Dom w stronę ogrodu

Zanim obecni gospodarze domu stali się jego właścicielami, do głównego budynku poprzednicy dobudowali dwa inne. Mimo to nie obyło się bez kolejnej modernizacji.
Zaczęło się od tego, że w okresie międzywojennym na peryferiach Warszawy stanęła niewielka willa w stylu polskiego dworku. Miała ganek z kolumnami przy głównym wejściu, łamany dach oraz typowy dla dworku układ wnętrz. Na powierzchni 120 m2 zmieściły się: centralnie położona "przelotowa" sień, pomieszczenia dzienne umieszczone w dwóch alkierzach po jej bokach, a także prywatne pokoje na poddaszu. Ponieważ posesja, na której wzniesiono dom, jest długa, ale wąska, budynek usytuowano w niedużej odległości od ulicy, frontem do niej, a strefę wypoczynkową zaplanowano typowo - za domem, z widokiem na całą posesję.

Marne konsekwencje nieprzemyślanej rozbudowy

Lata biegły, a niewielki budynek opierał się nowym modom i rosnącym potrzebom właścicieli. Pierwsze zmiany nastąpiły dopiero w latach osiemdziesiątych, kiedy powszechniejsze stało się posiadanie samochodów. Wtedy obok budynku mieszkalnego wybudowano wolno stojący garaż z pomieszczeniem gospodarczym.

Niedługo potem tuż za garażem stanął oddzielny pawilon przeznaczony dla gości. Niestety, jak pokazał czas, jego lokalizacja była niefortunna i miała bardzo niekorzystny wpływ na funkcjonowanie całej posesji. Budynek usytuowano bowiem równolegle do domu mieszkalnego, pośrodku działki, w ten sposób, że zasłonił widok z domu na zieloną strefę ogrodową. Doprowadziło to do podzielenia działki na dwie części: używaną - pomiędzy zabudowaniami, oraz nieużywaną- za domem gościnnym, gdzie przez lata nikt nawet nie kosił trawy.

Dojrzewanie do zmian

Z czasem, mimo przeprowadzonych modernizacji, dom coraz mniej odpowiadał potrzebom współczesnego życia. Szybko przekonali się o tym obecni właściciele posesji. W dawnym, tradycyjnym układzie wnętrza z położonymi po obu stronach sieni małymi pomieszczeniami dziennymi brakowało większego przestronnego pokoju. W domu trudno więc było urządzić rodzinne spotkanie, a tym bardziej przyjąć duże grono przyjaciół (pokój dzienny miał zaledwie 20 m2).

Nasi gospodarze marzyli o przestronnym i jasnym salonie, na miarę współczesnych potrzeb i standardów funkcjonalnych. Coraz bardziej drażniła ich także leżąca odłogiem i zapomniana część działki, z której mimo najlepszych chęci nie korzystano. W końcu właściciele zwrócili się do kilku architektów z prośbą o propozycje modernizacji.

Klucz do ogrodu

Prywatny "konkurs" wygrał architekt Marek Rytych. W przeciwieństwie do konkurentów, nie skupił się wyłącznie na próbach stworzenia wygodnego pokoju dziennego.

- W moim projekcie chyba najbardziej spodobało się to, że przywróciłem do życia niefortunnie odciętą część posesji - opowiada architekt. - Kiedy pierwszy raz zobaczyłem zachwaszczony zdziczały ogród rozciągający się aż na połowie działki, uznałem że to zbyt duża strata i postanowiłem na powrót wciągnąć go do codziennego życia domu.

Zgodnie z jego projektem istniejący dziedziniec zamknięto prostokątnym pawilonem - czwartym budynkiem, dzięki któremu w przestrzeni między zabudowaniami utworzyło się klasyczne intymne patio. Nowy pawilon o powierzchni 81 m2 przeznaczono na pokój dzienny i połączono łącznikami ze starym domem oraz budynkiem gościnnym. Usprawniło to komunikację między poszczególnymi częściami domu i znakomicie poprawiło ich funkcjonalność. Ścianę ogrodową nowego pokoju dziennego projektant wysunął maksymalnie w stronę "dzikiego" ogrodu. Jej przedłużeniem jest obszerny zadaszony taras, który jeszcze bardziej przesuwa granicę domu w głąb działki. To właśnie ten prosty pomysł stał się kluczem do ogrodu i pomógł rozwiązać problem tyle lat dręczący kolejnych mieszkańców domu.

Zgodnie z życzeniem inwestorów, w nowo zbudowanym pawilonie znalazły się: przestrzeń przeznaczona na spożywanie posiłków, kąt wypoczynkowy przed kominkiem, a także miejsce na oddech na świeżym powietrzu, czyli dwa tarasy - boczny, skierowany na sąsiednią działkę i zadaszony, usytuowany na końcu budynku.

Nowoczesny wśród stylowych

Ciekawym i trochę przekornym pomysłem architekta był kształt zaproponowanego przez niego pawilonu. Budynek jest niski (żeby nie zabierał światła pozostałym zabudowaniom), z płaskim dachem i dużymi taflami szkła, przez co wyraźnie kontrastuje z historyzującym otoczeniem i łamie zastaną konwencję architektoniczną. Jedynie szeroki gzyms biegnący dookoła dachu i dwie kolumny wspierające zadaszenie tarasu dyskretnie nawiązują do architektury dawnego polskiego dworu.

Budynek ma stropodach (grubości 30 cm), który wsparto na kilku słupach żelbetowych. Niemal wszystkie ściany między nimi wypełniono wielkimi taflami szkła i tylko fragmentami - murem warstwowym (ocieplonym styropianem i wykończonym tradycyjnym tynkiem, by nawiązać do pozostałych budynków).

Stropodach po ociepleniu pokryto dachówką bitumiczną, choć w planach było znacznie ciekawsze rozwiązanie - zielony dach. Nie udało się go jednak zrealizować, ze względu na znaczne opóźnienia na budowie i przekroczone koszty. Być może kiedyś właściciele wrócą do tego zamysłu. Z okien starego domu otwierałby się wówczas widok na roślinność porastającą dach pawilonu.

Wyłapać każdy promyk słońca

Właścicielom i projektantowi zależało na stworzeniu jasnego, ale równocześnie nastrojowego miejsca do rodzinnego odpoczynku. W nowo wybudowanym obiekcie pojawiły się więc nie tylko wielkie szklane otwory okienne i drzwiowe w ścianach, ale również aż trzy świetliki w dachu. Pierwszy z nich w kształcie wielkiego trapezu doświetla zadaszony taras, wychodzący na "dziki" ogród oraz końcową część salonu. Drugi, okrągły, rzuca snop światła na półokrągłą werandę, trzeci - o kształcie kwadratu - rozjaśnia w pokoju dziennym strefę centralną, przy kominku.

Przy okazji ostatniej rozbudowy zmodernizowano również stary dom gościnny - wzniesiony w technologii szkieletu drewnianego. Dawne podcienia oraz krużganki, od strony wewnętrznego patio, wyburzono i zastąpiono je ścianą szklaną, wzdłuż której poprowadzono korytarz łączący oba pawilony.

Szkło, szkło... i co dalej?

Duże szyby potrzebują odpowiedniej oprawy. Między właścicielami a projektantem była różnica zdań co do sposobu ich wykończenia. Architekt uważał, że cienkie aluminiowe profile będą optycznie lżejsze niż typowe szerokie drewniane ramy, lepiej też będą pasować do nowoczesnego budynku, który w założeniach miał być "zwiewny". Gospodarze, zastanawiając się nad rozwiązaniami zaproponowanymi przez projektanta, długo nie czuli się do nich przekonani. Woleli typową stolarkę drewnianą, jak w pozostałych obiektach. Ostatecznie część okien (te od strony patio) obramowano aluminium, a część drewnem. Przy drzwiach zastosowano przyjaźniejszą w dotyku stolarkę drewnianą, która nadaje wejściu ciepły charakter i zarazem podkreśla solidność oraz stabilność domostwa.

Od niewygód do wygody

Właściciele nie byli zadowoleni z tempa i jakości prac budowlanych. Trwały bowiem kilkanaście miesięcy (planowano najwyżej 4-5), a ekipa budowlana, choć z referencjami, nie umiała sprostać wysokim wymaganiom właścicieli i projektanta. Wykonawcom brakowało przede wszystkim dbałości o detale. Skończyło się to znacznym przekroczeniem planowanych terminów. Na szczęście, domownikom starczyło cierpliwości i teraz mogą być zadowoleni, że nie bali się zastosowania trudniejszych i niestandardowych rozwiązań.

Nowoczesne, "chłodne" rozwiązania architektoniczne w nowym pawilonie z żelbetu i szkła zrównoważono ciepłymi w wyglądzie podłogami z drewna egzotycznego oraz pastelowymi barwami ścian i sufitu.

Wnętrza gospodarze urządzili stylowymi meblami. Nastrój poszczególnych kącików podkreślili odpowiednio dobranymi lampami i oświetleniem halogenowym. Z powodów estetycznych tradycyjne grzejniki zastąpili panelami grzewczymi ukrytymi w podłogach.

Efektowny zadaszony taras z kolumnami wyłożono piaskowcem. Wprawdzie w polskich warunkach kamień ten brudzi się i traci świetlisty kolor, ale wydawał się najbardziej pasować do charakteru budynków. Wykończenie części podłogi drewnem, takim samym jak w salonie, przydało tej przestrzeni ciepła. Po otworzeniu drzwi tarasowych uzyskuje się optyczne powiększenie pokoju dziennego, i odwrotnie - taras także wydaje się znacznie większy niż w rzeczywistości. Doświetlenie tarasu i części salonu tym samym świetlikiem jeszcze bardziej łączy obie przestrzenie.

Drugi mniejszy taras, położony z boku budynku, nie ustępuje dużemu ani jakością wykończenia, ani indywidualnym klimatem. Tym razem do jego wykończenia użyto tylko drewna - ryflowanych desek z drewna egzotycznego. Pomysłowo wykorzystano bliskość malowniczego starego orzecha włoskiego - wokół jego pnia powstał spory drewniany podest. W ten sposób udało się stworzyć jeszcze jedno nastrojowe miejsce do wypoczynku; projektantowi zależało, aby funkcje użytkowe domu stojącego na długiej i wąskiej działce przenieść także na boki, w kierunku sąsiedniej, na razie niezabudowanej parceli. Zadbał jednak, aby położony blisko granicy taras był chroniony przed ludzkim wzrokiem - osłaniają go pomysłowe drewniane żaluzje-parawany, przesuwane na prowadnicach i rolkach.

Rozbudowa domu przyniosła dwie korzyści - stworzenie nowej wygodnej przestrzeni wypoczynkowej na miarę czasów oraz powiązanie całego budynku z niefortunnie utraconą częścią ogrodu.

Przykład tego domu pokazuje, że nie powinniśmy bać się modernizacji, nawet jeśli dotyczyć ma starego, stylowego domu. Dobudówki mogą wnieść do rodzinnego gniazda powiew nowego i dostosować je do współczesnych wymagań.

Dom jednorodzinny

Autor projektu rozbudowy:

Marek Rytych

Powierzchnia użytkowa domu: 350 m2

Powierzchnia dobudowanego pawilonu: 81 m2

Powierzchnia działki: 1200 m2

Mieszkańcy: trzy osoby

Więcej o: