Tylko gazu brak

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska

Nasz pierwszy wspólny dom miał być ciepły, jasny i funkcjonalny. I taki właśnie jest. Jednak nie możemy się już doczekać podłączenia go do sieci gazu ziemnego, bo ogrzewanie olejem opałowym kosztuje nas majątek.

Droga do domu

Na początku małżeństwa, zanim ustabilizowały się nasze pozycje zawodowe i finanse, wynajmowaliśmy mieszkania. O budowie domu zaczęliśmy myśleć dopiero, gdy kredyty hipoteczne stały się bardziej dostępne, a my - przygotowani do ich spłaty. Ale najpierw dla pewności dokładnie sprawdziliśmy, czy budowa domu będzie dla nas najlepszym rozwiązaniem. Bardzo wysoka cena mieszkań oraz późniejsze koszty ich utrzymania szybko i skutecznie nas upewniły, że wolimy jednak zainwestować w ładną działkę i własny dom.

Po rozmowach w kilku bankach zdecydowaliśmy się wziąć kredyt hipoteczny na budowę domu i w 2001 roku zaczęliśmy poszukiwania odpowiedniej działki. Zależało nam na tym, żeby zamieszkać poza miastem, ale jednocześnie... blisko miasta. Kiedy po kilku miesiącach udało się nam znaleźć pięknie położoną i dobrze uzbrojoną działkę, na której brakowało jedynie gazu ziemnego, kupiliśmy ją bez namysłu i od razu wystartowaliśmy z budową domu. Nie mieliśmy żadnego doświadczenia budowlanego i dlatego bazowaliśmy na wiedzy zdobytej podczas lektury fachowych czasopism, opinii znajomych posiadających domy oraz wiedzy architektów.

Ponieważ marzyliśmy o tym, by budynek był jasny, zaplanowaliśmy duże przeszklenia. Nawet bez większej wiedzy budowlanej zdawaliśmy sobie sprawę, że duże przeszklenia mogą się trochę kłócić z ideą oszczędnego w utrzymaniu domu. Dlatego już na etapie projektu i budowy staraliśmy się zminimalizować straty ciepła, stosując tylko wysokiej jakości materiały budowlane.

Patenty na oszczędności w trakcie użytkowania domu

Szczególnie zadbaliśmy o to, aby budynek był dobrze ocieplony. Ściany zbudowaliśmy z bloczków betonu komórkowego (ponieważ mają dobre parametry przenikalności cieplnej i nie wymagają dodatkowego ocieplania ścian), a dach ociepliliśmy 30-centymetrową warstwą wełny mineralnej i pokryliśmy dachówką cementową.

Ponieważ powierzchnia okien i drzwi tarasowych wynosi aż 50 m2, nie oszczędzaliśmy na ich jakości. Są drewniane, o dobrym współczynniku przenikania ciepła.

Rozważając sposób ogrzewania budynku, obliczaliśmy opłacalność zamontowania pompy ciepła i kolektorów. Niestety, wysoki koszt pompy ciepła i jej montażu (60 tys. zł), przy bardzo długim okresie amortyzacji, zraził nas do tej inwestycji. Brakowało nam także wiarygodnych opinii użytkowników tego rodzaju ogrzewania. Podobnie było z kolektorami słonecznymi - wysoka cena i brak solidnych, łatwo dostępnych publikacji na ich temat spowodował, że woleliśmy pozostać przy bardziej sprawdzonych i tańszych urządzeniach.

Aby instalacja grzewcza w naszym domu była ekonomiczna, poprosiliśmy zaprzyjaźnionych specjalistów o pomoc przy wyborze rodzaju ogrzewania oraz o wykonanie szczegółowego projektu.

Po konsultacjach zamontowaliśmy instalację grzewczą na olej opałowy. Do tej inwestycji zachęciła nas niska (w tamtym okresie) cena oleju opałowego, a także możliwość ukrycia dużego i brzydkiego zbiornika w gruncie. Na dodatek w momencie, gdy podejmowaliśmy ostateczną decyzję, trafiliśmy na promocję, dzięki czemu zestaw złożony z dwufunkcyjnego kotła, zbiornika na olej (1000 l), zbiornika na ciepłą wodę (150 l) oraz dwóch grzejników kupiliśmy za 8 tys. zł. Cała instalacja grzewcza, współpracująca dodatkowo z wodnym ogrzewaniem podłogowym (w łazienkach, kuchni, wiatrołapie, holu), wraz z robocizną kosztowała nas 20 tys. zł.

W salonie i w naszej sypialni zamontowaliśmy również kominki (w salonie - z otwartym paleniskiem, w sypialni - z żeliwnym wkładem).

Pieniądze nie takie straszne, ale...

Gdyby nie skokowo rosnąca cena oleju opałowego, nie myślelibyśmy o zmianie nośnika ciepła. Instalacja grzewcza działa sprawnie i nie jest uciążliwa w obsłudze. Jednak przy obecnej cenie oleju opałowego ogrzewanie domu (i wody do mycia) kosztuje nas nawet powyżej 16 tys. zł rocznie. Nic więc dziwnego, że na podłączenie budynku do sieci gazu ziemnego czekamy jak kania dżdżu. Na szczęście dla nas otworzyła się taka możliwość, odkąd w sąsiedztwie powstało wiele nowych domów, a nawet miniosiedle. Porozumieliśmy się z sąsiadami i planujemy podzielić między siebie koszty oraz negocjujemy warunki podłączenia domów do sieci gazowej. Bez wahania zainwestujemy w gaz ziemny, bo jest tańszy w użytkowaniu. Wyliczyliśmy, że przyłącze gazu ziemnego wraz z niewielką przeróbką pieca będzie nas kosztować 5-6 tys. zł.

Ponieważ późno wracamy z pracy, a nasze dzieci są jeszcze małe, świadomie unikamy dogrzewania domu kominkami, które utrudniają utrzymanie we wnętrzach równomiernej temperatury. W rezultacie traktujemy je raczej dekoracyjnie i wykorzystujemy w czasie relaksu.

Ponieważ zdecydowaliśmy się na stworzenie w ogrodzie dużego stawu i strumienia, wykopaliśmy studnię zasilającą je czystą wodą. Przy studni zbudowaliśmy ocieploną hydrofornię, w której umieściliśmy elektryczną pompę. Na potrzeby stawu i strumienia pompa wodna działa cały rok, a latem dodatkowo obsługuje automatyczne nawadnianie ogrodu. Rachunki za prąd wynoszą 250 zł miesięcznie, ale obliczyliśmy, że byłoby drożej, gdybyśmy do podlewania używali wody z wodociągu.



    Więcej o:

Skomentuj:

Tylko gazu brak