Dom jako lekarstwo

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska

Kiedy lekarze zalecili mojej żonie przenosiny na wieś, baliśmy się, że nie będzie nas stać na budowę domu. A jednak udało się, choć musieliśmy się sporo nagłowić, by za 260 tys. zł kupić działkę i postawić na niej dom.

Budowa domu byłaby znacznie prostsza, gdybyśmy w celu jej sfinansowania sprzedali nasze mieszkanie (48 m2), w którym dotychczas mieszkaliśmy. Jednak ze względu na ceny mieszkań w Warszawie postanowiliśmy zostawić je dzieciom.

Droga do domu

Nie chcieliśmy zaciągać na budowę kredytu bankowego w obawie przed trudnościami z jego spłatą (być może banki wcale by go nam, rekonwalescentce i emerytowi, nie udzieliły). Na plac boju rzuciliśmy więc wszystkie nasze oszczędności - po prostu dorobek całego życia, trzymany na "czarną godzinę". Nie było tego dużo - po zakupie działki zostało nam na dom 200 tys. zł, ale postanowiliśmy spróbować.

Nasz plan polegał na tym, by w jednej z firm zamówić drewniany dom szkieletowy, a kiedy już stanie, wykańczać go systemem gospodarczym. Niestety, warunki finansowe, jakie przedstawiła nam firma wykonująca tego rodzaju domy, były dla nas absolutnie nie do przyjęcia. Zmieniliśmy więc taktykę. Zamówiliśmy projekt indywidualny, a do budowy domu zatrudniliśmy małą firmę z Podlasia.

Pomysły na oszczędności

Pracownicy tej firmy nie tylko znali tajniki wybranej przez nas technologii, ale jej szef postępował z nami bardzo uczciwie. Od razu wyliczył, ile będzie musiał zapłacić pracownikom za pracę przy budowie naszego domu oraz zaproponował układ, że jeśli sami znajdziemy tańsze materiały od tych, które on nam zaproponuje, będziemy mogli je zamienić. W praktyce taka zamiana zdarzała się niezbyt często, ale mimo to zawsze starałem się szukać dodatkowych oszczędności. Na samych fundamentach udało mi się zaoszczędzić 5 tys. zł, bo materiał wypełniający przestrzeń między ławami kupiłem od znajomego. Dzięki wykonawcom kupiliśmy na Podlasiu suche, wysokiej jakości drewno na konstrukcję domu. Było znacznie tańsze niż w okolicach Warszawy. Dach domu celowo przykryliśmy blachodachówką, jest bowiem tańsza od ceramicznej i nie wymagała mocnej konstrukcji dachowej. Sposobów na oszczędności wymyśliliśmy mnóstwo, wprost trudno je wszystkie wymienić.

Od początku zaplanowaliśmy, że nasz dom na razie będziemy ogrzewać drewnem. Dlatego zamontowaliśmy w salonie żeliwny wkład z rozprowadzeniem ciepła na piętro. Wykorzystujemy również przenośny piec na butle z gazem propan-butan oraz elektryczne grzejniki. Oczywiście liczbę grzejników elektrycznych ograniczyliśmy do niezbędnego minimum (znajdują się tylko w łazienkach). Elektryczna kuchenka w kuchni ma, oprócz grzałek, również palnik na gaz propan-butan.

Pieniądze nie takie straszne

Chcieliśmy mieć wygodny, ale jak najmniejszy dom, za to spory ogród z zielenią. To świeże powietrze i zieleń miały zapewnić żonie powrót do zdrowia. Sporą działkę udało się nam kupić w miarę tanio (za 90 tys. zł). Trudniej było ją tanio uzbroić w niezbędne media.

Choć wodociąg przebiega zaledwie 45 m od naszej działki, koszty wykonania przyłącza oszacowano na 25 tys. zł. Nie mieliśmy jeszcze wtedy żadnych sąsiadów, więc nie było szansy na jakikolwiek podział kosztów. Kiedy pertraktacje z wykonawcami sieci wodociągowej spełzły na niczym, wierciliśmy na posesji studnię głębinową. Za studnię o głębokości 30 m oraz pompę zapłaciliśmy 7 tys. zł, a kiedy już zamieszkaliśmy w nowym domu, zamontowaliśmy stację uzdatniania wody za 2 tys. zł.

Ścieki z gospodarstwa domowego jeszcze do niedawna odprowadzaliśmy do szamba, co pociągało za sobą spore koszty wywozu nieczystości: rocznie do 2 tys. zł. Jakiś czas cierpliwie płaciliśmy, ponieważ nie było nas stać na podłączenie domu do sieci kanalizacyjnej za 16 tys. zł, a odmówiono nam uczestniczenia w komitecie społecznym (ponoć zgłosiliśmy się za późno). Dopiero po interwencji u burmistrza dopisano nas do tego komitetu. Ostatecznie przyłącze kanalizacyjne kosztowało 3300 zł. Szacujemy, że za korzystanie z kanalizacji zapłacimy rocznie jedynie 400-500 zł.

Skutecznym i tanim sposobem na dogrzanie domu i gotowanie jest korzystanie z piecyka na butle gazowe oraz kuchenki z palnikiem na gaz propan-butan. Rocznie zużywamy osiem butli za łączną kwotę 352 zł.

Kiedy tuż po przeprowadzce podliczyliśmy wszystkie koszty budowy domu, nie wierzyliśmy własnym oczom - na dom wydaliśmy mniej niż zaplanowaliśmy! Tylko 170 tys. zł. Żeby to osiągnąć, poświęciliśmy cały nasz czas i wiedzę, ale warto było.



    Więcej o:

Skomentuj:

Dom jako lekarstwo