Retro i vintage w praktyce - mieszkanie w Warszawie
Każdy projekt zaczyna się od potrzeb i marzeń mieszkańców. W tym przypadku oprócz stworzenia przestrzeni, która porządkuje codzienność, ważne było znalezienie miejsca na ulubione i osobiste akcenty domowników. Spójne, pełne charakteru wnętrze warszawskiego mieszkania łączy współczesność z duchem vintage.
Bohaterowie tej historii – Ola i Krystian – zaczynali nowy rok z postanowieniem znalezienia większego mieszkania w Warszawie. Choć przygotowali się na wielomiesięczne, wyczerpujące poszukiwania, już po kilku dniach przypadkiem trafili na ogłoszenie o lokalu położonym… przy ich własnej ulicy, na osiedlu Gocław. Początkowo sceptyczni ze względu na niekonwencjonalny układ wnętrz, weszli do środka lokalu w szary, styczniowy poranek – i po chwili wiedzieli, że znaleźli swoje miejsce. Ustawna kuchnia i zaskakująca ilość światła, nawet jak na bury, zimowy dzień, przesądziły o zakupie, choć w głowie Oli szybko pojawiły się pierwsze dylematy – jak zmieścić wszystko w niewielkiej łazience i gdzie stanie choinka?
Aby wydobyć potencjał mieszkania, Ola i Krystian zaprosili do współpracy Olgę Fiedorowicz-Karpińską – architektkę wnętrz, która znała ich sposób myślenia i gusta, towarzysząc im już przy urządzaniu ich pierwszych czterech kątów. Lista priorytetów była jasno określona: oddzielna kuchnia jako serce domu oraz przemyślane miejsca do przechowywania w każdym pomieszczeniu. Właściciele mieli też sprecyzowaną wizję kolorystyczną – chcieli zgaszoną szałwiową zieleń w kuchni i łazience oraz różowe, podłużne płytki w małej toalecie. A ponieważ uwielbiają pchle targi i rodzinne strychy, zależało im, by ich współczesne wnętrze miało wyraźny vintage’owy rys. W projekcie musiały więc znaleźć się fornirowane meble, ukochany dębowy stół czy dywan stylizowany na tradycyjny perski kobierzec.
– To projekt, w którym bardzo świadomie łączymy elementy z różnych epok, ale w sposób kontrolowany, tak by całość była spokojna i naturalna, a nie przeładowana – opowiada architektka. – Właściciele lubią kolekcjonować przedmioty, więc zależało nam na wnętrzu, które „przyjmie” nowe rzeczy, ale nadal pozostanie uporządkowane. W salonie zestawiamy retro oprawy oświetleniowe natynkowe, witrynę-nadstawkę z lat 50. z nowoczesnymi meblami i prostszą bazą. Zadbaliśmy, aby materiały „grały” ze sobą: orzech, kolor szarozielony, chłodny beż, granat, a na życzenie właścicielki także róż, który spina całość akcentami zgaszonej czerwieni i bordo. Odważnym, ale udanym zabiegiem było łączenie złota ze stalą szczotkowaną w odcieniu srebra – przewijającym się w armaturze i detalach.
Prace nad projektem rozpoczęto od uporządkowania i dopasowania układu funkcjonalnego wnętrza do potrzeb i trybu życia jego mieszkańców. Powstało kilka propozycji, w których dwa gabinety do pracy oraz samodzielna kuchnia od początku stanowiły nienaruszalny fundament projektu. Zgodnie z życzeniem właścicieli to wokół nich architektka budowała kolejne warianty układu pomieszczeń.
Kuchnia Oli i Krystiana to centrum domowego życia – miejsce gotowania, przygotowywania przetworów i wspólnych śniadań, a także spotkań z przyjaciółmi. Aby zapachy i hałasy nie przenikały do części mieszkalnej, kuchnia musiała pozostać osobnym pomieszczeniem i oferować jak największą funkcjonalność. Tak powstało długie, dobrze zorganizowane wnętrze z oddzielnym stołem oraz dwiema wysokimi zabudowami mieszczącymi lodówkę side by side, spiżarkę, piekarnik i inne sprzęty. Pojawiła się też półka na kuchenne zdobycze vintage i kolekcję książek kulinarnych, które dodają przestrzeni osobistego charakteru.
Zabudowę kuchenną zaprojektowano z myślą o trwałości i wygodzie. Meble wykonano z płyt laminowanych, a blaty ze spieku kwarcowego. Dolne szafki wykończono laminatem o wyrazistym rysunku drewna, natomiast górne fronty – w matowej szałwiowej zieleni. Całość uzupełnia pas szkliwionych beżowych płytek cegiełek ułożonych nad blatem, którego wzór naśladuje szary kamień.
Równolegle trwały poszukiwania najlepszego układu strefy prywatnej. Rozważano m.in. przeniesienie salonu w miejsce obecnej sypialni, by wyraźniej oddzielić przestrzeń wypoczynku od części towarzyskiej. Ostatecznie właściciele zdecydowali się na sypialnię z garderobą tuż przy wejściu, a salon ulokowany w głębi mieszkania stał się miejscem spotkań – idealnym na wieczorne rozmowy, planszówki i przyjmowanie gości.
W salonie można wygodnie rozsiąść się na burgundowej sofie lub usiąść przy okrągłym, drewnianym stole na jednym z dwóch niebieskich krzeseł o zupełnie odmiennym charakterze. Jedno, tapicerowane ciemnoniebieską tkaniną bouclé z różowymi lamówkami, kontrastuje z drugim – modelem na chromowanej ramie, wykończonym miękką granatową skórą. Całość dopełnia wspomniana przeszklona nadstawka z lat 50. z zaoblonymi narożnikami, która zawisła nad stołem. Nad sofą wisi obraz Oli Munzar – to jedna z kilku prac tej artystki obecnych w mieszkaniu.
Warto przyjrzeć się także strefie wejścia, która stanowi pierwszy, mocny kadr mieszkania. Po otwarciu drzwi zaplanowany tu 9-metrowy hol, doświetlony dużymi oknami balkonowymi, płynnie przechodzi w zabudowaną loggię – nietypowo otoczoną z trzech stron pomieszczeniami: tymże holem, sypialnią po lewej i kuchnią po prawej stronie. Po wejściu z ciemniejszej klatki schodowej przestrzeń ta daje wrażenie „oddechu” – od razu czuć tu jasność i lekkość. Aby podkreślić ten efekt, korytarz i loggię wykończono jasną mozaiką. O funkcjonalność miejsca dbają: wygodne siedzisko z dyskretnym oświetleniem nocnym, szafka na obuwie oraz duża szafa na okrycia wierzchnie z lustrzanymi frontami
Sypialnia to najbardziej osobiste i barwne pomieszczenie w mieszkaniu. Tu architektka pozwoliła sobie na wprowadzenie więcej koloru i kontrastu, choć nadal w ramach kontrolowanej, harmonijnej kompozycji. Ciepłe odcienie, pudrowy róż i mocniejsze akcenty ożywiają wnętrze, a orzechowe meble równoważą całość, nadając jej spokojny, uporządkowany wystrój. W 19-metrowym pokoju zmieściło się duże, tapicerowane łóżko, ustawiona przy nim ława o nietypowych, obłych kształtach, fotel, wygodna toaletka i dodatkowo garderoba oraz szafa gospodarcza.
Jak przyznaje architektka, największym wyzwaniem okazała się łazienka. Projekt zakładał, że pomieszczenie będzie realnie wygodne i pomieści wszystkie elementy potrzebne mieszkańcom na co dzień: wannę z parawanem, słupek z pralką i suszarką oraz pojemną zabudowę do przechowywania. Zmieniono więc układ sprzętów i powiększono łazienkę kosztem salonu, pilnując jednocześnie, by ten nie stracił swojej przestronności. Mimo że jest wąska i długa, pozostaje komfortowa w użytkowaniu. Wykorzystana tu paleta kolorystyczna – szarości, drewno i szałwiowa zieleń – nawiązuje do barw dobranych do kuchni, tworząc spójny rytm w całym mieszkaniu.
Cały projekt pokazuje, jak wiele można osiągnąć dzięki precyzyjnemu planowaniu i dobrej współpracy pomiędzy architektką a inwestorami. A historia Oli i Krystiana przypomina, że czasem idealne miejsce do życia znajduje się bliżej, niż mogłoby się wydawać.
Skomentuj:
Retro i vintage w praktyce - mieszkanie w Warszawie