Jak król Kazimierz

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

Zanim zbudowaliśmy nowy murowany dom, mieszkaliśmy w modrzewiowym dworku z początku XIX wieku. Choć obecny budynek jest o 100 m2 większy od poprzedniego, nie płacimy więcej za jego utrzymanie.

Kilka lat temu, po dokonaniu skrupulatnych wyliczeń, wspólnie z żoną doszliśmy do wniosku, że jeśli kupimy średniej wielkości mieszkanie w Warszawie, to choć zapłacimy za nie majątek, i tak nie zaspokoimy ani naszych potrzeb, ani marzeń.

Droga do domu

Znacznie atrakcyjniej wypadła z naszego punktu widzenia druga rozważana opcja, polegająca na zamieszkaniu w okolicy Żyrardowa (tak jak dotychczas), ale w wygodnym domu, na sporej działce. Wszystko wskazywało na to, że mamy szansę nie wydać nawet złotówki więcej niż na mieszkanie. Dla pewności porównaliśmy koszty utrzymania drewnianego domu, w którym mieszkaliśmy dotychczas, z kosztami utrzymania mieszkań naszych znajomych z Warszawy. I wyszło na to, że utrzymanie mieszkania w mieście jest znacznie droższe niż naszego domu. Zdecydowaliśmy się więc kupić porośniętą brzozami działkę w okolicach Żyrardowa i rozpocząć budowę.

Ze względu na leśny charakter miejscowości, w której zamierzaliśmy zamieszkać, wybraliśmy projekt o tradycyjnej architekturze. Chcieliśmy, aby nasze nowe rodzinne gniazdo ładnie wpisywało się w okolicę.

Projekt, na który się zdecydowaliśmy, spodobał się nam przede wszystkim ze względu na czytelny podział wnętrz na trzy strefy: dzienną oraz garażowo-gospodarczą na parterze i prywatną na użytkowym poddaszu. Zgodnie z naszymi potrzebami, w budynku zaplanowano dwie łazienki (w tym jedną dużą), wydzielony pokój na biuro i bibliotekę oraz jasne przestronne sypialnie.

Za zgodą projektanta dokonaliśmy nieznacznych zmian w układzie wnętrz. Postanowiliśmy też powiększyć garaż, tak by zmieściły się w nim dwa samochody. Kształt, wysokość i kolorystykę domu dobraliśmy do stylu działki, podobnie jak rodzaj ażurowego ogrodzenia z kutej stali i czerwonej cegły klinkierowej.

Wybierając projekt i potem, podczas jego adaptacji do miejscowych warunków, dbaliśmy o to, by dom zmieścił się na niezadrzewionej części posesji. Dzięki temu nie naruszyliśmy drzewostanu na naszej leśnej posesji. Zależało nam na tym, by brzozowy las był najważniejszą ozdobą naszego nowego rodzinnego gniazda. Słowem, cała niezabudowana część naszego terenu pozostaje pod władaniem malowniczych brzóz. Żeby stworzyć im ładne tło, pomiędzy ich pniami założyliśmy trawnik.

Pomysły na oszczędności

Zdecydowaliśmy się na dom murowany. Poznaliśmy już wszystkie zalety oraz wady drewnianych domów i chcieliśmy spróbować czegoś innego. Za zgodą projektanta tradycyjną murowaną technologię budowy domu z warstwowymi ścianami zastąpiliśmy jednowarstwową technologią z betonu komórkowego.

Odpowiadało nam to, że nowocześniejsza technologia po pierwsze zapewni czystość na budowie (na co zwracaliśmy szczególną uwagę w trosce o las), a po drugie - da gwarancję dobrej izolacji cieplnej budynku, co z kolei pozwoli w przyszłości ograniczyć koszty utrzymania domu.

W podobny sposób dobieraliśmy wszystkie materiały budowlane. Od początku postanowiliśmy, że nie będziemy na nich oszczędzać, aby obecny dom służył nam równie długo, jak poprzedni, modrzewiowy. Do wykończenia budynku świadomie używaliśmy tylko materiałów zdrowych i naturalnych.

Bardzo solidne okna z "ciepłymi" szybami i szerokimi szprosami nadają budynkowi wiejskiego stylu, a jednocześnie dobrze chronią wnętrza przed stratami ciepła. Choć początkowo zdecydowaliśmy się na ściany jednowarstwowe, po ich wymurowaniu postanowiliśmy dla pewności docieplić je jeszcze z zewnątrz sześciocentymetrową warstwą styropianu. Podłogę na gruncie zabezpieczyliśmy przed ucieczką ciepła 20 cm styropianu, natomiast dach - warstwą wełny mineralnej o grubości 30 cm zamocowaną między foliami: paroprzepuszczalną membraną dachową i paroizolacją. Na dachu położyliśmy ceramiczną dachówkę, a ściany zewnętrzne wykończyliśmy tynkiem mineralnym. Zarówno we wnętrzach, jak i na zewnątrz budynku zastosowaliśmy naturalny kamień w stonowanej i pasującej do otoczenia kolorystyce. Wykorzystanie trwałych, naturalnych materiałów wspaniale podkreśliło charakter polskiego rodzinnego domu w brzozowym lesie.

Na parterze domu założyliśmy wodne ogrzewanie podłogowe, na poddaszu natomiast - tradycyjne grzejniki ścienne. W salonie na parterze zamontowaliśmy wkład kominkowy jako dodatkowe i niezależne źródło ciepła.

Pieniądze nie takie straszne

Zdecydowaliśmy się na ogrzewanie domu olejem opałowym. Jeszcze trzy lata temu, kiedy budowaliśmy dom, olej był jednym z najtańszych źródeł ciepła i kosztował 1,3 zł za litr. Nie mogliśmy niestety przewidzieć wtedy, że polityka państwa wobec użytkowników oleju opałowego aż tak się zmieni.

Ponieważ w naszym domu kocioł na olej opałowy musi ogrzewać wnętrza oraz wodę, zakupiliśmy wysokiej klasy urządzenie dwubiegowe, z automatycznym sterowaniem, znanej firmy. Dzięki temu zużywamy rocznie około 2 tys. litrów oleju opałowego, nie przekraczając kwoty 6 tys. zł.

Kominek z żeliwnym wkładem wykorzystujemy tylko do ogrzewania otwartych pomieszczeń dziennych na parterze i nie poprowadziliśmy od niego rur na piętro. Jego wydajność jest jednak duża i zapewnia ciepło w połączonych ze sobą pomieszczeniach dziennych. Celowo nie zastosowaliśmy w nich podziałów ze względu na wygodną komunikację.





    Więcej o:

Skomentuj:

Jak król Kazimierz