Dom w pastelowych barwach

Tekst, zdjęcia, stylizacja: Marzena Hmielewicz/ADVENTURE PICTURES

Ten dom, położony w pięknej podwarszawskiej miejscowości, tuż pod Puszczą Kampinoską, jest taki, jaki miał być: wygodny, przestronny i oferujący swoim mieszkańcom kojącą harmonię.

Dom stoi bokiem do ulicy
Dom stoi bokiem do ulicy
Fot. Marzena Hmielewicz/Adventure Pictures
Właścicielom nie zależało na tym, aby ich dom był ikoną nowoczesności, nie chcieli też w żaden sztuczny sposób go "postarzać" i stylizować. Miał być po prostu zgodny z duchem czasu: nowoczesny, przestronny i wygodny.

Od samego wejścia czuje się tu dużą, przyjazną przestrzeń. Z salonu przez ogromne okno otwiera się widok na Puszczę Kampinoską. To właśnie między innymi okna przyciągnęły uwagę ekipy filmowej, która pracowała w okolicy.

Budynek - jego forma, lokalizacja i sposób organizacji wnętrz - tak się spodobał, że powstały w nim już reklamy kilkunastu różnych produktów. Sprzyja temu wnętrze utrzymane w stonowanych kolorach mogące zmieniać się jak kameleon, zgodnie z pomysłami filmowców.

Ale oczywiście nie dla ekip filmowych wzniesiono ów dom. Najważniejsze jest to, że wygodnie się w nim mieszka i że domownicy oraz ich goście dobrze się tu czują.

Czytaj także:

Doświadczenia właścicieli domu



Otwarcie o salonie

Pan Krzysztof, właściciel, odziedziczył działkę po dziadkach i nie chciał jej zmieniać na inną. Zresztą nie było powodu! Położona w pięknej okolicy - niemal w lesie, a jednocześnie blisko Warszawy - jest bardzo atrakcyjnym miejscem do życia. A jeśli doda się do tego rodzinną tradycję, łatwo zrozumieć, dlaczego tu właśnie powstał dom pana Krzysztofa i jego rodziny. Nie ma chyba lepszego miejsca na budowę rodzinnego gniazda niż ziemia, która od lat należy do rodziny i nosi ślady poprzednich pokoleń.

Kiedy zapadła decyzja o budowie, pan Krzysztof postanowił, że wznoszenie domu musi przebiegać możliwie najszybciej i najsprawniej, bo to jest jednym z najważniejszych warunków oszczędnego, ekonomicznego przeprowadzenia inwestycji.

Aby jak najbardziej przyspieszyć proces powstawania domu, właściciele zrezygnowali z zamawiania projektu indywidualnego i zdecydowali się na wybór projektu gotowego. Dawało to gwarancję szybkiego załatwienia pozwolenia na budowę i tym samym skracało czas przygotowań do wznoszenia domu.

- Jest tyle projektów, że szybko coś wybierzemy - myślał pan Krzysztof i zabrał się do szukania. Niestety, po przejrzeniu setek projektów wcale nie był bliżej decyzji niż na początku.

- Czego my właściwie szukamy? - zapytał w końcu sam siebie i, jak się okazało, dopiero sformułowanie lapidarnej odpowiedzi na to pytanie stało się kamieniem milowym na drodze do końcowego sukcesu.

Chociaż jako mieszkańcy miejskiego bloku inwestorzy - co przyznaje właściciel - nie mieli pojęcia o domu, udało im się trafnie sformułować priorytety. Po prostu, gdy zaczęli z żoną oglądać kolejną setkę projektów, doszli do wniosku, że dom powinien czymś się różnić od zwykłego mieszkania. I tym "czymś" jest przede wszystkim przestrzeń. Zaczęli więc szukać budynków oferujących im tę przestrzeń, a więc takich z dużym, przestronnym i wysokim salonem.

Ich wybór szybko padł na jeden z projektów architekta Ryszarda Szewczyka. Ze zdziwieniem skonstatowali, że mieli go w rękach już wiele razy. Dopiero jednak wiedząc, czego szukają, dostrzegli jego przestrzenne walory.

Zobacz obszerną galerię zdjęć idealnego domu



O obrotach stref

Niestety, projekt miał się nijak do położenia i kształtu działki, ulicy oraz stron świata. Pan Krzysztof postanowił jednak nie odpuszczać tak łatwo. Zaczął uważnie przyglądać się projektowi, skontaktował się z jego autorem i doszedł do wniosku, że sytuacja wygląda znacznie lepiej, jeśli wykona się lustrzane odbicie projektu.

Potem zapadła jeszcze decyzja o odsunięciu domu w głąb działki, jak najdalej od ulicy, i obróceniu budynku o 90 stopni wobec ulicy dojazdowej (elewacją frontową do boku działki).

- Przygotowanie projektu do realizacji zajęło całe dwa tygodnie - mówi z uśmiechem właściciel.

- Ale się udało!

Zobacz plan parteru



Błędy lepiej popełniać na papierze

Pan Krzysztof doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że samodzielne przeróbki, nawet niewielkie, mogą skutkować dużymi kłopotami. Dlatego starał się nie przeprowadzać żadnych rewolucji w konstrukcji budynku - oprócz koniecznych zmian dostosowujących bryłę do lokalnych warunków. Aby nie popełnić błędu w pracach adaptacyjnych, nie tylko porozumiewał się z autorem projektu, ale też skorzystał z pomocy studia architektonicznego, tego samego, które potem pilnowało przebiegu prac budowlanych i wykończeniowych.

- Ponieważ bardzo chciałem mieć pewność, że nad wszystkim czuwają fachowcy, skontaktowałem się z zaprzyjaźnionym studiem HolArt, z którym wcześniej udanie współpracowaliśmy przy urządzaniu naszego mieszkania. Ze względów ekonomicznych (im szybciej, tym oszczędniej) bardzo zależało mi na tym, by prace szły sprawnie i bez żadnych przestojów. Zdawałem sobie sprawę, że podczas budowy jest tak wiele elementów do zsynchronizowania i tak wiele decyzji do podjęcia, że zawodowo pracujący człowiek nie będzie w stanie tego sprawnie ogarnąć i dobrze gospodarować czasem, zwłaszcza gdy na dodatek nie ma żadnych budowlanych doświadczeń - przyznaje pan Krzysztof. - Szczęśliwie mogliśmy skorzystać z pomocy zaprzyjaźnionej i sprawdzonej pani architekt.

Zobacz plan poddasza



Od murów do firanek

W tym samym czasie, kiedy powstawały mury, architekt wnętrz Anna Chmielewska niczym komputer przetwarzała rozmaite dane spływające do niej od inwestorów.

Pan Krzysztof podchodził do sprawy systemowo. Skupiał się głównie na kwestiach funkcjonalności pomieszczeń i pilnował wydatków. Zależało mu na tym, by jak najlepiej wykorzystać każdy skrawek przestrzeni, tak by była ona nie tylko atrakcyjna wizualnie, ale i przydatna. Właściciel podkreśla, że tworząc dom, warto przede wszystkim postarać się o doskonałe relacje pomiędzy pomieszczeniami oraz o wykorzystanie wszystkich przestrzennych atutów domu, zamiast skupiać się na konkretnych rozwiązaniach estetycznych, które powinny być konsekwencją rozwiązań funkcjonalnych. Urządzając dom, warto też zapomnieć o własnych uprzedzeniach i z pomocą architekta próbować spojrzeć na nowo na różne elementy wyposażenia i wykończenia. Jak wskazuje doświadczenie gospodarza, to, co początkowo wydaje się mało atrakcyjne, może się świetnie sprawdzić w konkretnych wnętrzach.

Dom był gotowy do zamieszkania po czternastu miesiącach od rozpoczęcia prac. Jedynymi nie do końca dopracowanymi i wyposażonymi pomieszczeniami były gabinet-biblioteka i sypialnia. Ta druga niedawno doczekała się ostatecznego wykończenia. Gabinet jeszcze czeka na eleganckie meble.

Pan Krzysztof jest bardzo zadowolony z projektu. Podkreśla, że ponieważ całość była dobrze zaprojektowana i przemyślana, w efekcie nie dość, że wszyscy dobrze się tu czują, to dom "pracuje" na siebie, grając w filmach reklamowych.

Spacerując po okolicy, pan Krzysztof zauważył, że kilku z przyszłych sąsiadów realizuje podobne projekty. Jest bardzo ciekawy rezultatów. Z sympatią śledzi nawet blog osób, które zmagają się z tym, co on ma już za sobą.

Co to za dom

Dom jednorodzinny

Autor projektu: arch. Ryszard Szewczyk

Projekt wnętrz: arch. Anna Chmielewska

Powierzchnia użytkowa: 245 m2, plus garaż 43 m2

Mieszkańcy: trzy osoby oraz pies i kot

Zobacz inne domy:

Dom w stylu wiejskim



Dyskretny urok starego domu



Dom z huśtawkami



Dom drewniany - nowoczesny i zgodny z tradycją



Skomentuj:

Dom w pastelowych barwach