Białe mieszkanie na poddaszu w duchu vintage

Tekst: Monika Utnik-Strugała, stylizacja: Agnieszka Wrodarczyk/Happy Place

- Lubię poddasza, bo można je niebanalnie urządzić. Belki i słupy od razu uruchamiają moją wyobraźnię - mówi Ula, która nie wyobraża sobie mieszkania gdzie indziej niż pod skosami.

Wszystko działo się bardzo szybko, ale Ula dokładnie wiedziała, czego chce. Już po pierwszym spotkaniu z Mirkiem czuła, że to osoba na całe życie. I tak samo po przekroczeniu progu mieszkania na warszawskich Szczęśliwicach była przekonana, że zacumują w nim na dłużej. – Mamy widok na zielone podwórko, pod dachem mieszkają jaskółki, które przepięknie śpiewają, i żyjemy tu trochę jak w chmurach – śmieje się Ula, wyciągając z piekarnika ciasto, które roztacza wkoło zapach szczęśliwego domowego zacisza.

Mieszkanie jest niewielkie, w najniższym miejscu ma zaledwie 2,3 metra wysokości, ale przez to wydaje się jeszcze przytulniejsze.

Kiedyś była tu artystyczna pracownia, cała usiana słupami. Część znich usunęliśmy. Tam, gdzie kiedyś znajdowała się kuchnia, urządziliśmy sypialnię. Pod oknami dachowymi zrobiłam schowki na ubrania, zabawki mojej 4-letniej córki imoje szpargały

 – opowiada właścicielka. I nawet znalazło się miejsce na pracownię. Bo Ula, z zawodu architekt wnętrz, jest specjalistką od scrapbookingu, DIY i renowacji mebli. Od ośmiu lat prowadzi blog, na którym radzi, jak w porzuconych starych meblach dostrzec duszę i przywrócić je do życia. Jej stali czytelnicy dobrze wiedzą, że kocha starocia, i czasem wynajdują dla niej prawdziwe perełki. Nieraz zdarzyło jej się uratować unikatowe antyki od porzucenia na śmietniku lub dosłownie wyrwać z rąk licytatorów. Dzięki temu jej mieszkanie jest podwójnie wyjątkowe: raz, bo poddasze, dwa, bo pełne oryginałów?

ZOBACZ ZDJĘCIA >>

Skomentuj:

Białe mieszkanie na poddaszu w duchu vintage