Białe mieszkanie na poddaszu w duchu vintage

- Lubię poddasza, bo można je niebanalnie urządzić. Belki i słupy od razu uruchamiają moją wyobraźnię - mówi Ula, która nie wyobraża sobie mieszkania gdzie indziej niż pod skosami.

Wszystko działo się bardzo szybko, ale Ula dokładnie wiedziała, czego chce. Już po pierwszym spotkaniu z Mirkiem czuła, że to osoba na całe życie. I tak samo po przekroczeniu progu mieszkania na warszawskich Szczęśliwicach była przekonana, że zacumują w nim na dłużej. – Mamy widok na zielone podwórko, pod dachem mieszkają jaskółki, które przepięknie śpiewają, i żyjemy tu trochę jak w chmurach – śmieje się Ula, wyciągając z piekarnika ciasto, które roztacza wkoło zapach szczęśliwego domowego zacisza.

Mieszkanie jest niewielkie, w najniższym miejscu ma zaledwie 2,3 metra wysokości, ale przez to wydaje się jeszcze przytulniejsze.

Kiedyś była tu artystyczna pracownia, cała usiana słupami. Część z nich usunęliśmy. Tam, gdzie kiedyś znajdowała się kuchnia, urządziliśmy sypialnię. Pod oknami dachowymi zrobiłam schowki na ubrania, zabawki mojej 4-letniej córki i moje szpargały

 – opowiada właścicielka. I nawet znalazło się miejsce na pracownię. Bo Ula, z zawodu architekt wnętrz, jest specjalistką od scrapbookingu, DIY i renowacji mebli. Od ośmiu lat prowadzi blog, na którym radzi, jak w porzuconych starych meblach dostrzec duszę i przywrócić je do życia. Jej stali czytelnicy dobrze wiedzą, że kocha starocia, i czasem wynajdują dla niej prawdziwe perełki. Nieraz zdarzyło jej się uratować unikatowe antyki od porzucenia na śmietniku lub dosłownie wyrwać z rąk licytatorów. Dzięki temu jej mieszkanie jest podwójnie wyjątkowe: raz, bo poddasze, dwa, bo pełne oryginałów?

ZOBACZ ZDJĘCIA >>

Więcej o: