Tekst i stylizacja: Joanna Woyda Zdjęcia: Łukasz Kozyra
W tym salonie grzejnik wygląda jak obraz. Goście orientują się, że jednak nim nie jest po emitowanym cieple. - Fot. Łukasz Kozyra
Każdy, kto przeprowadzał w domu duży remont, wie, z jaką ulgą można odetchnąć, gdy prace wreszcie się skończą. Właściciele tego mieszkania już w pełni cieszą się ich rezultatem.
1 z 8W tym salonie grzejnik wygląda jak obraz. Goście orientują się, że jednak nim nie jest po emitowanym cieple. - Fot. Łukasz Kozyra
2 z 8Wzrok przyciąga oryginalna faktura kuchennej ściany. Pokryto ją warstwą kleju do płytek i wyżłobiono wzory specjalną packą służącą do nakładania zaprawy. Potem ściana została zaimpregnowana preparatem stosowanym do zabezpieczania tynków strukturalnych. - Fot. Łukasz Kozyra
3 z 8Z barwą kuchennej ściany harmonizuje odcień gresowych płytek na podłodze. Wyspa, przy której stoją dwa wysokie stołki barowe, pełni także funkcję kącika jadalnego. - Fot. Łukasz Kozyra
4 z 8Wystrój toalety to pomysł architekta. Wnętrze miał zdobić czarno-biały motyw graficzny - zebra pasowała więc idealnie. Niezamierzonym efektem jest halogenowe światło nadające jej żółtawy odcień. - Fot. Lukasz Kozyra
5 z 8Obite skórą łóżko wykonała na zamówienie firma tapicerska. Ścianę nad wezgłowiem wyklejono wzorzystą tapetą, do której dopasowano abażur starej lampy. - Fot. Łukasz Kozyra
6 z 8Sypialnię od łazienki oddzielają przesuwane drzwi z przezroczystego szkła. Te dwa pomieszczenia to ściśle prywatna część mieszkania. - Fot. Łukasz Kozyra
7 z 8Fragmenty ścian i podłogi w łazience zostały wyłożone ciemnym gresem. Przez środek pomieszczenia biegnie pas parkietu z bielonego dębu. - Fot. Łukasz Kozyra
8 z 8Jedna z łazienkowych ścian została wykończona w taki sam sposób jak kuchenna. Za lustrem, odsuniętym od ściany o kilka centymetrów, zainstalowano halogeny, których światło tworzy świetlistą "aureolę". - Fot. Łukasz Kozyra
Monika pracuje w firmie deweloperskiej zajmującej się rewitalizacją budynków, Krzysztof - w agencji reklamowej. Ich wymarzone mieszkanie miało się mieścić blisko centrum Warszawy, w starym budownictwie, w sąsiedztwie parków i obiektów sportowych (Krzysztof jest zapalonym sportowcem - jeździ na rowerze, uprawia koszykówkę, kitesurfing, snowboarding i squasha). Upragnione lokum znaleźli na Mokotowie, w budynku z lat trzydziestych XX wieku. Urzekła ich jego przestrzeń, trzymetrowa wysokość i okna wychodzące na cztery strony świata. Zdecydowali się błyskawicznie - już po czterdziestu minutach od pierwszej wizyty wpłacili zadatek.
Pomocą przy aranżowaniu wnętrz służył im architekt Tomasz Golińczak z pracowni architektonicznej PRO22. Gospodarzom zależało przede wszystkim na oddzieleniu części gościnnej od prywatnej i otwarciu kuchni na pokój dzienny. Bardzo lubią bowiem przyjmować gości i zdążyli się już przekonać, że zwykle gromadzą się oni w kuchni. Obawiali się więc, że oddzielony od niej pokój będzie po prostu nie do końca wykorzystany. Marzyli również o przestronnej łazience z oknem, w której zmieściłaby się zarówno wanna, jak i kabina prysznicowa. Burzenie ścian okazało się więc niezbędne. Pierwotnie mieszkanie składało się z trzech pokoi (dwóch dużych i jednego małego), zamkniętej mikroskopijnej kuchni oraz łazienki i toalety. Po usunięciu kilku ścianek działowych wnętrze nabrało oddechu.
Wybieranie materiałów wykończeniowych zaczęli od parkietu. Zdecydowali się na lakierowany brązowy palisander, który nadał charakter całemu wnętrzu. Ściany, dla kontrastu, pomalowali na biało.
Przebudowę właściciele wspominają jako żmudną i... bardzo emocjonującą. Jak to zwykle bywa podczas tego rodzaju prac, nie ominęły ich niespodzianki - na przykład nowoczesny grzejnik do przedpokoju, na który czekali dwa miesiące, okazał się nieco za wysoki, gdyż w międzyczasie zdecydowali się zamontować w tym pomieszczeniu podwieszany sufit. Nic więc dziwnego, że z wielką radością powitali koniec modernizacji i związanych z nią emocji.
Skomentuj:
Mieszkanie po remoncie