Żoliborskie mieszkanie słynnego scenografa

Tekst: Ewa Maciąg, zdjęcia: Kuba Pajewski, stylizacja: Basia Dereń-Marzec

Boris Kudlieka. Nasz najlepszy scenograf - mówią i Polacy, i Słowacy. Mieszka w Warszawie z żoną i dwiema córeczkami na starym Żoliborzu. Tu też ma kameralną pracownię, to w niej pracuje nad nowymi projektami dla teatru i opery.

20616179 https bi
fot. Kuba Pajewski

KIM ON JEST?

Scenograf. Absolwent Katedry Projektowania Scenografii i Kostiumu Akademii Sztuk Pięknych w Bratysławie (1996) i Akademii Sztuk Pięknych w Groningen. Od 1995 roku związany z Teatrem Wielkim - Operą Narodową. Tworzy scenografie do spektakli operowych. Współpracuje z czołowymi europejskimi reżyserami. Od 1999 roku wspólnie z Mariuszem Trelińskim zrealizował kilkanaście spektakli operowych, m.in.: Madame Butterfly, Króla Rogera, Otella, Don Giovanniego, Jolantę/ Zamek Sinobrodego, Traviatę, Turandot - głównie dla Teatru Wielkiego - Opery Narodowej w Warszawie, a także dla scen operowych w Nowym Jorku, Londynie, Berlinie, Tokio, Waszyngtonie, Los Angeles, Tel Awiwie. Wspólnie z Andrzejem Kreütz-Majewskim stworzyli polski pawilon na Expo 2000 w Hanowerze oraz wnętrze polskiego pawilonu na Expo 2010 w Szanghaju.

Z Marcinem Mostafą i Natalią Paszkowską prowadzi pracownię architektoniczną WWAA, pracuje nad wnętrzami Hotelu Europejskiego i wnętrzami prywatnej rezydencji w Katarze.

Droga do scenografii

Kiedyś chciał być malarzem albo rzeźbiarzem. Potem myślał o architekturze. Fascynowała go, jako dziecko spędzał godziny przy deskach kreślarskich, bo mama pracowała w biurze architektonicznym. Ojciec jest znakomitym malarzem. Jemu Boris zawdzięcza sposób myślenia o dziele sztuki, umiejętność syntezy. Scenografię wybrał zamiast architektury. - To praca z przestrzenią, ale i z tekstem. W teatrze mogę marzyć o formach i szybciej je realizować - podkreślał. Po studiach w Wyższej Szkole Sztuk w Bratysławie był studentem ASP w Groningen w Holandii. W 1995 roku przyjechał do Warszawy na chwilę, został do dziś.

Boris Kudlieka
Boris Kudlieka
fot. Kuba Pajewski

Nikt, kto chodzi do opery nie wyobraża sobie Teatru Wielkiego w Warszawie bez scenografii Kudlicki. W duecie z reżyserem Mariuszem Trelińskim stworzyli kilkanaście mistrzowskich przedstawień. W czerwcu premierę miała opera "Tristan i Izolda". I znów sukces, pełna sala, mnóstwo emocji w kuluarowych rozmowach. Jego scenografia jest zawsze zaskakująca, poprzez pomysł na zbudowanie nastroju, ale też na wykorzystanie nieoczywistych w teatrze tworzyw, narzędzi, światła, kolorów. Krytycy niemal w każdej recenzji zwracają na to uwagę: "Kudlicka z Trelińskim rozbijają klasyczną formę widowiska operowego". O "Madame Butterfly": "To jedno z najwybitniejszych dzieł w historii Teatru Wielkiego. Realizatorzy porzucili konwencjonalną, dalekowschodnią rodzajowość i melodramatyczny ton miłosnej historii Pucciniego. Z jego opery stworzyli uniwersalną opowieść rozgrywającą się w niedookreślonej przestrzeni".

Podobnie było z "Don Giovannim" Mozarta, "Damą Pikową" i "Onieginem" Czajkowskiego, "Traviatą" Verdiego i "Turandot" Pucciniego.

Kudlicka ma bardzo odważne pomysły. W "Latającym Holendrze" Wagnera chciał stworzyć wrażenie czarnej głębiny. I stworzył: artyści przez cały spektakl tkwili w wodzie, która wypływała kaskadą jak z fontanny. Do każdego przedstawienia potrzeba było ok. 70 tys. litrów wody. W pracowniach teatralnych zbudowano basen
o wymiarach 20 na 26 metrów. To się nazywa rozmach!

Kudlicka prywatnie

Byliśmy bardzo ciekawi, czym otacza się we wnętrzach prywatnie. Mieszka na Żoliborzu. Dom z 1936 roku, piękne duże okna, trzy kondygnacje.

- Mieszkamy tu od dziesięciu lat. Przenieśliśmy się z nowoczesnego apartamentowca, w którym nie czuliśmy się dobrze. Nie odnajdywaliśmy się tam, bardziej w sensie społecznym - opowiada Boris. - Gdy urodziła się Milena zaczęliśmy szukać nowego miejsca, które jednocześnie mogłoby pomieścić pracownię. Żona znała tę okolicę, chodziła tu na spacery. Dowiedzieliśmy się, że w tym budynku są mieszkania na sprzedaż. Wtedy wnętrze wyglądało zupełnie inaczej. Zaniedbane, biedne, źle ogrzewane. Sprzedaliśmy apartament oraz moją pracownię na Starym Mieście i postanowiliśmy przeprowadzić generalny remont. To nie było proste, wiązało się z długą procedurą, uzyskaniem zgody konserwatora zabytków na rozbudowę strychu. Trwało półtora roku. Wymieniliśmy dach, podłogi, instalacje. Pozbyliśmy się warstw starej papy, blachy, drewnianych belek. Budynek w czasie wojny był zbombardowany, prawy róg został odbudowany, ale po lewej stronie odsłoniliśmy starą cegłę, sprzed wojny, pomalowaliśmy ją na biało - mówi Boris.

Scenografia Borisa Kudlieka
Scenografia Borisa Kudlieka
Scenografia Borisa Kudlieka

 Biel dominuje w całym wnętrzu. - W teatrze pracuję z różnymi kolorami, strukturami, często w ciemności. Tutaj musiałem zamienić negatyw w pozytyw - śmieje się. - Potrzebuję światła, czystej, otwartej przestrzeni. Pracuję z różnymi mediami: komputer, makiety, rysunki, zdjęcia, to wszystko wymaga odpowiedniego miejsca. Duże okna nie wystarczą. Udało się wpuścić" w dach kwadratowe świetliki, jeden dokładnie na wielkim stołem do pracy. Nie mógłbym myśleć we wnętrzu zagraconym, wystarczy, że zagracam ciągle teatr, buduję struktury, tekstury, które podlegają różnym tematom, czasem są bardziej realistyczne, czasem syntetyczne, więc tu chciałem mieć czystą, syntetyczną przestrzeń. To jak wziąć białą kartkę i zaczynać na nowo. Bliska mi jest też estetyka orientalna, japońska - dodaje.

Miejsce pracy, miejsce odpoczynku

Pracownia jest jednocześnie niezależnym mieszkaniem, jest wygodna sypialnia, kuchnia. Ktoś tu gotuje? - Nie zdarzyło się - śmieje się Boris. Ściana wzdłuż holu skrywa łazienkę, garderobę i pojemne szafy. Uwagę zwracają detale. Pierwsze spojrzenie w głąb wnętrza i uwagę skupia niezwykłe lustro. Przywieźli je z Włoch, ale ma meksykański rodowód. - Jest takim słońcem, promieniującym energią elementem - mówi Boris. Na półkach stoją dzieła sztuki ludowej, polskiej i słowackiej, np. drewniana rzeźba, prace Romana Śledzia, wybitnego artysty ludowego. Obok na półkach książki, albumy, przewodniki. Najważniejsze są te o sztuce współczesnej, grafika, fotografie, biografie. Kasia Koza, Jacek Poręba, Dużo książek o młodej architekturze. - W polskim designie sporo się teraz dzieje, bardzo cenię m.in. Tomka Rygalika, z którym miałem okazję pracować przy wystroju restauracji Belvedere. A jeśli chodzi o dominujące nurty, podoba mi się powrót do minimalistycznej, skandynawskiej estetyki. Mam wrażenie, że stylistycznie Polska jest bardziej z tego północnego kręgu. Pracując nad scenografią zawsze zastanawiam się, co z polskiego designu mogę wykorzystać, przenieść. I jeśli się da, chętnie to robię.

W domowym zaciszu

W części "salonowej" dominuje kolor, nieoczywisty, coś pomiędzy oberżyną
a brązem. Fiński, klasyczny fotel w nowej tapicerce przyjechał ze Słowacji, od rodziców Borisa, kanapę upolowali z żoną na aukcji we Francji. Wygodnie się tu słucha muzyki. - Muzyka jest bardzo ważna. Głównie klasyczna, uczę się jej przy pracy nad spektaklami - mówi. Obok płyt spora kolumna z filmami - "Czarny łabędź", "Sala Samobójców"... Żałuje tylko, że ostatnio spędza tu mniej czasu, chciałby więcej. - Dużo podróżuję, teraz tak wiele się dzieje. Niedawno wywieźliśmy scenografię "Otella" do Covent Garden Theatre w Londynie, premiera za rok. Robimy korekty do "Tristana i Izoldy", niebawem premiera "Elektry" w Pradze.

Najmłodsza córeczka Borisa, przysłuchuje się tacie z wielką uwagą. Pytam, czy dom urządził w tym samym stylu? - Nie, jest inaczej, tam otaczamy się kolorami, przedmiotami i obiektami, które nas określają, definiują. Gromadzimy rzeczy. Dom, to zupełnie inna historia.

Skomentuj:

Żoliborskie mieszkanie słynnego scenografa