Wspomnienie znad kanału La Manche

W eklektycznym krajobrazie podwarszawskiej przedwojennej miejscowości willowej ten nawiązujący do europejskich tradycji dom wygląda, jakby stał tam od lat. A potwierdzeniem niech będzie podsłuchana przez właścicieli rozmowa pary starszych ludzi, którzy patrząc na dom, spierali się o to, czy stał tu przed wojną, czy nie.
Działka, na której stanął dom, ma bardzo korzystne położenie. Z jednej strony rozciąga się z niej wspaniały widok na pola ograniczone na horyzoncie pasmem drzew, z drugiej zaś znajduje się wysoko wyniesiona skarpa, porośnięta wiekowym lasem. A wszystko to w administracyjnych granicach podwarszawskiego Konstancina - znanej przedwojennej miejscowości willowej.

Zadaniem architektów, którzy zaprojektowali budynek, było wpisanie domu w ten jedyny w swoim rodzaju krajobraz. I trzeba przyznać, że wywiązali się z tego wzorowo. Powstała jedna z najciekawszych willi współczesnego Konstancina, nawiązująca charakterem do ponadstuletniej tradycji miejscowego budownictwa.

Trochę Francji, trochę Anglii

Właściciele, pozostający pod urokiem prowansalskiej architektury, zamawiając projekt mieli właściwie tylko jedną sugestię: żeby ich przyszły dom nawiązywał do tamtych, francuskich rozwiązań stylistycznych, z uwzględnieniem miejscowych warunków.

Architekci przedstawili inwestorom dwa projekty. Jeden, zgodnie z życzeniem właścicieli, odwoływał się bezpośrednio do typowego prowansalskiego domu, pozbawionego poddasza, z dachem o niewielkim stopniu nachylenia. Drugi natomiast był syntezą architektury powstającej od lat po obu stronach Kanału La Manche, francuskiej i angielskiej. W przeciwieństwie do prostej, zdyscyplinowanej formy pierwszej propozycji, drugi projekt odznaczał się malowniczością i znacznym skomplikowaniem sylwetki budynku.

- W Konstancinie od początku budowano wille w rozmaitych stylach, ale ponieważ tworzyli je najwybitniejsi ówcześni architekci, całość zyskała na barwności oraz niepowtarzalnej urodzie. Uznaliśmy, że projektowana przez nas willa, utrzymana w typie rezydencji wznoszonych po obu stronach Kanału dobrze wpisze się w eklektyczną - w najlepszym tego słowa znaczeniu - konstancińską całość - mówi architekt Bohdan Ufnalewski. Właściciele przyznali mu rację i postanowili zrealizować właśnie tę drugą propozycję.

Światłocieniem malowane

Budynek zbudowano na rzucie w kształcie litery L, z dachem krytym dachówką w grafitowym kolorze. Jego integralną część stanowi garaż utrzymany w stylu całości założenia. Dom, podobnie jak francusko-angielskie pierwowzory, wyróżnia się bogato rzeźbioną sylwetką dachu, który dominuje nad całością założenia. Rozległe zadaszenie wysmuklają optycznie bardzo wysokie, pokryte klinkierem kominy o charakterystycznej formie.

Podobnie jak przykrycie domu, również jego korpus zwraca uwagę rozrzeźbionymi płaszczyznami ścian, na których w malowniczy sposób załamuje się światło, co nadaje bryle niesłychanej plastyczności. Od strony głównego wejścia znajduje się mocno zagłębiony portyk wsparty na czterech kolumnach podtrzymujących balkon, a nad nim góruje trójkątnie zwieńczony wykusz z lukarnami po bokach. Od ogrodu zaplanowano rozległy podcień osłaniający część tarasu z kolumnami podtrzymującymi balkon, zachodzący aż na boczną ścianę. Całość uzupełniają przeszklone wykusze różnego kształtu i wielkości, a także mocno profilowane gzymsy oraz drewniane okiennice, będące bardzo na miejscu w tym bukolicznym krajobrazie.

Spacer po wnętrzu

Przestrzeń willi, pełna światła wpadającego przez prawie kwadratowe, wielkie okna wspaniale kadrujące fragmenty okolicznego krajobrazu, wydaje się bardzo rozległa.

Z holu prowadzą schody na półpiętro, skąd otwiera się atrakcyjny widok na ogród i fragment zalesionej skarpy. Przez balkonowe drzwi można stąd wyjść na balkon opasujący tę część domu.

Kilkudziesięciometrowy salon z przeszklonym wykuszem, otwierającym się na wspaniałą, jedyną w swoim rodzaju panoramę rozległych pól, zaplanowano po prawej stronie holu. O jego urodzie decyduje między innymi świetnie dopasowany do założenia kominek z piaskowca.

Na lewo z holu prowadzi z kolei wejście do obszernej jadalni z wielkim stołem na kilkanaście osób. Tego rodzaju wnętrza z zasady nie stwarzają możliwości niebanalnych rozwiązań. Dlatego projektanci starali się (z dobrym skutkiem) nadać temu pomieszczeniu rys oryginalności. Przykryli go belkowanym stropem z czarnej olchy, ozdobionym subtelną polichromią autorstwa Doroty Zemły. Dzięki temu jadalnia zyskała kameralny charakter, stała się przytulniejsza niż reszta domowych wnętrz i promieniuje wrażeniem panującego tu ciepła.

Dalej, po minięciu jadalni, po trzech stopniach zejście prowadzi do obszernej kuchni połączonej ze spiżarnią, a potem z garażem, co znakomicie ułatwia transport żywności.

Kuchnia to najważniejsze miejsce w opisywanym domu (nie tylko pod względem użytkowym, lecz także estetycznym), stanowi bowiem syntezę tego, co właściciele zamierzali i co udało się im zrealizować. Utrzymana jest w jasnych barwach, z przewagą odcieni bieli. Wszystkie meble kuchenne, szafki i blaty znanej brytyjskiej firmy, nawiązujące do świetnych, starych angielskich wzorów, zostały sprowadzone z Wysp w paczkach i zmontowane w ciągu jednego dnia. Ich dopełnieniem i największą ozdobą tego miejsca jest francuski piec kuchenny przykryty imponującym okapem z piaskowca. Wyglądem przypomina te dawne, węglowe, z fajerkami i popielnikiem, ale pod obudową z epoki skrywają się supernowoczesne urządzenia: płyta elektryczna, grill, obszerny piekarnik, podgrzewacz talerzy i współczesna duchówka służąca do utrzymania właściwej temperatury potraw.

W przeszklonej wnęce z widokiem na ogród urządzono miejsce do jedzenia, a umieszczony na środku blat do prac kuchennych sąsiaduje z dodatkowym stołem jadalnym. Wydaje się, że to właśnie w tym przepełnionym powietrzem i światłem stylowym wnętrzu koncentruje się codzienne życie rodziny.

Piętro willi zajmują pomieszczenia o charakterze prywatnym. Znajdują się tam sypialnie państwa domu oraz ich córek, łazienki, a także gabinet właścicieli.

Dodawanie tradycji

W całym domu wyczuwa się przynależność do określonej stylistyki i kultury materialnej, ale traktowanej nierygorystycznie, a przez to barwnej i zaskakującej rozwiązaniami. Dlatego, obok salonu urządzonego w klasycznym wyspiarskim stylu, z wygodnymi kanapami, niskim stołem, wysokiej klasy obrazami na ścianach i orientalnymi dywanami, do których gospodarze mają słabość (a także z XIX-wieczną biblioteką uratowaną od dewastacji i cenną toaletką z epoki Ludwika XVI), znalazło miejsce pomieszczenie znacznie bliższe kulturze śródziemnomorskiej - utrzymane w orientalnej, arabskiej stylistyce, wzorowane na tamtejszych łaźniach, tu zaś pełniące funkcję sauny, łazienki i salonu masażu. Jest wspaniale usytuowane, a urody dodaje mu przeszklony wykusz z widokiem na ogród i starodrzew skarpy.

Z całą pewnością natomiast do tradycji prowansalskiej należy piwnica na wina. Prowadzą do niej masywne, drewniane drzwi. Jej ściany wyłożono specjalnie uformowanymi cegłami intarsjowanymi gdzieniegdzie polnymi kamieniami, a podłogę stanowią granitowe płyty. Rzędy drewnianych regałów wypełniają wybrane gatunki win, których wielkim znawcą jest pan Jakub, właściciel znakomitej warszawskiej restauracji.

Oryginalne, jak wszystko tutaj, jest też ogrodzenie willi. Architekci, chcąc podtrzymać konstancińskie tradycje, skopiowali ogrodzenie jednej z klasycznych miejscowych willi z ulicy Chylickiej. Zamiast niegustownych, kutych żelaznych sztachet udających pałacowe, willę otacza niski, drewniany, pomalowany na zielono płot (dokładnie jak tamten, dziś już nieistniejący), który nie przesłania perspektywy rozległego horyzontu.

- Nowy czy stary i wyremontowany? - taką rozmowę podsłuchano kiedyś przy wejściu na posesję. Twórcy domu uznali to za największy komplement, zwłaszcza, że przeważyła ta druga opinia. Właśnie o to im chodziło! Zarówno projektanci, jak i właściciele dążyli przecież do tego, by dom jak najszybciej wpisał się w tradycje miejscowości, w której stanął, a tym samym - w tradycję kultury materialnej północno--zachodniej Europy. Jak się okazuje - w pełni im się udało. To, na co gdzie indziej pracują pokolenia, osiągnięto tu w budynku zaledwie dziesięcioletnim!

Dodajmy, że opisywane dzieło architektów Bohdana Ufnalewskiego i Zbigniewa Orlińskiego zajmuje honorowe miejsce w monumentalnej księdze "Dziesięciolecie Polski Niepodległej 1989-1999" podsumowującej dorobek pierwszych lat odrodzonej Polski, wydanej przez Wydawnictwo United Publishers & Productions.







Więcej o: