Mieszkanie projektantki wnętrz. Wszystko do siebie pasuje

Tekst i stylizacja: Kasia Mitkiewicz, projekt wnętrza: Joanna Kroh, Magdalena Kroh/Asjodesign

Kiedy Joanna zobaczyła to mieszkanie, nie wahała się ani minuty. Projektantka wnętrz i specjalistka od zabytkowych budynków doskonale wiedziała, jak przywrócić temu miejscu dawny blask.

Salon z oknami wychodzącymi na południe to najwidniejszy pokój w mieszkaniu. Biblioteczka została zrobiona na zamówienie. Witrynkę (w rogu za drzwiami) gospodyni zestawiła z prostą welurową kanapą ze sklepu Livingroom, stolikiem vintage (Nap) i fotelikami z lat 60., na których uwielbia wylegiwać się kotka Hesia.
Salon z oknami wychodzącymi na południe to najwidniejszy pokój w mieszkaniu. Biblioteczka została zrobiona na zamówienie. Witrynkę (w rogu za drzwiami) gospodyni zestawiła z prostą welurową kanapą ze sklepu Livingroom, stolikiem vintage (Nap) i fotelikami z lat 60., na których uwielbia wylegiwać się kotka Hesia.
Fot. Aneta Tryczyńska

Joanna nie lubi szybkich decyzji, dla niej liczy się precyzja. Nic dziwnego, że po latach uczyniła z projektowania wnętrz swój zawód i zaczęła się specjalizować w przywracaniu do życia zabytkowych budynków (tą pasją zaraziła też córkę, z którą prowadzi pracownię Asjodesign). A kiedy przyszło do kupienia własnego mieszkania, wybrała przedwojenną kamienicę na warszawskim Mokotowie.

Kiedy pracowałam wAnglii jako asystentka fotografa, miałam okazję obserwować pracę brytyjskich dekoratorów. Robiliśmy zdjęcia do katalogów firmy Laura Ashley. Sesje odbywały się między innymi wzabytkowych wiktoriańskich kamienicach. Nie mogłam się nadziwić, zjaką starannością styliści dobierali tkaniny idodatki. Wszystko musiało do siebie idealnie pasować; nawet niewiele znacząca serwetka na stole harmonizowała stylem zpoduszkami wsalonie iręcznikami włazience. Dokładności uczył również Joannę tata, inżynier budowlany, który uczestniczył wrenowacji starych łódzkich kamienic. Godzinami potrafiłam siedzieć przy desce kreślarskiej ipatrzeć, jak odtwarza oryginalne elementy

- wspomina gospodyni.

Mieszkanie miało idealny układ, Joanna zmieniła tylko funkcje niektórych pomieszczeń. W miejscu dawnej służbówki powstała garderoba, a w maleńkiej kuchni gabinet. Z kolei kuchenny sprzęt powędrował do jednego z dwóch amfiladowych salonów. "Uwielbiam gotować i potrzebuję do tego przestrzeni. Teraz do woli mogę szaleć wśród garnków" – śmieje się właścicielka.

Precyzja wyuczona w domu i na studiach przydała się podczas odnawiania pokrytych pożółkłą farbą przeszklonych drzwi. Joanna nie tylko wymieniła szybki, ale zarządziła też wykucie nad nimi – wzorem dawnych mieszczańskich wnętrz – dodatkowego otworu, który również został przeszklony. W ten sposób doświetliła całe wnętrze. 

PRZEJDŹ DO GALERII >>

 

Skomentuj:

Mieszkanie projektantki wnętrz. Wszystko do siebie pasuje