Wnętrza: duńskie mieszkanie pełne tapet

Otaczanie się pięknymi tapetami i tkaninami może mieć nieobliczalne skutki. Zmieni zdolnego prawnika w jeszcze zdolniejszego dekoratora wnętrz. Znawcę paragrafów w trendsettera.
Różowy salonik, czyli pokój przeznaczony do relaksu i czytania książek. Wygodną sofę pokryto tkaniną Osborne & Little, a fotel - Christoffera Farra. Różowy salonik, czyli pokój przeznaczony do relaksu i czytania książek. Wygodną sofę pokryto tkaniną Osborne & Little, a fotel - Christoffera Farra. fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Kwiatek do kawy

Duńczycy mówią, że kawa ma dwie zalety: jest mokra i ciepła. Ten pragmatyczny naród potrzebuje jej do życia w swej sennej i deszczowej krainie na równi z powietrzem. Nie sączy jej z naparstka, raczej nad nią nie deliberuje, lecz opija się solidnymi haustami. W oparach kawy właśnie Charlotte Martensen-Larsen rozkręciła interes swojego życia. Nic go zresztą nie zapowiadało. Zdecydowała się otworzyć sklep z tapetami, towarem wówczas niemodnym, w dodatku w miejscu, gdzie diabeł mówi biznesmenom dobranoc - w Gentofte, gminie na przedmieściach Kopenhagi pełniącej rolę jej sypialni. Był rok 1974. Charlotte kupiła okazyjnie dużą ilość wzorzystych rolek tapet od jednego z bankrutujących producentów i zapełniła nimi półki sklepiku przy dość ruchliwej ulicy Brogĺrdsvej. Wśród regałów urządziła też kawiarnię. Klienci sklepu przeglądający próbniki mogli wygodnie usiąść i dostać filiżankę małej czarnej. Klienci kawiarni mogli z nudów przeglądać... próbniki. Powstał uroczy łańcuch zależności.

 fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Kto tu mieszka? Helen Blanche i Jannik Martensen-Larsen, właściciele Tapet Cafe, z dziećmi Silvią, Barbarą i Johanem.

Gdzie? W Gentofte na przedmieściach Kopenhagi, Dania.

Metraż: 200 m2

Praca przedstawiająca dzieło Damiena Hirsta 'Na miłość boską'. Poniżej przypominająca rzeźbę obudowa grzejnika. Praca przedstawiająca dzieło Damiena Hirsta 'Na miłość boską'. Poniżej przypominająca rzeźbę obudowa grzejnika. fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Kwiatek do kawy

Choć zapach kawy faktycznie przyciągał do Tapet-Cafe, większym magnesem okazały się własne projekty utalentowanej Dunki, oferującej już nie tylko tapety drukowane maszynowo, ale też ręcznie malowane i przez nią wymyślane. Tapetokawiarnia zaczęła powoli ewoluować w stronę poważnego studia projektowego. Charlotte wraz z mężem rozszerzyła działalność do dekorowania wnętrz mieszkalnych, hoteli, restauracji. Poza tapetami zaczęły powstawać też kolekcje tkanin i mebli.

 fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Okrągłe lustro, w którym odbija się tapeta "Eden" wygląda niczym lupa. Obramowana skórzanym paskiem ikona francuskiego modernizmu z połowy XX wieku jest dziełem Jacquesa Adneta. Tekowy stolik w stylu vintage na mosiężnych nogach obok fotela obitego pasiastą tkaniną Andrew Martin.

W salonie odpoczywa się pod... palmami, ręcznie odtworzonymi na ściennych panelach w kolorze sepii przez rzemieślników marki de Gournay. Puf pełni także rolę stolika kawowego. W salonie odpoczywa się pod... palmami, ręcznie odtworzonymi na ściennych panelach w kolorze sepii przez rzemieślników marki de Gournay. Puf pełni także rolę stolika kawowego. fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Design we krwi

Dziś firmę prowadzi syn Charlotty Jannik razem z żoną Helene Blanche, dyplomowaną designerką. Początkowo scenariusz był inny - Jannik skończył studia prawnicze i rozpoczął pracę "w nudnej kancelarii". Po śmierci ojca postanowił nieco wesprzeć matkę w prowadzeniu firmy i... nieoczekiwanie porzucił pracę w wyuczonym zawodzie. Geny zwyciężyły.

 fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Od kilku lat poza regularnym projektowaniem wnętrz, prowadzi program telewizyjny poświęcony metamorfozom mieszkań, a w bliskich planach ma napisanie książki. - Jeżeli taki suchy prawnik jak ja mógł się nauczyć dekorowania wnętrz, chyba wszystkiego mogę się już nauczyć - śmieje się.

Pod oknem w kuchni urządzono jadalnię. Stanęły w niej: stół PK-54 z okrągłym marmurowym blatem zaprojektowany przez Poula Kjaerholma, krzesła Eamsów i biały pomocnik marki Hay. Obudowa kaloryfera pod oknem służy również jako ławka. Pod oknem w kuchni urządzono jadalnię. Stanęły w niej: stół PK-54 z okrągłym marmurowym blatem zaprojektowany przez Poula Kjaerholma, krzesła Eamsów i biały pomocnik marki Hay. Obudowa kaloryfera pod oknem służy również jako ławka. fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

W skandynawskim stylu

Choć od powstania Tapet-Cafe minęło 40 lat, serce firmy wciąż bije w Gentofte, w tym samym domu, którego tynki - jak mówią właściciele - mają kolor siarczku żelaza. Od strony ulicy wchodzi się do sklepu, od podwórka - do 200-metrowego apartamentu oraz do atelier Helene ulokowanego w osobnym, wolno stojącym budyneczku. Wielka połać tarasu, wspinająca się na mury zieleń i nasycona w kolorze, poprzecinana zaciekami elewacja bardziej przypominają jedno z włoskich podwórek niż rodzime, północne klimaty.

 fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Zdecydowanie więcej Skandynawii odnajdziemy we wnętrzach. Na podłodze położono szerokie, surowe deski, a do każdego pokoju wstawiono minimalną liczbę wysokiej jakości mebli - głównie klasyki designu i vintage'owe perełki, takie jak salonowy stolik na mosiężnych nogach z cieniutkim tekowym blatem. Żaden z kolorów ścian (a każdy pokój pomalowano na inny) nie przekrzykuje sąsiada. Pudrowy róż bezszelestnie przechodzi w ciepłą szarość, a ta łączy się harmonijnie z bielą.

 fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Doza magii

I gdyby na tym poprzestać, mielibyśmy wzorcowe wnętrze w stylu skandynawskim. Jednak małżeństwo Martensen-Larsen przełamało narodową poprawność stylistyczną dozą magii, na poły wyuczoną, na poły wyssaną z mlekiem matki. Jest w tym spora zasługa Helene, która studiowała projektowanie tekstyliów w londyńskiej uczelni Central Saint Martins. Wprawne oko dostrzeże dalekie echa angielskich wnętrz w kwiecistych tapetach i klasycznych, tapicerowanych miękkimi tkaninami meblach. Ale Helene nie tapetuje szczelnie pokoi, nie konstruuje słodkich pudełek. Kładzie tapetę tylko na jednej ścianie albo na jej fragmencie pomiędzy oknami. I to wystarcza, by różdżka zadziałała ? każde pomieszczenie zyskuje inny klimat. Różowy salonik, który służy ? co podkreślają właściciele ? tylko do czytania książek i do relaksacji, zakwita w okolicy okna gałązkami wiśni. Salon właściwy nęci kawałkiem tropikalnego lasu w wersji "przedwojennej".

 fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Łazienka obiecuje wyprawę do dalekich Chin. Jednak największe wrażenie robi tapeta na ścianie klatki schodowej z ręcznie malowaną ławicą połyskujących, srebrzących się ryb wykonaną przez znakomitą angielską firmę de Gournay. Kolorystyka tapety tak doskonale zgrana jest z otoczeniem, że powstaje prawdziwe wrażenie zanurzenia w morskich głębinach.

Helene zaprojektowała tapetę pokrywającą szczelnie ściany i drzwi garderoby. Elegancki puf obiła tkaniną marki Manuel Canovas, a poszewkę na poduszkę uszyła z jedwabistej tkaniny marki Rubelli. Helene zaprojektowała tapetę pokrywającą szczelnie ściany i drzwi garderoby. Elegancki puf obiła tkaniną marki Manuel Canovas, a poszewkę na poduszkę uszyła z jedwabistej tkaniny marki Rubelli. fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Oszczędna kolorostyka

Poza akcentami angielskiego stylu w domu Duńczyków nie brakuje też angielskiego humoru. Czarnego, w najlepszym wydaniu. Na kuchennej ścianie wisi praca przedstawiająca roześmianą trupią czaszkę, która parę lat temu wstrząsnęła rynkiem sztuki. Platynowy odlew ludzkiej czaszki z wmontowanymi autentycznymi zębami człowieka i dekorowany kilkoma tysiącami diamentów wykonał brytyjski artysta Damien Hirst. Wycenił go i sprzedał za 50 milionów funtów, co było rekordową sumą za dzieło sztuki żyjącego artysty. Jakby dowcipu było mało, swe dzieło zatytułował "Na miłość boską", a to ku czci matki, która na widok jednej z jego prac zawołała: "Na miłość boską, co ty jeszcze wymyślisz?!". I rok później wymyślił. Diamentową czaszeczkę w wersji dziecięcej i nadał jej tytuł "O niebiosa"?.

Jubilerskie vanitas jako główna dekoracja kuchni? Może być niemałym zaskoczeniem w bajkowym domu Duńczyków. Ale nie zapominajmy, że jesteśmy w ojczyźnie von Triera, Kirkegaarda i Andersena. Nikt nie obiecywał, że od rana do wieczora będzie wesoło.

 fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Ścianę pokrywa srebrzysta, ręcznie malowana tapeta marki de Gournay. Szeroki puf jest tapicerowany grubym płótnem.

 fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Pracownia

Pracownia Helene mieści się w osobnym budynku. Szkice, z których rodzą się potem wzory tapet i tkanin, powstają na stole "Ellipse" zaprojektowanym przez Pieta Heina w latach 60.

 fot. Birgitta W. Drejer/Sisters Agency

Niektóre rysunki z początków swojej kariery Helene przechowuje do dziś. Miło wspomina swobodę twórczą, jaką dawała jej londyńska uczelnia Central Saint Martins. Tam szlifowała swój talent w projektowaniu tkanin.

Więcej o: