Wystarczy zamienić wady na zalety

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska
13.06.2006 12:00
A A A

Fot. Liliana Jampolska

Nasz dom z założenia miał być mały i parterowy. Po pierwsze dlatego, że liczyliśmy się z kosztami budowy i późniejszymi kosztami utrzymania domu. Drugi powód był taki, że w poprzednim mieszkaniu na poddaszu ciągle obijaliśmy sobie głowy o skośne ściany.
Mimo że urodziłem się i studiowałem we Wrocławiu, pracę dostałem w odległej Warszawie. Tutaj poznałem Kasię, obecnie moją żonę, która również przybyła do stolicy za pracą, tyle że z Nowego Miasta nad Pilicą. Kiedy się pobraliśmy, kupiliśmy mieszkanie (52 m2) w Nowej Iwicznej pod Warszawą. Na początek zupełnie nam wystarczało, ale kiedy zaczęliśmy planować powiększenie rodziny, postanowiliśmy zbudować dom.

Pomożemy Ci zaplanować budowę Twojego domu!

Droga do domu

Celowo wybraliśmy działkę w tej samej gminie, w której mieszkaliśmy dotąd. Podwarszawska Lesznowola od lat jest tak świetnie zarządzana, że chcieliśmy pozostać w niej na dłużej.

Działka spodobała nam się ze względu na las "za płotem" i lokalizację w strefie chronionego krajobrazu. Odpowiadało nam oddalenie posesji od drogi głównej i położenie na samym końcu drogi dojazdowej. Dawało to nam gwarancję spokoju i intymności. Cieszyło nas, że orientacja działki względem stron świata pasuje do naszych oczekiwań - wejście do budynku mogło znaleźć się od północy, a strefa wypoczynkowa od południa.

Działka nie była jednak idealna, co wykorzystaliśmy w negocjacjach jej ceny. Miała kształt zwężającego się trapezu, była podmokła i położona daleko od mediów. Na szczęście wybierając posesję, wiedzieliśmy już, jak będzie wyglądał nasz dom i od razu oceniliśmy, że się na niej zmieści. Uznaliśmy, że z innymi wadami na pewno sobie poradzimy. Mieliśmy już nawet co do tego konkretne plany.

Pomysły na oszczędności

Na etapie zakupu działki obliczyliśmy, że aby podciągnąć do budynku media biegnące wzdłuż głównej asfaltowej drogi (gaz, wodociąg i elektryczność), będziemy musieli pożegnać się z kwotą 50 tys. zł. Było to dla nas na tyle dużo, że początkowo chcieliśmy zrezygnować z przyłączenia gazu za 24 tys. zł. Zmieniliśmy jednak decyzję po rozeznaniu sytuacji na rynku nośników ciepła. Na ogrzewanie gazowe zdecydowaliśmy się nie tylko ze względu na wysokie ceny innych paliw, ale też z bardziej prozaicznego powodu. Zmusiła nas do tego uzasadniona obawa, że z powodu grząskiej gruntowej drogi, przy której stanął nasz dom, w mokre miesiące nie dojadą do nas cysterny z gazem płynnym bądź olejem opałowym. Okresowe kłopoty z dojazdem szambiarki dowodzą, że mieliśmy rację.

Mamy w domu ogrzewanie podłogowe i grzejniki ścienne, które zaopatruje w ciepło kocioł gazowy. W sprawie kominka w salonie przeprowadziliśmy ankietę wśród znajomych. Wyszło na to, że zapracowane rodziny palą w nim jedynie sporadycznie, więc bez bólu z niego zrezygnowaliśmy. Na dodatek, by zabezpieczyć się przed nagłymi wysokimi wzrostami cen gazu, w kominie między garażem a kotłownią zbudowaliśmy dodatkowy kanał, do którego w razie potrzeby będziemy mogli podłączyć kocioł na paliwa stałe, na przykład na pelety. Garaż przeznaczymy wtedy na kotłownię i magazyn paliwa.

Zrezygnowaliśmy natomiast z przyłączenia budynku do sieci wodociągowej - samo przyłącze miało kosztować aż 22 tys. zł. Zbudowaliśmy własną studnię i wyposażyliśmy ją w urządzenie uzdatniające wodę (z lampą UV). Liczymy na to, że jeśli pojawią się na naszej ulicy kolejne domy, uda nam się rozłożyć cenę przyłączenia wodociągu na kilka rodzin.

Pieniądze nie takie straszne

Nie na wszystkim oszczędzaliśmy. Kiedy Kasia z zachwytem wykrzyknęła na widok naszego projektu w katalogu "Jaki ładny!", nie wahaliśmy się co do kupna - choć aby zachować jego urodę, trzeba było wyłożyć znaczną kwotę (aż 42 tys. zł) na mury wykończone cegłą klinkierową. Zyskaliśmy jednak estetyczną i trwałą elewację, bez potrzeby odnawiania co kilka lat. Bardzo prostą bryłę naszego budynku woleliśmy ozdobić nie barokową formą, ale szlachetnym materiałem. Ze względu na bliskość lasu położyliśmy na dachu angobowaną dachówkę ceramiczną.

Parametrów izolacyjnych budynku pilnowaliśmy bardzo dokładnie, wiedząc, że rzutują na koszty eksploatacji. Jeszcze przed rozpoczęciem budowy sprawdziliśmy też, czy górka, na której miał stanąć dom, nie została wcześniej sztucznie usypana i czy nie zagrozi w przyszłości konstrukcji budynku. Badania geologiczne kosztowały zaledwie kilkaset złotych, a dały gwarancję, że dom będzie bezpieczny. Bagniska rozlewającego się na końcu posesji pozbyliśmy się bardzo szybko, zasypując je dowiezioną ziemią. Na szczęście nie trzeba było przeprowadzać melioracji, aby skutecznie osuszyć działkę. Prace podnoszące i niwelujące teren kosztowały 4500 zł.

Gdybyśmy dzisiaj wybierali projekt dla naszej czwórki, dom miałby bez garażu około 120 m2 powierzchni mieszkalnej. Brakuje nam bowiem kilku dodatkowych metrów w salonie, łazience i w.c., chcielibyśmy mieć także pomieszczenia na pralnię i suszarnię. Na szczęście braki te znikną na pewno w momencie odejścia dzieci z domu, więc uznaliśmy (patrząc przyszłościowo), że nie popełniliśmy w planowaniu domu jakiegoś zasadniczego błędu.

Zobacz także

ZOBACZ TEŻ WIDEO

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX