Pod wpływem mojego brata

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

Gdyby nie brat, nie wiem, czy dziś mieszkalibyśmy w domu. To on nas zachęcił do budowy i pomógł nam stworzyć rodzinny dom.

Pół roku po ślubie kupiliśmy z Jackiem kawalerkę (18 m2) w Warszawie. Wyłożyliśmy na nią wszystkie oszczędności i pieniądze otrzymane w prezencie ślubnym, zlikwidowaliśmy również książeczki mieszkaniowe. Rok czy dwa później, nie chcąc zamrażać w banku zaoszczędzonych w międzyczasie pieniędzy, kupiliśmy działkę pod miastem. Wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, czy kiedyś zbudujemy na niej dom.

Droga do domu

Kiedy okazało się, że cena naszej malutkiej kawalerki wzrosła aż trzykrotnie, zdecydowaliśmy się ją sprzedać, by za "zarobione" pieniądze kupić większe mieszkanie w podwarszawskim Piasecznie. Naszą przestrzeń życiową powiększyliśmy do 38 m2.

Po dwóch latach, kiedy urodziło nam się drugie dziecko, przenieśliśmy się do jeszcze większego mieszkania (57 m2), także w Piasecznie. Cały czas udawało nam się zatrzymać nabytą wcześniej działkę. Ogrodziliśmy ją i rozważaliśmy budowę drewnianego domku letniskowego z bali lub przeniesienie jakiejś starej chaty. Plany te z czasem utknęły jednak w miejscu. Tymczasem mój brat, będący wówczas studentem trzeciego roku wydziału architektury, zaproponował, że zaprojektuje dla nas, w konsultacji ze swoją profesor z uczelni, nowoczesny całoroczny dom. I tak to się wszystko zaczęło.

Kłopoty nie takie straszne

Mieliśmy sporo obaw związanych z niedogodnymi dojazdami i brakiem mediów na działce. Mimo to w 2001 roku wylaliśmy fundamenty, a potem do 2005 roku etapami budowaliśmy rodzinny dom.

Brat był zwolennikiem nowoczesnej, prostej architektury. I taki dom nam zaproponował. My, nie do końca zgadzając się ze wszystkimi jego wizjami, poprosiliśmy go o kilka zmian, bo nie jesteśmy aż tak awangardowi jak nasz rodzinny projektant. Jedną z ważniejszych była zmiana rodzaju pokrycia dachu. Mój mąż Jacek nie był przekonany do pokrycia z blachy, więc brat musiał pójść na kompromis i przystać na ceramiczną dachówkę, która wprawdzie zmieniła estetykę budynku (miał mieć bardziej "industrialny" styl), ale nam zdecydowanie bardziej odpowiadała. Zaakceptowaliśmy natomiast zaproponowaną przez brata kolorystykę: grafitowe fragmenty ścian, drewniane okna w kolorze mahoniowym oraz szlachetne materiały wykończeniowe (jak barierki ze stali nierdzewnej).

Plan budynku jest prosty i klarowny, podobnie jak jego bryła. Parter zajmują połączone ze sobą pomieszczenia dzienne - kuchnia i salon z miejscem jadalnym oraz łazienka, a także gabinet do pracy męża i pokój gościnny przedzielone kotłownią. Na piętrze znajdują się dwa pokoje dzieci i nasza sypialnia oraz dwie łazienki.

Zgodziliśmy się z moim bratem, że nie warto powiększać budynku o rzadko używane pomieszczenia (np. do ćwiczeń gimnastycznych). To on podpowiedział nam także, że prywatne pokoje nie muszą być duże. W rezultacie mają po około 13 m2, co rzeczywiście zupełnie nam wystarcza. Za radą brata nie inwestowaliśmy też wielkich pieniędzy w łazienki. Zadbaliśmy natomiast, aby dobrze spełniały swoje funkcje, a ich liczba była dostosowana do liczby domowników. Te "oszczędności" wykorzystaliśmy w salonie (w którym przebywamy najczęściej i najdłużej), czyniąc z niego luksusowe, dwupoziomowe pomieszczenie z przeszkloną na całej wysokości południową ścianą.

Pomysły na oszczędności

Najwięcej problemów mieliśmy z wyborem sposobu ogrzewania budynku. Brak dostępu do gazu ziemnego spowodował, że kotłownię zaprojektowaliśmy najpierw z myślą o wykorzystaniu oleju opałowego. Gdy jednak ten podrożał, rozważaliśmy zastosowanie gazu propan butan, ale znowu odstraszyły nas ciągle rosnące ceny i konieczność ustawiania w ogrodzie wielkiego zbiornika. Ostatecznie zdecydowaliśmy się na kocioł na paliwa stałe. Palimy drewnem i brykietami, natomiast w czasie największych mrozów - węglem kamiennym (zużywając około pół tony). Możemy w nim też spalać wszystkie ekologiczne odpadki z gospodarstwa domowego. Dodatkowo w salonie zainstalowaliśmy żeliwną kozę. Ponieważ w przyszłości planujemy montaż na dachu kolektorów słonecznych (czekamy aż trochę stanieją), w trakcie budowy poprowadziliśmy wszystkie potrzebne instalacje.

Choć zastosowany przez nas kocioł początkowo wydawał się uciążliwy w obsłudze, teraz nie przysparza nam większych kłopotów, a ogrzewanie domu jest tanie. Nauczyliśmy się rozpalać ogień w kilka minut i długo utrzymywać żar, odpowiednio ustawiając zawory i automatyczny sterownik. W zimie palimy w kotle całą dobę, natomiast latem do ogrzania wody w zbiorniku wystarcza spalenie dziennie tylko jednego wiadra węgla kamiennego lub kilku sporych kawałków drewna.

W obawie przed nadmiernym wychładzaniem pomieszczeń dziennych, w których zastosowaliśmy duże przeszklenia, zainstalowaliśmy wzdłuż nich szeroką opaskę ogrzewania podłogowego. Już po pierwszej zimie przekonaliśmy się, że takie rozwiązanie sprawdza się znakomicie.

Jesteśmy bardzo zadowoleni z tego, że już na etapie projektu w pokojach prywatnych i korytarzach powstały wnęki na szafy. Oszczędziliśmy sporo pieniędzy, ponieważ wystarczyło później zamontować w nich półki i drążki na wieszaki oraz zamknąć je przesuwanymi drzwiami.

Najbardziej nas cieszy, że utrzymanie naszego domu nie jest droższe od wydatków na poprzednie mieszkanie.



    Więcej o:

Skomentuj:

Pod wpływem mojego brata