Ścianę salonu zdobi gobelin - praca dyplomowa uczennicy lubelskiego Liceum Plastycznego, kupiona na aukcji na rzecz powodzian. Kinkiety z... puszek po negatywach filmowych wykonał kolega Agnieszki. Przy schodach stoi piecyk koza, gospodyni uważa bowiem, że żywy ogień to w domu konieczność. - Fot. Rafał Lipski
Gdyby nie artystyczna dusza gospodyni i jej przyjaciół, to wnętrze niczym nie różniłoby się od wielu innych w sąsiedztwie. Tu jednak na ścianach kwitną róże i osty, a zrobiona z surowego betonu podłoga wygląda jak wypieszczona posadzka.
1 z 9Ścianę salonu zdobi gobelin - praca dyplomowa uczennicy lubelskiego Liceum Plastycznego, kupiona na aukcji na rzecz powodzian. Kinkiety z... puszek po negatywach filmowych wykonał kolega Agnieszki. Przy schodach stoi piecyk koza, gospodyni uważa bowiem, że żywy ogień to w domu konieczność. - Fot. Rafał Lipski
2 z 9Schody z litego drewna bukowego prowadzą na poddasze, gdzie znajduje się bardziej prywatna część domu. Efektowna balustrada z kutego metalu została wykonana według projektu Joli Dłuskiej. - Fot. Rafał Lipski
3 z 9W części salonu urządzono aneks jadalny. Krzesła i stół pochodzą z targu staroci. Do nich udało się idealnie dobrać bufet. - Fot. Rafał Lipski
4 z 9W jadalni uwagę przyciąga dekoracja ściany. Rysunek węglem, odpowiednio zabezpieczony przed osypywaniem się, wykonali dwaj rosyjscy artyści kopiści. - Fot. Rafał Lipski
5 z 9Hol na parterze. Obraz namalowała - z okazji parapetówki - koleżanka Agnieszki Małgorzata Pioś. Fotel znaleziony na śmietniku został własnoręcznie odrestaurowany przez gospodynię. - Fot. Rafał Lipski
6 z 9Aranżacja kuchni to dzieło Joli Dłuskiej. Szafki są murowane, drzwiczki i blat zrobiono z bejcowanej sosny. Ścianę zdobią pasy terakotowej mozaiki. - Fot. Rafał Lipski
7 z 9W roli kotary w przedpokoju - szydełkowa serweta. Toaletka pochodzi z targu staroci. - Fot. Rafał Lipski
8 z 9Łazienkę zaprojektowała Jola Dłuska. Podłogę, fragmenty ścian i murowaną szafkę pod umywalkę wyłożono płytkami terakoty. Betonową ścianę nad umywalką zdobi gzyms i lustro kupione na targu staroci. Róża (namalowana farbą olejną przez Jędrka Chodkiewicza) to kopia fotografii. - Fot. Rafał Lipski
9 z 9W sypialni za łóżkiem zbudowano z płyt gipsowo-kartonowych półkę, która zastępuje szafkę nocną i regał na podręczne książki. Na podłodze - miękka wykładzina dywanowa. Przy łóżku m.in. zdjęcie gospodyni na łące w Mongolii. - Fot. Rafał Lipski
Agnieszka jest producentką filmów reklamowych i namiętną wielbicielką podróży, zwłaszcza po zakątkach dalekiej Azji. Zanim zdecydowała się na kupienie segmentu w zamkniętym osiedlu na warszawskiej Białołęce, wynajmowała wiele mieszkań, m.in. na Mokotowie i Bródnie. Wreszcie, jak przyznaje, trochę pod presją rodziców zdecydowała się kupić coś na własność.
Właściwie szukała jakiegoś mieszkania, ale kiedy przez przypadek odkryła nowo budowane osiedle segmentowych domków z uroczymi ogródkami, w dodatku w przystępnej dla niej cenie, błyskawicznie zmieniła plany. Bardzo przypadła jej do gustu okolica - stosunkowo blisko stąd do centrum, a w sąsiedztwie znajdują się łąki, lasy i mnóstwo ścieżek rowerowych.
Segment kupiła w stanie surowym i szczerze mówiąc, nie była tą sytuacją zachwycona. Na szczęście w identycznym położeniu była jej przyszła sąsiadka, z którą szybko zawarły babski pakt i ustaliły wspólny front działań, czyli podzieliły się obowiązkami. Agnieszka zajęła się wyszukiwaniem odpowiednich ekip remontowych, Aneta - negocjowaniem cen. W tym miejscu warto zmodyfikować stare powiedzenie: otóż gdzie diabeł nie może, tam... dwie baby pośle. Na parterze segmentu nowa gospodyni urządziła ogólnodostępną strefę dzienną: salon z otwartą kuchnią i jadalnią. Jest tu też niewielki pokoik (idealny, gdy któryś z gości zdecyduje się przenocować), przedpokój, toaleta, pralnia oraz garaż. Schody prowadzą na poddasze, gdzie mieszczą się dwie sypialnie z łazienką oraz kącik telewizyjny.
Żadnej sztampy, żadnych reguł - to podstawowa zasada, jakiej trzymała się właścicielka, aranżując wnętrza. W domu miało być estetycznie i eklektycznie. Zrealizowaniu tej wizji sprzyjały oryginalne pomysły Agnieszki i jej przyjaciół, przede wszystkim projektantów Joli Dłuskiej i Jędrka Chodkiewicza. Przykład? Zupełnie nietypowa, ale bardzo efektowna podłoga na parterze. Tak naprawdę to jej właściwie nie ma. Pierwotnie betonowa szlichta miała zostać wyłożona deskami, ale zamiast zainwestować w drewno, Agnieszka wybrała się w kolejną daleką podróż do Azji. I wcale nie żałuje! Spontaniczna decyzja zaowocowała ciekawym rozwiązaniem, a zaimpregnowany surowy beton idealnie wpasował się w klimat domu.
Meble i sprzęty zgromadzone przez Agnieszkę tworzą bardzo udaną mieszankę rozmaitych stylów. Większość przedmiotów gospodyni wyszukała w warszawskich salonach meblowych i na targach staroci, niektóre dostała w prezencie od znajomych. Nie brakuje również drobiazgów przywiezionych z rozmaitych podróży. Właścicielce zależało jednak, by nie zamienić domu w galerię pokrytych kurzem pamiątek. Piękne wspomnienia ze swoich wędrówek woli kolekcjonować w pamięci i na zdjęciach. Tylko czasami robi wyjątek. Tak było na przykład z oryginalnym dywanem, który kupiła podczas wyprawy do Indii. Barwna spódnica przywieziona z Laosu pełni funkcję efektownego bieżnika na stół w jadalni. Bo zabawa formą i unikanie dosłowności to jest to, co Agnieszka lubi najbardziej.
Skomentuj:
Kwiaty w nowoczesnym wnętrzu