Dom bezpieczny: jak uniknąć pożaru

Wojciech Stasiak, rozmowa z Tadeuszem Ciskiem, rzeczoznawcą ds. zabezpieczeń przeciwpożarowych, prezesem i współwłaścicielem firmy Protect Tadeusz Cisek i Wspólnicy Sp. J.

Żebyśmy się nie wiadomo, jak starali, bezpieczeństwo domu zależy również od zdarzeń losowych. Możemy jednak minimalizować ryzyko ich wystąpienia i starać się ograniczyć ich potencjalny przebieg. Czasami właśnie taka zapobiegliwość wpływa na to, że zły los nas nie doświadcza - pożarem, włamaniem czy zalaniem wodą. Zacznijmy od ognia...

pożar
Pożary najczęściej zdarzają się w domach jednorodzinnych - warto się przed nimi zabezpieczyć tak, jak to tylko możliwe
Fot. Shutterstock.com/Nils Petersen
Wojciech Stasiak: Dom powstaje długo, a płonie błyskawicznie. Wydawać by się więc mogło, że obowiązuje w stosunku do niego cały pakiet przepisów przeciwpożarowych.

Tadeusz Cisek, rzeczoznawca ds. zabezpieczeń przeciwpożarowych: Niestety, jeśli chodzi o ochronę przeciwpożarową domów jednorodzinnych, przepisy nie stawiają dużych wymagań. W stosunku do samego budynku - prawie żadnych. Obiekt jednorodzinny do trzech kondygnacji może być więc wykonany ze wszystkiego, nawet z materiałów łatwozapalnych. We wnętrzach minimalna szerokość schodów musi wynosić 0,8 m, co jest istotne w przypadku ewakuacji z budynku. Jeśli chcemy mieć kotłownię o mocy powyżej 30 kW, musi ona znajdować się w wydzielonym pomieszczeniu, ze ścianami o odporności ogniowej EI 60 (o konstrukcji wytrzymującej 60-minutowy pożar) i drzwiami w klasie EI 30 (30 minut) [choć kotłownie o takiej mocy w domach jednorodzinnych montowane są jednak rzadko - red.]. Gdy mamy kominek, rura prowadząca z niego do komina musi mieć klasę odporności ogniowej EI 60, a w przypadku palenisk otwartych odległość od materiałów palnych powinna wynosić co najmniej 0,5 m.

Innych wymogów stricte przeciwpożarowych nie ma. Mamy natomiast uwarunkowania odnośnie usytuowania budynków, związane również z bezpieczeństwem ogniowym. Ściany z oknami sytuuje się zasadniczo w odległości 4 m od granicy działki, a gdy nie mają okien - 3 m. Jeśli dom stoi bliżej, lub nawet w granicy działki co dopuszczają niekiedy przepisy, musi w stronę sąsiedniej zabudowy "kończyć się" ścianą przeciwpożarową. Ma ona klasę odporności ogniowej REI 60. Jeśli przy działce znajduje się las, dom powinien być oddalony od jego granicy o 12 m. Stojące na sąsiednich posesjach budynki z drewna (mające ściany i/lub dachy rozprzestrzeniające ogień) powinny być oddalone od siebie minimum 16 m, bez względu na to, czy widzące się ściany mają okna, czy nie. Nie wymaga się za to stworzenia drogi pożarowej do domu jednorodzinnego, a hydranty zewnętrzne zapewniające wodę do gaszenia pożaru są konieczne tylko dla jednostek osadniczych, czyli takich, w których mieszka minimum sto osób.

Brak szczegółowych wymagań to paradoks, bo przecież najwięcej pożarów powstaje właśnie w domach jednorodzinnych, a w dodatku właśnie tu ginie najwięcej osób. Mnie jako strażaka to dziwi.

Źródła pożarów: ogrzewanie, instalacje i natura

W.S.: Co w domu stwarza największe zagrożenie pożarowe?

T.C.: Przede wszystkim urządzenia grzewcze, czyli kotły opalane gazem, peletem, paliwem stałym, olejem. Wymagają właściwej konserwacji. Do tego różne urządzenia elektryczne służące dogrzewaniu się, często uruchamiane w zimnych porach roku. Duże zagrożenie stwarzają niewłaściwie eksploatowane instalacje gazowe, te zasilane gazem ziemnym i ciekłym z butli. Oprócz pożaru może tu dojść (i niestety dochodzi) do wybuchu gazu, co prawie zawsze jest tragiczne w skutkach. Następnie garaże, czyli zamknięte pomieszczenia, w których trzymamy m.in. samochód, i gdzie łatwo o zaprószenie ognia. Trzecie źródło, chyba największe, to kominki, zwłaszcza opalane drewnem.

Szalenie ważna jest kwestia właściwego zabezpieczenia przeciwpożarowego przejść przez stropy - często drewniane, zadbania tam o odpowiednią izolację. Podłogę przy kominku warto zrobić z kamienia, zwłaszcza przy otwartym palenisku. Tymczasem inwestorzy często kładą tam jakąś zwykłą, łatwopalną wykładzinę. Wiele pożarów powstaje z powodu źle wykonanej obudowz kominka. Gdy zaś kominek służy nam do ogrzewania domu, polecam rozprowadzenie ciepłego powietrza, nie zaś układ grawitacyjny - zwłaszcza w budynku o układzie poziomym, czyli w domu parterowym. Inne domowe źródła są mniej niebezpieczne. Oczywiście, jeśli ktoś ma źle wykonaną instalację elektryczną, to i przy oświetleniu ledowym mogą wystąpić zwarcie i pożar, ale przeważnie zabezpieczają przed tym wyłączniki różnicowoprądowe, przeciążeniowe - wszystko się samo wyłącza i nie ma problemu.

Bardzo ważne jest też wyrównywanie potencjałów w instalacjach z dużą liczbą urządzeń elektrycznych, których mamy przecież w domach coraz więcej. Chodzi o tzw. ekwipotencjalizację, czyli uziemienie tych urządzeń. Ma to jednak mniej wspólnego z pożarem, a bardziej z dbałością o nieuszkodzenie urządzeń w momentach przepięć, przerw w zasilaniu, burzy itd.

W.S.: No właśnie - burza. Od pioruna domy też się palą.

T.C.Rzeczywiście, ale nie ma obowiązku stosowania zabezpieczeń odgromowych w domach jednorodzinnych. Dostępne są dwa rozwiązania, i dobrze byłoby jedno z nich wybrać. W Polsce najczęściej spotykany jest drut biegnący po kalenicy i wszystkich częściach dachu (tzw. zwody poziome), łączący się z uziemieniem sprowadzającym ewentualny ładunek do ziemi - poprzez uziom otokowy albo wbijane w ziemię elementy uziemiające (sondy). Jest to tzw. system z siatką Faradaya. Istnieje też aktywna instalacja odgromowa, której centralnym punktem jest sztyca stojąca na dachu albo obok budynku (tzw. ostrze Franklina), chroniąca wszystko wokół swojej osi w odległości nawet do 60 m, w zależności od jej wysokości. Trwa spór, na ile rzeczywiście to rozwiązanie jest skuteczne. W moim domu działa. Oczywiście, jeśli ktoś ma dach ze strzechy czy z gontu drewnianego, zdecydowanie polecałbym jakąkolwiek jego ochronę, czy tradycyjną, czy aktywną, bo nawet po zabezpieczeniu pokrycia środkami ogniochronnymi, dalej będziemy mieli nad głową materiał palny, który po uderzeniu pioruna stanie w ogniu. Zwykle w domu jest drewniana więźba dachowa. Warto ją pokryć impregnatem chroniącym przed grzybami, pleśnią, glonami, owadami i ogniem [chyba że zastosowano drewno strugane z czterech stron i suszone przemysłowo - red.]. Wiadomo, że nie sprawimy przez to, by więźba stała się nieczuła na ogień, ale utrudnimy jej zapalenie i będzie ono wolniej przebiegało, co zwłaszcza w pierwszej fazie pożaru jest bardzo ważne.

Jak zabezpieczyć dom przed pożarem

W.S.: Skoro przepisy nas niezbyt motywują, to jak na własną rękę zwiększyć bezpieczeństwo ogniowe całego domu?

T.C.: Polecam dwa rozwiązania. Przede wszystkim czujki dymu. Warto je zamontować w pobliżu kuchni, sypialni, w holu przed sypialnią, na poddaszu. Każda kosztuje zaledwie kilkadziesiąt złotych, więc wydatek niewielki. Wykryją nawet najmniejsze zadymienie, obudzą właściciela i wyślą sygnał do otoczenia budynku, że coś złego się dzieje. Działają na bateriach 9V, które wytrzymują ok. dwóch lat, więc trzeba pamiętać o konieczności ich wymiany. Czujki możemy stosować osobno albo w ramach całościowego systemu alarmowego. Firma chroniąca budynek dostaje wówczas sygnał o pojawieniu się pożaru. Czasami, co prawda, fałszywy - czujki potrafią nawet wyczuć dym z sąsiednich posesji wciągany przez okna albo kominek! Wspomnijmy przy okazji o nieco droższych czujkach tlenku węgla oraz gazowych, które w zdecydowany sposób poprawiają bezpieczeństwo pożarowe. Występują zarówno modele z zasilaniem bateryjnym, jak i sieciowym 220 V.

Po drugie - ogień trzeba mieć czym gasić. Nie wszystko da się gasić wodą, więc w każdym domu powinna być gaśnica. Proszkowa pozwala gasić generalnie wszystko, a kosztuje już od ok. 50 zł. Gaśnicę trzymamy w miejscu dostępnym i widocznym - nie wstydźmy się, że ją mamy! Gdyby w domach były stosowane tylko te dwa elementy - czujki i gaśnice - statystyka pożarów zdecydowanie by spadła!

Z ogólnych zaleceń wspomnę jeszcze o unikaniu we wnętrzach elementów ze styropianu. Łatwo się palą, a gdy mamy je na suficie - kapią. Na szczęście mniej modne są już boazerie, bo były powodem wielu nieszczęść. Polecałbym też mieć w domu latarkę ze sprawną baterią. Przyda się zwłaszcza nocą, gdy pojawia się dym i jest słaba widoczność. Istnieją też rozwiązania zapewniające emisję światła w sytuacjach awaryjnych - ledowe lampki zmierzchowe czy oprawy awaryjne, zapalane samoczynnie przy braku zasilania i świecące przez godzinę; montuje się je np. na schodach, co przydaje się zwłaszcza w domach kilkukondygnacyjnych.

Jak się zachować w trakcie pożaru

W.S.: A gdy już się pali - dzwonimy do straży pożarnej i próbujemy gasić czy uciekać?

T.C.: Jeżeli główna droga ewakuacji została odcięta przez pożar i w dodatku pojawia się dużo dymu, wówczas szukamy jakiejkolwiek ucieczki, bo na walkę z ogniem nie ma wtedy i czasu, i większych szans. Podobnie, gdy wprawdzie nie widzimy ognia, ale dym zaczyna schodzić nisko, poniżej metra od podłogi. Trujący dym może szybko spowodować utratę przytomności. Pamiętajmy przy tym, że w razie pożaru czyste powietrze znajduje się właśnie przy podłodze, więc poruszajmy się w pozycji pochylonej. Gdy widzimy, że dym wydobywa się zza drzwi, najpierw zbadajmy, czy są one gorące. Jeśli tak, oznacza to, że po drugiej stronie coś się mocno pali i szybkie otwarcie drzwi spowoduje nagły dopływ powietrza, rozgorzenie ognia i praktycznie wybuch płomienia, z czym już nie będziemy w stanie nic zrobić. Drzwi uchylamy więc ostrożnie. Oczywiście, zawsze próbujemy jeszcze ratować ludzi. Jeśli zaś drogę ewakuacji mamy widoczną i bez dymu, możemy próbować pożar gasić, zwłaszcza gdy mamy czym (gaśnica, wąż do podlewania ogródka). Ale wszystko zaczyna się od wczesnego wykrycia zagrożenia. Wtedy nie ma problemu ani z ucieczką, ani z gaszeniem. Jeżeli obudzi nas dym, to czasem na reakcję może być już za późno. O ile w ogóle wcześniej nie stracimy przytomności na skutek toksycznego oddziaływania tlenku węgla i innych produktów spalania...

Skomentuj:

Dom bezpieczny: jak uniknąć pożaru