Rozsądek z odrobiną szaleństwa

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska

Czekaliśmy na ten dom bardzo długo. Dzięki temu dopracowaliśmy jednak wszystkie szczegóły - nie tylko architektoniczne, ale także związane z wykończeniem i wyposażeniem budynku.

Droga do domu

Dla nas wszystko zaczęło się kilkanaście lat temu, od znalezienia pięknej działki położonej tuż przy Puszczy Kampinoskiej. Byliśmy nią z Maciejem zauroczeni. Postanowiliśmy ją kupić na kredyt, wiedząc, że nie mamy szans na budowę domu, zanim nie spłacimy wszystkich zobowiązań. Mieszkaliśmy w wynajętym mieszkaniu i było nam naprawdę ciężko. Na szczęście przetrwaliśmy te kilka bardzo trudnych lat, kiedy musieliśmy płacić za wynajem mieszkania i jeszcze dodatkowo raty za ziemię. I choć w międzyczasie urodziłam dwóch synów i wydatków było moc, ani razu nie pojawiła się w naszych głowach myśl o sprzedaży działki. Po prostu wiedzieliśmy, że to jest miejsce dla nas.

Do planowania domu mogliśmy przystąpić wiele lat później. Kiedy uzgodniliśmy priorytety, Maciej zaczął rozrysowywać układ wnętrz - najpierw samodzielnie, a potem wspólnie z architektami. Ponieważ nie spodziewaliśmy się raptownego napływu gotówki, zaplanowaliśmy dom wygodny, ale nieduży. Z dwóch powodów miał to być budynek parterowy. Po pierwsze dlatego, że nie chcieliśmy, by jego architektura przytłoczyła piękny krajobraz, po drugie dlatego, że w naszym przekonaniu dom parterowy lepiej sprzyja życiu rodzinnemu i integracji domowników. Rozsądek podpowiadał jednak, że warto dopilnować, by nasze rodzinne gniazdo mogło się w razie potrzeby "rozwijać". Zadbaliśmy więc o możliwość adaptacji poddasza na cele mieszkalne. W rezultacie nasz dom da się w każdej chwili powiększyć o dodatkowe 90 m2.

Budynek celowo usytuowaliśmy w takim miejscu działki, by słońce w południe oświetlało front domu, natomiast nie nagrzewało elewacji wypoczynkowej i pomieszczeń dziennych. Z tego nietypowego rozwiązania jesteśmy szczególnie zadowoleni.

Pomysły na oszczędności

Ze względu na widok na ogród i puszczę otaczającą działkę z dwóch stron na tylnej elewacji domu mamy wielkie przeszklenia. Tafle szkła umożliwiają nam obserwowanie natury o każdej porze roku. Musieliśmy jednak pomyśleć o dobrej izolacji cieplnej budynku. Nie mogliśmy też oszczędzać przy zakupie okien i drzwi tarasowych, więc wybraliśmy te z niskim współczynnikiem przenikania ciepła.

Rozważaliśmy różne koncepcje budowy domu. Najszybciej wycofaliśmy się z pomysłu budowania domu drewnianego (nie trafiliśmy na dobrych fachowców, a domy z drewna, które nam prezentowano, raczej nas odstraszyły, niż zachęciły). Potem odrzuciliśmy koncepcję budowy domu o konstrukcji metalowej (obawialiśmy się zbyt wysokich kosztów), a następnie zrezygnowaliśmy z pomysłu wznoszenia domu z deweloperem. W końcu zdecydowaliśmy się na budowanie domu systemem gospodarczym, w technologii tradycyjnej (mury z dwóch warstw bloczków ceramicznych, ocieplonych w środku dwoma warstwami styropianu).

Pieniądze nie takie straszne

Pozostało rozwiązanie niezwykle ważnej kwestii ogrzewania budynku. Dobrze wiedzieliśmy, że to właśnie ogrzewanie generuje największe koszty eksploatacyjne. Rozważaliśmy więc zastosowanie pompy ciepła, ale uznaliśmy, że jej koszt jest dla nas za wysoki. Ostatecznie wybraliśmy wodne ogrzewanie podłogowe zasilane gazem. I nie narzekamy. W zimie płacimy miesięcznie około 350 zł, natomiast latem 100-150 zł. Rachunki pewnie jeszcze spadną, gdy zamontujemy żeliwny wkład kominkowy i zaczniemy dogrzewać dom drewnem.

Ponieważ mamy studnię, którą wykopaliśmy na potrzeby budowy domu i do podlewania ogrodu, zrezygnowaliśmy z podłączenia budynku do sieci wodociągowej. Uzdatniamy wodę, stosując odpowiednie filtry i na razie wydaje się to rozwiązaniem najlepszym z możliwych. Gdy jednak nasza miejscowość zostanie nareszcie skanalizowana, prawdopodobnie zdecydujemy się na podłączenie domu do wspólnej sieci wodno-kanalizacyjnej. Pozwoli nam to uniknąć kłopotliwego i kosztownego wywożenia szamba.

Ciągle jeszcze wyposażamy nasz dom, starając się, by wszystkie urządzenia były wysokiej jakości.

Oszczędzając tam, gdzie można, nie rezygnujemy z dążenia do wygody. Dlatego na przykład pod kostką brukową na podjeździe do garażu i przy głównym wejściu do domu zamontowaliśmy ogrzewanie elektryczne. Wystarczyły dwa ogrzewane pasy, aby niemal zupełnie pozbyć się kłopotów z odśnieżaniem. Uważamy, że warto wyłożyć na to od 100 do 200 zł rocznie.





    Więcej o:

Skomentuj:

Rozsądek z odrobiną szaleństwa