Przezorność popłaca

Teksty i zdjęcie: Liliana Jampolska

Gdyby nie determinacja mojego męża, który od początku budowy myślał o ograniczeniu kosztów użytkowania domu, teraz - po jego śmierci - miałabym kłopoty. Nie mam ich, chociaż dom jest duży!

Droga do domu

Zanim zbudowaliśmy dom, mieszkaliśmy w trzypokojowym mieszkaniu na warszawskim Ursynowie. Ponieważ oboje wychowaliśmy się w domach jednorodzinnych, od pierwszych chwil małżeństwa myśleliśmy z Witkiem o takim domu dla siebie.

Marzenie zaczęło się urzeczywistniać w 1997 roku, kiedy kupiliśmy działkę pod Warszawą. Miała wszystko, czego potrzeba rodzinie z trojgiem dzieci - dogodny dojazd do miasta, media (oprócz kanalizacji), położenie w spokojnej miejscowości z tradycjami, więc cieszyliśmy się z niej bardzo.

Wkrótce w naszym życiu nastąpił frapujący etap projektowania. Początkowo myśleliśmy o domu o powierzchni w granicach 200 m2, ale kiedy odwiedziliśmy znajomych mieszkających w budynku tej wielkości, stało się dla nas jasne, że będziemy potrzebowali większego. Mężowi bardzo zależało na tym, by w naszym domu czuło się przestrzeń i oddech. Wskoczyliśmy więc na wyższy pułap - zaczęliśmy się przyglądać domom trzystumetrowym. Tymczasem przy drodze, którą często przejeżdżaliśmy, zaczął powstawać budynek, który bardzo się nam spodobał. Któregoś dnia, kiedy był już wykończony i zamieszkany, zatrzymaliśmy się i spytaliśmy właścicieli, czy nie zechcieliby nam go pokazać. I odkryliśmy dom z naszych wyobrażeń: wygodny, przestronny, jasny, z otwartą strefą dzienną na parterze, piętrem zarezerwowanym dla członków rodziny i rozbudowaną strefą gospodarczą oraz garażową. Było tylko jedno "ale": budynek miał aż 450 m2!

Po namyśle podjęliśmy jednak decyzję o kupnie projektu gotowego owego domu. Naszą decyzję wsparła obietnica projektanta, że dostosuje plany domu do naszych konkretnych potrzeb, tak by żyło się nam w nim jak najwygodniej.

Nasze sposoby na dom tani w utrzymaniu

Dom ma sporą powierzchnię użytkową oraz dużą kubaturę (1700 m3), dlatego już w trakcie budowy mąż mój zadbał o to, by go solidnie zabezpieczyć przed stratami ciepła i zastosować nowoczesne techniki grzewcze - wszystko w celu ograniczenia kosztów ogrzewania. Nawiązał kontakt z Fundacją Poszanowania Energii i po konsultacjach z fachowcem w tej dziedzinie, Ludomirem Dudą, jednowarstwowe ściany budynku postanowił ocieplić grubszą niż w projekcie warstwą styropianu. Zamiast zaplanowanych 12 cm położyliśmy styropian grubości 15 cm, który wykonano dla nas na specjalne zamówienie. Styropian pokryliśmy tynkiem mineralnym. Bardzo solidnie ociepliliśmy także fundamenty i płytę fundamentową (15 cm styropianu) oraz strop nad użytkowym poddaszem (20 cm wełny mineralnej). Ze względu na dużą liczbę i wielkość okien oraz drzwi tarasowych nie oszczędzaliśmy na ich jakości. Kupiliśmy mahoniowe, z najlepszym z dostępnych wtedy współczynnikiem przenikalności cieplnej (1,1).

Za radą specjalisty z Fundacji Poszanowania Energii zamontowaliśmy również gruntową pompę ciepła (z poziomym źródłem ciepła) oraz wentylację mechaniczną z rekuperatorem. Zdecydowaliśmy się również na gazową instalację c.o. - z piecem Junkers, dużym zbiornikiem na ciepłą wodę oraz wodnym ogrzewaniem podłogowym w łazienkach, kuchni, sieni i holu.

Pieniądze nie takie straszne

Do wymarzonego domu wprowadziliśmy się w 2000 roku. Byliśmy bardzo ciekawi, jak będą się kształtowały koszty jego utrzymania w porównaniu ze starym mieszkaniem w bloku. Gdy od naszych następców, czyli osób, którym sprzedaliśmy mieszkanie, dowiedzieliśmy się, ile płacą za nasze dawne 60 m2, to okazało się, że ta kwota jest porównywalna z wydatkami, jakie ponosimy za siedmiokrotnie większy dom! Wtedy doceniłam determinację męża w kwestii oszczędzania energii i absolutnie nie żałuję ani wydatków na droższe urządzenia grzewcze i wentylacyjne, ani większych nakładów na izolację cieplną budynku. Dzięki temu teraz, gdy Go już z nami nie ma, jestem w stanie utrzymywać dom sama.

Żałuję tylko, że ze względu na obietnice skanalizowania naszej miejscowości nie zamontowaliśmy własnej oczyszczalni ścieków, na co pozwalały duża działka i nasze ówczesne dochody. Kanalizacji nie mamy do dzisiaj, a dla pięcioosobowej rodziny (mieszka z nami teściowa) wywóz szamba jest znaczącą pozycją w budżecie (blisko 2000 zł rocznie). Przez sześć lat wydałam już więcej pieniędzy niż kosztowałaby ekologiczna oczyszczalnia.

Dzięki ustawionym w całej okolicy kontenerom na różne rodzaje odpadków oszczędzam na wywozie śmieci. Płacę tylko za wywóz jednego-dwóch worków pozostałych odpadków, co kosztuje miesięcznie maksimum 14 zł.

Coraz częściej myślę jednak o uniezależnieniu domu od tradycyjnych, a drożejących, mediów (gazu). Rozważam budowę kominka z rozprowadzeniem ciepła i własnej oczyszczalni ścieków, jak też instalacji kolektorów słonecznych (bo dałyby mi darmową ciepłą wodę przez ponad pół roku). Planuję również wymianę pieca c.o. na wielofunkcyjny, bym mogła palić w nim niektóre odpadki z gospodarstwa domowego. Wszelkie, nawet drobne, oszczędności mogą mieć znaczenie choćby wtedy, gdy przyjdzie mi płacić podatek katastralny.

    Więcej o:

Skomentuj:

Przezorność popłaca