdzono poręcze balustrady i ażurowo ustawione listwy. Wzdłuż balustrady zamocowano na metalowych kątownikach deski na ławki. Wszystkie drewniane elementy zabezpieczono barwiącym impregnatem.

Skomentuj:

Pływająca altana