Mały dom na przeczekanie

05.07.2010 12:00
Wolno stojący budynek ?na przeczekanie? Ewa i Janusz wznieśli na czas rozbudowy starego domu, aby mieć dach nad głową. Po zakończeniu budowy stanie się on garażem na dwa samochody z niewielkim pomieszczeniem gościnnym.
Dom, w którym na początku mieszkali Ewa i Janusz, został wybudowany przez ojca pana Janusza w końcu lat siedemdziesiątych, jako obiekt gospodarczy. W roku 1982, zaraz po ślubie, młodzi zaadaptowali budynek na mieszkanie dla siebie.

Dom przed rozbudową

- Byliśmy wtedy bardzo szczęśliwi, że możemy zamieszkać sami, w oddzielnym domu, a nie u rodziców - mówi pani Ewa, wspominając pierwsze wspólne lokum. - W tamtym czasie, kiedy było niezmiernie trudno zdobyć mieszkanie, nie mówiąc już o własnym domu, bardzo to docenialiśmy. Zaraz po przeprowadzce byliśmy oboje tak zadowoleni, że zupełnie nie przeszkadzała nam ani niewielka powierzchnia domku (zaledwie 60 m2), ani jego kształt (a był to zwykły klocek), ani to, że było w nim bardzo ciemno, jako że nie miał ani jednego okna od strony południowej.

Niestety, radość okazała się krótka, bo już po roku spędzonym w małych, ciemnych pomieszczeniach pani Ewie zaczął doskwierać brak miejsca. Jednak chociaż oczywiste wady pierwszego małżeńskiego lokum z dnia na dzień coraz bardziej irytowały jego mieszkańców, ówczesne kłopoty z kupnem jakichkolwiek materiałów budowlanych oraz ich zła jakość nie zachęcały do przeprowadzenia remontu czy rozbudowy.

Sytuacja zmieniła się dopiero w latach dziewięćdziesiątych. Pojawienie się w sklepach dobrych, nowoczesnych materiałów budowlanych i wykończeniowych zmobilizowało właścicieli do działania. Uznali, że nadszedł odpowiedni czas, i że nie powinni dłużej zwlekać. I tak zapadło postanowienie o rozbudowie.

Materializowanie marzeń

Jak postanowili, tak zrobili. Po latach marzeń i mało konkretnych planów, Ewa i Janusz przystąpili do projektowania domu z prawdziwego zdarzenia.

O pomoc zwrócili się do fachowca, architekta Marka Pohowskiego. Pilnie mu asystując w pracach projektowych, zaproponowali też wiele własnych rozwiązań. Marząc o modernizacji domu, od lat przeglądali bowiem specjalistyczne czasopisma budowlane i wnętrzarskie. Wizję przyszłego rodzinnego gniazda, wygodniejszego i jaśniejszego, mieli więc już od dawna w głowach - pan Janusz nie raz przecież rysował w ogrodzie patykiem obrys przyszłego domu i układ poszczególnych pomieszczeń.

Dotychczasowy parterowy domek postanowili przeistoczyć w dom z użytkowym poddaszem o łącznej powierzchni 280 m2, przy którym zaplanowali jeszcze dodatkowo duży, bo 60-metrowy, częściowo zadaszony taras, a także - pawilon rekreacyjny z basenem (70 m2).

Zakrojone na dużą skalę plany budowy właściciele postanowili rozłożyć na dłuższy czas, tym bardziej że nowy dom miał powstać z najlepszych jakościowo materiałów.

- Uważamy, że jeżeli budować, to porządnie. Nie stać nas na późniejsze poprawki czy kolejne rozbudowy. Musimy nasz nowy dom stworzyć raz a dobrze, bo tylko ci naprawdę bogaci mogą sobie pozwolić na eksperymenty i ewentualne zmiany czy przeprowadzki - wyjaśnia pan Janusz. - My postanowiliśmy od razu stworzyć dom idealny, taki którego nie będzie potrzeby zmieniać. Dlatego też nie możemy oszczędzać ani na materiałach budowlanych, ani na wykończeniu.

Planując rozbudowę, właściciele wiedzieli już, że pieniędzy nie starczy im na to, aby przeprowadzić ją szybko, tym bardziej, że chcieli finansować wszystko z oszczędności i z bieżących zarobków. Nie planowali wspierać inwestycji kredytem bankowym, ponieważ w latach, gdy zaczynali rozbudowę, kredyty były jeszcze bardzo wysoko oprocentowane, a ryzyko nieoczekiwanego wzrostu kursu walut - stosunkowo duże. Inwestorzy uznali, że pieniądze, które zmarnowaliby na odsetki i wszelkie opłaty bankowe, lepiej przeznaczyć bezpośrednio na budowę. Tak więc od początku było wiadomo,

że nie potrwa ona ani rok, ani dwa, tylko kilka lat.

Dom na czas budowy

Mając świadomość, że mieszkanie przez dłuższy czas na placu budowy będzie bardzo uciążliwe (w dodatku bez precyzyjnego ustalenia, kiedy inwestycja się zakończy), Ewa i Janusz zadecydowali, że obok domu zbudują szybko garaż z aneksem mieszkalnym, by w nim przeczekać budowlany rozgardiasz.

- Postanowiliśmy, że nie będziemy się męczyli w przyczepie campingowej ani w kolejnym prowizorycznym budyneczku, nie chcieliśmy też wynajmować mieszkania ani mieszkać u rodziny. Uznaliśmy, że jedynym rozwiązaniem problemu będzie zbudowanie małego wolno stojącego domku z pełnym wyposażeniem, który później przeznaczymy dla gości - dodaje pan Janusz.

Rozbudowa ruszyła w 1999 roku. Zgromadzone oszczędności wystarczyły na postawienie garażu z aneksem mieszkalnym oraz wzniesienie murów nowej części domu.

Przez pierwszy okres rozbudowy właściciele musieli mieszkać we fragmencie starego, częściowo już rozebranego budynku.

- To było nie do zniesienia - wspominają. - Mieszkaliśmy na trzydziestu metrach, w niedocieplonej klitce. To nas przekonało do słuszności pomysłu z tymczasowym przeznaczeniem nowego garażu na dom. Po zimie rachunki za ogrzewanie były zawrotne. Dlatego wiosną ostro ruszyliśmy z budową domku gościnnego.

Niski, parterowy i niepodpiwniczony budynek garażu o powierzchni 100 m2 i w kształcie litery L powstał z bloczków Porotherm - czyli takiego samego materiału budowlanego, jaki zaplanowano do rozbudowy i wykończenia domu. Ściany zewnętrzne obłożono łupanym piaskowcem, sprowadzonym z Szydłowca. Drewnianą konstrukcję dachu pokryto dachówką ceramiczną, po czym drewniany strop nad parterem ocieplono wełną mineralną (25 cm). Ściany wewnątrz budynku wykończono płytami gipsowo-kartonowymi, a podłogi - trawertynem.

Budynek podzielono na trzy części. Największą zajmuje przyszły garaż na dwa samochody (60 m2), z którego można wejść do pomieszczenia mieszkalnego (30 m2).

Część mieszkalna to otwarty na kuchnię maleńki salonik oraz malutka zamknięta łazienka z aneksem prysznicowym. Przy garażu i pomieszczeniach mieszkalnych wykrojono jeszcze oddzielony ścianami aneks (10 m2) dla pracowników zatrudnionych w firmie właścicieli, aby w ciągu dnia pracy mieli gdzie zjeść posiłki i odpocząć. Aneks ma osobne wejście od strony ogrodu.

Architekturę i wykończenie obu domów - "dużego" i "małego" - celowo zaplanowano w taki sposób, aby harmonijnie nawiązywały do siebie formą i materiałami wykończeniowymi. W przyszłości połączy je także wspólna droga dojazdowa z nawierzchnią z kostki granitowej. Jej fragment wokół domku gościnnego jest już nawet gotowy.

Jak w domu

Budynek garażu i domku gościnnego zbudowano oraz wykończono w ciągu roku. Są w nim wszystkie niezbędne do życia media - elektryczność, gaz, wodociąg, telefon, jest też podłączony do szamba. Właściciele byli już tak zmęczeni niedogodnościami życia na budowie, że zadbali o staranne wykończenie budynku nie tylko na zewnątrz, ale przede wszystkim wewnątrz. Świadczą o tym wysokiej jakości materiały: na zewnątrz - francuska dachówka ceramiczna i elewacja z piaskowca, a wewnątrz - trawertyn, granit, meble kolonialne oraz markowe urządzenia.

Urządzając wnętrza tego domku "na przetrwanie", pani Ewa wynajęła nawet architekta wnętrz, Barbarę Paszkiewicz, z którą dobrała kolorystykę ścian, tkaniny i meble. Projektantka doradziła pani domu obniżenie sufitu nad pokojem dziennym o 30 centymetrów - przez zamontowanie na kilku belkach (a raczej atrapach belek) "baldachimów" z jasnego lnu. Dzięki temu zabiegowi pomieszczenie od razu nabrało przytulności i charakteru. Reszty dopełniły piękne tkaniny na kanapie, poduchach i w oknach oraz pamiątki gospodarzy, przywiezione z zagranicznych podróży.

Pan Janusz postarał się, by przyszły garaż na dwa samochody był funkcjonalny i równie starannie wykończony. Całe ściany i podłogę garażu wyłożono odpowiednio - glazurą i gresem, zamontowano grzejniki i zlewozmywak, a wzdłuż jednego ze stanowisk na samochód zainstalowano kanał ściekowy, aby w zimie można było umyć auto pod dachem. Dzięki zastosowanemu wykończeniu podłóg i ścian całe pomieszczenie będzie też łatwo utrzymywać w czystości.

Dobre, ponadstandardowe wykończenie garażu spowodowało, że chociaż właściciele wcześniej tego nie planowali, włączyli go też na czas budowy do powierzchni mieszkania. Wstawili tutaj stare meble, które wcześniej zamierzali oddać (szafy i regały, a nawet łóżko dla gości), urządzili miejsce do pracy. Ich przestrzeń mieszkalna powiększyła się zatem o kolejne 60 m2, choć nie ma okna i nie jest tak stylowa, jak ta obok, w pomieszczeniach dziennych.

Jakość codziennego życia stała się jeszcze wyższa, kiedy wokół domku "na przeczekanie" architekt krajobrazu Krzysztof Kosik urządził blisko 1000-metrowy ogród. Jest w nim altana z grillem i oczko wodne, otoczone wielkim trawnikiem i murkami z roślinnością ozdobną.

Wszystkie te działania spowodowały, że właścicielom żyje się niemal komfortowo i czas oczekiwania na ukończenie prawdziwego domu nie jest dla nich czasem budowlanego koszmaru. Przyznają, że staranne wykończenie garażu pełniącego przejściowo funkcje domu nie było specjalnie tanie, ale są przekonani, że nie zmarnowali pieniędzy. W przyszłości ich obecna siedziba stanie się wygodnym zapleczem domu - miejscem, gdzie będzie można przenocować gościa lub nawet stworzyć osobną enklawę dla kogoś z rodziny.

Teraz tymczasowy dom oraz otaczający go piękny i zadbany ogród stanowią zapowiedź sukcesu całego założenia. Dają pewność, że zmodernizowane rodzinne gniazdo będzie kiedyś tak samo piękne.

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Mały dom na przeczekanie
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX