Szare ściany w mieszkaniu projektanta

Karolina Kowalska

Bez koloru szarego, czarno-białej fotografii, czegoś miękkiego pod stopami i dobrego szezlonga Fabio Sapienza nie mógłby żyć. A przynajmniej nie tak spokojnie.

Mieszkanie Fabio Sapienza
Lampa podłogowa Penelope Milano stoi na marokańskim dywanie Beni Ouarain ze wzorem typowym dla wiosek środkowego Atlasu. Szezlong tapicerowany na nowo antracytową tkaniną z kaszmiru.
fot. Marco Bertolini/Living Inside

Kto tu mieszka?
Fabio Sapienza, włoski projektant tkanin i damskich akcesoriów.

Gdzie? W Mediolanie.

Metraż: ok. 80 m kw., kamienica z lat 20. XX wieku.

W przeciwieństwie do najnowszych trendów, które każą otwierać maksymalnie przestrzeń, równie mocno ją rozświetlać, łączyć pomieszczenia w jedno państwo-pokój Fabbio Sapienza zachowuje zdrowy umiar. Wychował się na sycylijskim wybrzeżu, palącego słońca miał pod dostatkiem, tak samo jak kolorów. Soczystą, gorącą krainę porzucił po maturze i podbił Rzym - tam studiował w Europejskim Instytucie Designu. Na stałe osiadł w Mediolanie, w dzielnicy wybudowanej w latach dwudziestych ubiegłego wieku - Risorgimento.

Wnętrze w szarościach

Przemieszczanie się na północ stopniowo chłodziło jego upodobania, od narracji pełnej emocji i kontrastów przechodził do delektowania się niuansami. Został wyznawcą szarości.

PRZEJDŹ DO GALERII >>

To wszak kolor, przy którym wzrok wypoczywa. A Fabio Sapienza, projektant tkanin dla takich marek jak Trussardi czy Valentino oraz dodatków dla Gattinoni i Lancetti, po pracy powinien resetować oko. Zapomnieć o wzornikach i pantonach. Do swojego mieszkania wybrał szarość jako rozległe tło także z innego powodu. Apartament w kamienicy na ostatnim piętrze niemal poraził go ogromem dziennego światła. Wiedział, że przy białych ścianach efekt będzie prawie fluorescencyjny, że trzeba je jakoś "ugasić". Szarość niosła ukojenie i miała jeszcze jedną zaletę - podbijała inne kolory. Wzmacniała je.

Styl, który zapanował w projektowanym razem z przyjaciółką Cecilią Proserpio wnętrzu, to eklektyzm osnuty na bazie modernizmu - ocieplony kolorem i detalami z innych epok. Na oryginalnych parkietach w salonie pojawił się wełniany dywan marokański Beni Ouarain z charakterystycznym geometrycznym wzorem. Tego typu dywanów używały tradycyjnie nomadyczne ludy w górach Atlasu. W kuchni na podłodze wyłożonej łupkiem leży mata z wielbłądziej skóry i palmowych włókien, czyli jedynych materiałów, z których można coś zrobić koczując na pustyni. W sypialni z kolei ścielą się anatolijskie kobierce Tulu (po turecku tulu oznacza długowłosy) tkane ręcznie z angory - na takich ciepłych legowiskach śpią mieszkańcy górskich wiosek w Azji Mniejszej.

Wnętrze pełne umiaru

Na tej egzotycznej, acz neutralnej w kolorach bazie Fabio zorganizował przytulne, nieprzeładowane wnętrza. W salonie musiał się znaleźć szezlong - projektant uwielbia w pozycji półleżącej oddawać się lekturze i rozmyślaniom. W innym pomieszczeniu ma też dzienne łóżko; widać pozycja horyzontalna mu służy. Poza szezlongiem, z klasycznych w formie mebli jest jeszcze konsola w salonie, odziedziczona po sycylijskiej babci oraz fornirowany sekretarzyk w kuchni. Zdecydowana większość pozostałych mebli to przemyślany wybór klasyków designu, takich jak druciany stolik-puf Warrena Platnera (Knola) czy słynny Tulip stolik na cienkiej nóżce zaprojektowany przez Eero Saarinena w latach 50. Ażurowe fotele oraz lampy na patyczkowatych podstawach są jak rysunki w przestrzeni, delikatnie ją znaczą, zamiast zagarniać. Mają ujmującą, ponadczasową formę i istotną zaletę - łatwo się dają przesuwać w inne miejsca domu.

Do pełni szczęścia, tego estetycznego, Fabio potrzebuje jeszcze dwóch elementów: ceramiki i czarno-białej fotografii. Designer kolekcjonuje rarytasy z różnych stron świata i różnych epok - jest vintage z Ameryki, talerze Fornasettiego, toskańska majolika z Montelupo i proste szare wazony sygnowane przez Design House Stockholm. Okazów nie zamyka w gablotach, by z namaszczeniem od czasu do czasu je polerować, lecz pozwala im swobodnie bytować jak przedmiotom codziennego użytku. Podobnie z fotografiami. Zaludnia nimi wszystkie pomieszczenia, nawet okolice wanny w łazience czy zlewu w kuchni, ale z wyjątkiem okazałego pejzażu morskiego w jadalni, zdjęcia lubią się przemieszczać. Wiele z nich raczej opiera się o ściany, niż na nich na stałe wisi. Tak też się dzieje z najcenniejszymi nabytkami - dwiema oryginalnymi fotografiami Man Raya, które w tym momencie zakotwiczyły na konsoli w salonie.- Nie lubię statyczności - zwierza się właściciel. - Wolę, żeby mój dom był jak pudełko, w którym mogę sobie trochę poprzestawiać.

Artystyczne akcenty

Czasami wędruje nawet duży obraz olejny - portret gospo-darza namalowany przez Natalie Silvę, utalentowaną włoską artystkę, dla której postmodernizm jest wciąż żywym i inspirującym prądem w sztuce. W jej obrazach odnajdziemy trochę drapieżnej kreski Mario Schifano, ale też i popartowskich ciągot spod znaku Davida Hockneya. Z upodobaniem maluje cykle - stworzyła np. Girls with guns, kilkanaście portretów kobiet mierzących w widza z pistoletu, w Nature Interrupted pokazała ludzi wskakujących do wody, a jednym z jej najczęściej eksploatowanych motywów są siedzący ludzie. W taki właśnie sposób sportretowała Fabia Sapienzę, dokładając mu jeszcze nieco surrealistyczny motyw trzech zawieszonych w powietrzu rybek.

Artystyczna żartobliwość bliska jest też właścicielowi wnętrza. Kolekcja albumów nie stoi na regale, tylko leży w poziomych stosikach - zupełnie to niepraktyczne, ale taka kompozycja pewnie lepiej wygląda. W kuchni, która raczej przypomina pokój do pracy, jest biurko z kryształowym blatem, cacko z lat 50. Na konsolach stoją dumnie wyeksponowane puste ramki, przy wannie - do wyboru aż dwa podręczne stoliki, w kompletnie różnych stylach. Jeden cyrkowo-magiczny z każdą nogą w innym kolorze, drugi - w istocie obrotowy stołek - wygląda jak z dawnej przychodni. Zadziwiające jest to, że nic w apartamencie Włocha nie zgrzyta, sprzęty z różnych epok żyją w udanym nieformalnym związku. Może dlatego, że wszystko organizują klasyki designu - meble, których nie zniszczy ani moda ani apokalipsa.

Lampa podłogowa Penelope Milano stoi na marokańskim dywanie Beni Ouarain ze wzorem typowym dla wiosek środkowego Atlasu. Szezlong tapicerowany na nowo antracytową tkaniną z kaszmiru.

PRZEJDŹ DO GALERII >>

Skomentuj:

Szare ściany w mieszkaniu projektanta