Dwa na jeden

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska

Marzenie o własnym domu pod miastem spełniło się dopiero wtedy, kiedy wspólnie z mężem i jego mamą postanowiliśmy sprzedać dwa mieszkania w blokach i zamieszkać pod wspólnym dachem.

Były przynajmniej trzy poważne powody podjęcia decyzji o zamieszkaniu z mamą. Przede wszystkim chcieliśmy z Andrzejem zapewnić jej stałą opiekę i towarzystwo. Poza tym utrzymanie wspólnego domu jest sporo tańsze niż dwóch mieszkań. Na dodatek, przenosząc się pod miasto, wszyscy zyskiwaliśmy więcej przestrzeni życiowej, zdrowsze powietrze i kontakt z naturą. Nawet dwójkę naszych dzieci ucieszyła taka perspektywa.

Droga do domu

Do realizacji planów podeszliśmy energicznie, ale jednocześnie bardzo pragmatycznie. Zamierzaliśmy przecież zainwestować dorobek życia teściowej i nasz, więc staraliśmy się nie popełnić żadnego błędu. Dysponowaliśmy określoną kwotą na zakup działki. Jeździliśmy wokół Warszawy, zataczając coraz to większe kręgi i cierpliwie porównywaliśmy kolejne oferowane nam posesje. Byliśmy zaskoczeni - i niech to będzie przestrogą dla innych, jak często ludzie próbują sprzedać grunty obciążone wadami: a to jeszcze nieodrolnione, a to w bezpośrednim sąsiedztwie planowanej autostrady bądź pozbawione mediów. My jednak zawsze dokładnie sprawdzaliśmy plany przestrzennego zagospodarowania gminy i dzięki temu uniknęliśmy kłopotów. Poszukiwanie parceli trwało długo, ale na szczęście nasza cierpliwość i przezorność zostały wynagrodzone. Trafiliśmy na ludzi, którzy mieli do sprzedania kilka działek budowlanych tuż przy swoim domu. Spodobało nam się, że okolica jest zindustrializowana i świetnie skomunikowana z miastem (do którego jest zaledwie 25 km), a jednocześnie cicha i bezpieczna. Działki, choć jeszcze bez mediów, miały "oddech", zapewniały piękny widok na pola. Ich właściciele obiecali, że w momencie sprzedaży oferowanych parceli sami załatwią przyłączenie istniejących już we wsi mediów (gazu, wodociągu i elektryczności), a poniesione koszty podzielą między wszystkich nabywców. To była najlepsza oferta, jaką otrzymaliśmy. Po uprzednim sprawdzeniu, czy posesja nie ma ukrytych wad, dokonaliśmy transakcji. Dziś wiemy, że się nie pomyliliśmy.

Pomysły na oszczędności

Dom z założenia miał być nieduży, ale możliwie najbardziej funkcjonalny, koniecznie o prostym kształcie i bez żadnych ozdób. Takie wytyczne odpowiadały naszemu gustowi, a jednocześnie sprzyjały zminimalizowaniu kosztów budowy i eksploatacji. Budynek musiał składać się z dwóch oddzielnych części mieszkalnych - dla pary z dwojgiem dzieci oraz dla starszej pani. Koniecznie chcieliśmy uniknąć rozbudowanych ciągów komunikacyjnych, które naszym zdaniem niepotrzebnie powiększają powierzchnię domu, oraz skośnych ścian na piętrze zmniejszających z kolei przestrzeń mieszkalną. Zamiast dużych reprezentacyjnych pomieszczeń na parterze woleliśmy mieć otwartą, ale zwartą przestrzeń do rodzinnych spotkań; natomiast na piętrze - kameralne pokoje prywatne oraz wspólną łazienkę.

Znaleźliśmy zaledwie kilka gotowych projektów odpowiadających naszym potrzebom. Najbliższy marzeniom był dom nagrodzony w konkursie "Dom Dostępny". I to właśnie ten projekt, po niewielkich zmianach w układzie wnętrz, postanowiliśmy zrealizować. Część teściowej (sypialnia, pokój dzienny z aneksem kuchennym, łazienka i korytarz) znajduje się na parterze i zajmuje 42 m2, nasza natomiast ma 118 m2, na dwóch kondygnacjach.

Ściany budynku wznieśliśmy z bloczków betonu komórkowego, zgodnie z wytycznymi w projekcie, ale dodatkowo, w celu jeszcze lepszej izolacji, mury ociepliliśmy na zewnątrz warstwą styropianu (5 cm). Ocieplając dach i strop nad piętrem, trzymaliśmy się parametrów projektu, stosując 15 cm wełny mineralnej. W tym roku chcemy jednak rozłożyć na stropie dodatkową warstwę wełny, bo obecna izolacja wydaje się nam zbyt mała. Koszty wełny nie będą wielkie i przy rosnących cenach gazu szybko się zamortyzują.

Pieniądze nie takie straszne

Aby ograniczyć koszty instalacji centralnego ogrzewania, zrezygnowaliśmy z ogrzewania podłogowego (choć podłogi na całym parterze wyłożyliśmy terakotą) i korzystamy tylko z grzejników naściennych. Kupiliśmy natomiast dobrej jakości gazowy kocioł z automatycznym sterowaniem i za instalację grzewczą zapłaciliśmy w sumie 15 tys. zł. Żałujemy jednak, że zamontowaliśmy zbyt mały zbiornik na ciepłą wodę (120 l). Planujemy kupno nowego kotła, bardziej odpowiedniego dla pięcioosobowej rodziny - z większym zasobnikiem i wymuszoną cyrkulacją ciepłej wody.

Cieszymy się, że niedawno udało się nam podłączyć budynek do sieci kanalizacyjnej. Wcześniej musieliśmy korzystać z szamba, a wywożenie nieczystości dwa razy w miesiącu było absorbujące i bardzo drogie (ostatnio płaciliśmy 170 zł za 10 m3, co rocznie dawało koszt do 3500 zł!).

Jesteśmy zadowoleni z wielkości i funkcjonalności budynku. Do pełni szczęścia brakuje w nim tylko niewielkiej spiżarni przy kuchni oraz większego pomieszczenia gospodarczego (kotłownia zajmuje obecnie zaledwie 3,4 m2). Dziś uważamy, że lepiej było wydać nieco więcej pieniędzy na etapie budowy, niż teraz borykać się z tymi wadami. Planującym budowę domu radzimy zwrócić na to uwagę. Nie brakuje nam natomiast garażu. Otwarta wiata wystarcza.

    Więcej o:

Skomentuj:

Dwa na jeden