Na powitanie wnuka

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska

To była budowa taty, pod naszą kontrolą - mówią młodzi właściciele, podkreślając swoją wdzięczność dla ojca. - To dzięki jego determinacji wszystko poszło dobrze i nowe dziecko w rodzinie urodzi się już pod naszym własnym dachem.

Tak mieszkaliśmy

Całe życie marzyłem o ucieczce z bloku i zamieszkaniu w domu jednorodzinnym - opowiada pan Zbigniew. Udało mi się to marzenie ziścić wiele lat temu. Kiedy urodziły się nam dwie córki, chciałem, żeby i one mogły mieszkać w domach, a nie w blokach. Zaplanowaliśmy z żoną, że jednej z nich zostawimy kiedyś nasz dom, a drugiej pomożemy zbudować zupełnie nowy.

Z tą myślą siedem lat temu kupiłem za oszczędności ładną, jeszcze wtedy rolną działkę o powierzchni 1300 m2 kilka kilometrów od nas. Ziemia spokojnie czekała, aż dziewczyny dorosną. I doczekała się.

Po ślubie młodszej córki, Kasi, na rodzinnej naradzie, w której brał już udział jej mąż Piotr, zaproponowałem, żeby - jeśli chcą - rozpoczęli budowę. Ucieszyli się! Szczęśliwie dla dzieci, w momencie kiedy stali się małżeństwem, nastąpiło odrolnienie terenów, na których leżała nasza posesja. Od razu mogliśmy więc wystąpić do gminy o warunki zabudowy działki.

Ponieważ znam się na budownictwie i mam doświadczenie niewynikające jedynie z użytkowania własnego domu, zaproponowałem, że poprowadzę im budowę. Zaoferowałem pomoc, bo w dzisiejszych czasach pracuje się tak długo i intensywnie, że młodzi nie mieliby zupełnie czasu na doglądanie robót. Poza tym wiedziałem, że nie mają pojęcia o budowaniu.

Droga do domu

Zaczęliśmy szukać projektu. Spośród tych, które oglądaliśmy, spodobały nam się domy zaprojektowane przez Jerzego Sajdaka. Tak się złożyło, że budynek wzniesiony według jego projektu stoi nieopodal naszej działki, więc żeby być pewnymi wyboru, poprosiliśmy właścicieli, by pozwolili obejrzeć ich dom. Ta wizyta bardzo nam ułatwiła podjęcie ostatecznej decyzji - kupno projektu pana Sajdaka. Wybraliśmy bardzo podobny dom, o trochę mniejszej powierzchni użytkowej. Kasia i Piotr uznali, że 160 m2 w zupełności im wystarczy.

Doświadczenie podpowiadało mi, żeby budując w dzisiejszych czasach dom, zastosować zdrowe i dobre jakościowo materiały budowlane - i żeby na nich na siłę nie oszczędzać. Dom wznieśliśmy więc z bloczków ceramicznych, a dach pokryliśmy dachówką ceramiczną, ponieważ te materiały, choć nie były tanie, dawały gwarancję jakości na długie lata. Nauczony doświadczeniem z własnego domu (wybudowanego z gorszych materiałów i niedostatecznie ocieplonego, bo dawniej obowiązywały inne parametry) szczególny nacisk postawiłem na ocieplenie. Kupiłem również dobrej jakości drewniane okna i drzwi. W pokoju dziennym zainstalowałem nowoczesny termokominek z płaszczem wodnym, który ogrzewa wodę w instalacji centralnego ogrzewania. Dom może być ogrzewany również piecem gazowym c.o. na gaz propan-butan (zbiornik na gaz umieściliśmy za domem). Instalację gazową przewidzieliśmy jednak przede wszystkim do podgrzewania wody w zbiorniku na ciepłą wodę oraz do gotowania.

Pieniądze nie takie straszne

Harmonogram budowy dostosowaliśmy do naszych możliwości finansowych. Ustaliliśmy, że pierwszą fazę sfinansujemy z rodzinnych oszczędności, a dalsze - ze sprzedaży mieszkania zięcia, w którym młodzi zamieszkali po ślubie, i ewentualnie z kredytu hipotecznego.

Po kilku kosmetycznych poprawkach projektu, jesienią 2002 roku wykopaliśmy pierwszą łopatę ziemi pod dom. Zanim to jednak nastąpiło, musiałem rozwiązać poważny problem. Okazało się, że na posesję nie możemy dociągnąć prądu. W rezultacie starania o jego podłączenie ciągnęły się aż... dwa lata od złożenia odpowiednich wniosków. Przewidując taki rozwój wypadków, zamiast czekać na decyzje urzędników, kupiłem agregat prądotwórczy i budowa mogła się rozpocząć na dobre. Kiedy wreszcie podłączyliśmy się do linii energetycznej, dom był już w stanie surowym zamkniętym.

Z budową nie spieszyłem się zbytnio, bo dzieci miały gdzie mieszkać, a mnie zależało na solidności i staranności. Ostatecznie dom powstawał trzy i pół roku.

Szczęśliwie dla wszystkich zdążyliśmy z pracami akurat przed narodzinami ich pierworodnego dziecka - córeczki, która ma przyjść na świat w grudniu. Kasia i Piotrek wprowadzili się do domu pod koniec września tego roku. Dzięki temu zdążą się jeszcze urządzić i zagospodarować w swoim nowym rodzinnym gnieździe.

Skomentuj:

Na powitanie wnuka