Budowa

Ogród

Wnętrza

Design

Architektura

DIY

HGTV

Trendy budowlane

Spełnione marzenia

tekst WOJCIECH STASIAK zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
W bardzo bliskim sąsiedztwie lasu powstał dom jednorodzinny, który jest żywym dowodem na to, jak budynki z katalogu potrafią nawiązywać niepowtarzalną relację z mieszkańcami i z otoczeniem. - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie

W bardzo bliskim sąsiedztwie lasu powstał dom jednorodzinny, który jest żywym dowodem na to, że nawet budynki z katalogu potrafią nawiązywać niepowtarzalną relację z mieszkańcami i z otoczeniem.

METRYKA BUDYNKU
Projekt architektoniczny: pracownia HOMEKONCEPT; www.homekoncept.com.pl
Powierzchnia użytkowa domu: 185 m2
Powierzchnia działki: 2100 m²

Gdy w maju 1978 r. słynny później na cały kraj Jan Wolski wyjeżdżał z lasu na polankę niedaleko Emilcina, jego oczom ukazał się zawieszony w powietrzu obiekt. Widok był naprawdę spektakularny. Filmik zamieszczony przez pracownię architektoniczną HOMEKONCEPT zaczyna się nieco podobnie – kamera zamontowana na dronie przedziera się przez las w stronę polany, na której zza drzew wyłania się stopniowo biały zgeometryzowany obiekt, jakby z innego świata. Wygląda imponująco. Nie przyleciał tu jednak z odległej galaktyki, ale z Krakowa, a dokładniej – z jak najbardziej ziemskiego katalogu domów. Nie jest już tamtym latającym „autobusikiem” z majowego poranka, ale dużym, komfortowym obiektem, zapewniającym wygodne życie dla czteroosobowej rodziny, wzniesionym w jednej z miejscowości województwa lubuskiego.

A początek tej historii jest naprawdę trochę nie z tej ziemi.

Działka spod latarni

Bo czy często zdarzają się takie koincydencje?

W osiemnaste urodziny panna Agnieszka otrzymała w prezencie od rodziców… działkę. Posesja o powierzchni 20 arów leżała w niedużej miejscowości koło Słubic i była wspaniałym podarunkiem, z tym że po jakimś czasie zaczęła niespodziewanie tracić na wartości. Dokładniej: tracić w oczach Agnieszki i miłości jej życia, Kamila, i to gwałtownie. Bo gdy oboje zaczęli przymierzać się do postawienia na niej domu jednorodzinnego, okazało się to wcale nie takie proste.

– Posesja graniczyła z aż pięcioma sąsiednimi działkami: po prawej, po lewej, po skosie przez narożnik, to samo przez drugi narożnik oraz z tyłu – tłumaczą Agnieszka i Kamil. – A ponieważ mieliśmy już wybrany projekt domu, który wyróżniał się ogromnymi przeszkleniami, nie wyobrażaliśmy sobie budowy w takim miejscu, bo nie chcieliśmy ani zaglądać przyszłym sąsiadom w okna, ani by oni robili to samo nam. Wprawdzie żaden dom tam jeszcze wtedy nie stał, ale uznaliśmy, że życie w takim otoczeniu mijałoby się z celem i zaczęliśmy szukać czegoś innego.

Ich wymagania były konkretne: działka musiała leżeć przy lesie lub otwierać widoki na pola, przestrzeń czy jezioro, ale w taki sposób, by mieli gwarancję, że za kilka lat nikt nie wybuduje się tuż za płotem. Jednocześnie obojgu zależało na rozsądnej odległości od miasta, aby uniknąć długich dojazdów. Odwiedzali więc okoliczne wioski, sprawdzali tabliczki z ogłoszeniami i rozmawiali z mieszkańcami, jednak większość ciekawych ofert była już sprzedana.

– W pewnym momencie okazało się, że najciemniej jest pod latarnią – opowiadają. – Znaleźliśmy bowiem działkę oddaloną zaledwie o 500 m od tej „urodzinowej”, ale zupełnie inną w charakterze. Była ukryta na końcu ślepej uliczki, w samym narożniku lasu. Jej cechę charakterystyczną stanowiło spore nachylenie, co prawdopodobnie zniechęciło wcześniejszych zainteresowanych. Dzięki temu jako jedyna w sąsiedztwie lasu pozostawała wciąż do kupienia. Od razu dostrzegliśmy w tym spadku potencjał.

Kosmiczne zbiegi okoliczności na tym się wcale nie kończyły.

– Co ciekawe, właścicielem był ten sam człowiek, od którego rodzice Agnieszki kupowali niegdyś pierwszą działkę – mówi pan Kamil. – Z niewielką dopłatą udało nam się dokonać wymiany! W efekcie obie strony były zadowolone. Właściciel uznał, że łatwiej sprzeda płaski teren, a my zyskaliśmy wymarzone miejsce w lesie. To była klasyczna transakcja „win-win”.

Obserwacje na kocu

Jeszcze przed zakupem oboje zdążyli dokładnie poznać wady i zalety posesji. Wiedzieli, że różnica poziomów wynosi aż 5 m, ale postanowili przekuć ją na atut ciekawszego niż standardowo ukształtowania terenu, dopełniającego otoczenie domu. Dokładnie analizowali też naświetlenie całego placu.

– Wielokrotnie odwiedzaliśmy to miejsce o różnych porach dnia – opowiadają. – Siadaliśmy na kocu i obserwowaliśmy ruch słońca oraz cienie rzucane przez drzewa. Układ okazał się idealny: las mamy od północy i wschodu, więc wyglądało na to, że latem gęste liście dadzą kojący cień, a zimą, gdy korony są gołe, słońce swobodnie będzie wpadać do wnętrz. Widzieliśmy, że działka oferuje doskonały balans – w upały jest gdzie się schować, a gdy potrzebujemy słońca, zawsze znajdziemy je w ogrodzie. To rzadkość, bo widywaliśmy domy przy lesie, które przez cały rok tonęły w mroku.

Agnieszka i Kamil od początku celowali w dom z katalogu.

– Gotowy projekt dawał nam możliwość obejrzenia wizualizacji i dokładnych planów od ręki, a opcja wprowadzania zmian sprawiła, że mieliśmy szansę otrzymania domu idealnego za ułamek ceny projektu indywidualnego – tłumaczą.

A że szukali, jak mówią, „architektury nieoczywistej i nowoczesnej, która wyróżnia się z tłumu”, więc postawili na ofertę krakowskiego biura HOMEKONCEPT, prowadzonego przez Joannę Wnętrzak-Śniegowską i Marcina Śniegowskiego. Zależało im na nowoczesnej bryle z płaskim dachem i, idąc tym tropem, wybrali projekt HOMEKONCEPT 30. Niestety, okazało się, że miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, obowiązujący dla tej okolicy, nie przewiduje płaskich przekryć. Zdecydowali się więc na podobny w koncepcji HOMEKONCEPT 37, zwieńczony dachem czterospadowym, ale tak pomyślanym, by w widoku z kilku stron ukrywał swoje istnienie.

– Wszystko dzięki cofnięciu połaci do środka i zastosowaniu ukrytych rynien – tłumaczą inwestorzy. – Dodatkowo obniżyliśmy kąt nachylenia dachu z katalogowych 30 stopni do 25, co jeszcze bardziej go zakamuflowało.

Uważna obserwacja bryły pozwala dojść do wniosku, że „kamuflaż” to niemalże drugie imię tego projektu. Zdjęcia wykonane w trakcie budowy, która ruszyła w lutym 2018 r., zdają się sugerować, że powstaje tu jakiś całkiem spory obiekt użyteczności publicznej, w rodzaju gminnego ośrodka kultury czy kameralnej szkoły, albo np. okazała willa rodem z tureckich seriali. Tymczasem lektura dokumentacji mówi wyraźnie, że chodzi o budynek, którego powierzchnia użytkowa w wersji katalogowej wynosi zaledwie 185,49 m2, a więc nie pałac, a dość średniometrażowy dom jednorodzinny. To złudzenie wykreowano obudowaniem bryły serią dodatkowych elementów architektonicznych. Przede wszystkim należy do nich szeroka, masywna biała betonowa opaska, tworząca ażurowe zacienienie w poziomie sufitu pierwszego piętra. Wygląda ona niczym wielka kratownica opasująca od góry połowę bryły i poszerzająca ją optycznie. Kamuflaż! Podobny zabieg, ale na znacznie mniejszą skalę, powtórzono na części parteru, kreując tam za pomocą podobnej ażurowej konstrukcji nieduże przekrycie schowanego w bryle ogrodowego tarasu. Do tego dodajmy kostkę dwustanowiskowego garażu, dostawioną do podstawowego obrysu domu. Wszystkie te zabiegi „pompują” wizualnie wielkość rezydencji, a ponieważ uczyniono to ze smakiem i pomysłem (choćby ta mistrzowska iluzja wycięcia bryły w kształcie litery Z od ogrodu!), z użyciem nowoczesnych i estetycznie dopracowanych materiałów, więc nic tu nie boli, wszystko się ze sobą „klei” i harmonijnie uzupełnia.

Właścicielom udało się wpisać budynek w dużą różnicę poziomów częściowo niwelując teren. Dzięki temu uzyskali urokliwą część opadającą łagodnie w stronę lasu - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
Inwestorzy chcieli mieć dom z płaskim dachem i mają – przynajmniej w widoku z kilku stron – np. tu od ogrodu. Jednocześnie w tej „nieistniejącej” przestrzeni jest miejsce na przechowywanie rozmaitości... - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
Zgodnie z koncepcją inwestorów, głównym akcentem ogrodowym jest rozległy trwanik, ale przed wejściem do domu postanowili oni jednak co nieco dosadzić – i oczarować klimatem - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie

Zalety z szycia

Zarówno Agnieszka, jak i Kamil mieli już wcześniej swoje własne doświadczenia związane z mieszkaniem w domach jednorodzinnych, więc podchodząc do wyboru projektu i jego późniejszej adaptacji, doskonale wiedzieli, czego potrzebują, by żyć komfortowo. Jakich pomieszczeń i jakich funkcji.

– Zależało nam na ogromnej strefie dziennej, w której salon, jadalnia i aneks kuchenny łączyłyby się w jedną przestrzeń – mówią. – Na parterze chcieliśmy też mieć koniecznie biuro, pełniące funkcję sypialni gościnnej. Piętro miało być naszą strefą nocną z sypialniami, pralnią i garderobą.

Zgodnie z pierwotnym zamierzeniem, planowali wprowadzić do zakupionego przez siebie projektu zmiany, właśnie pod kątem indywidualnych i rodzinnych upodobań.

Największa dotyczyła parteru, a inspirowały ją rozwiązania ze wspominanego, pierwotnie wybranego projektu HOMEKONCEPT 30.

– Przesunęliśmy ścianę frontową, zabudowując przestrzeń pod balkonem – opisują. – Zyskaliśmy dzięki temu 15–20 m2, co pozwoliło stworzyć wygodny korytarz prowadzący prosto do kuchni, ułatwiający życie przy wnoszeniu zakupów, oraz powiększyć spiżarnię. Ta zmiana na dole okazała się kluczowa. Korytarz nie tylko poprawił komunikację i optycznie powiększył dom, ale stał się dla dzieci boiskiem i placem zabaw. Wizualnie uzyskaliśmy efekt „korytarza do lasu”, czyli po wejściu do domu widać przez całą jego długość duże okno kuchenne z widokiem na zieleń. Daje to piękny efekt!

Wśród kolejnych modyfikacji było dosunięcie do głównej sypialni garderoby, co w połączeniu z oknem wstawionym do łazienki, otwierającym kąpielowe widoki na las, wykreowało okazały i samowystarczalny master bedroom. Między dwoma pokojami dzieci stworzono też ścianę w kształcie litery Z, co pozwoliło wkomponować tam dwie duże, ustawne szafy wnękowe.

Dzięki tym przymiarkowym poprawkom dom jest dziś, zdaniem właścicieli, uszyty na miarę.

– Każdy metr ma tu swoje przeznaczenie – oceniają. – Co ciekawe, spadzisty dach, którego tak chcieliśmy uniknąć, okazał się zbawienny. Dzięki niemu zyskaliśmy strych, nieoceniony przy przechowywaniu sprzętu sezonowego w rodzaju nart, choinki, ozdób świątecznych czy kartonów z różnymi rzeczami. Bez tego musielibyśmy budować piwnicę lub dodatkowe pomieszczenie gospodarcze.

Funkcję magazynu pełni też garaż. Jego ponad 40 m2 powierzchni plus inwencja gospodarzy zapewniła miejsce nie tylko dla dwóch aut, ale i dla kosiarki, rowerów oraz narzędzi ogrodowych, a zimą mebli tarasowych. Wspomniana inwencja obejmowała stworzenie zmyślnych systemów ściennych i sufitowych, które istnienie tych dodatkowych metrów do magazynowania gwarantują.

– Przy wyborze projektu warto pamiętać o tym, że pomieszczenia gospodarcze są bardzo ważne – ostrzegają właściciele. – W domu zawsze będziemy mieli do przechowywania sporo rzeczy, o których w ogóle nie myślimy przed zamieszkaniem.

Niby banał, ale w pogoni za architektonicznym świętym Graalem czy optymalnym lub modnym stylem wnętrz łatwo zapomnieć o najprostszych kwestiach, gotowych zrujnować nam satysfakcję z użytkowania najlepszego nawet domu.

Masywne betonowe opaski poszerzają optycznie budynek, dostarczając przy okazji nieco cienia na obu kondygnacjach i kontrastując czerń kamienia elewacyjnego bielą tynku - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie

Energooszczędny jak mieszkanko

Zgodnie z pierwotnym projektem dom posadowiony jest na ławach fundamentowych. Energooszczędności, która od początku była dla właścicieli priorytetem, bardziej sprzyjałaby płyta fundamentowa, ale ze względu na pochylenie terenu trzeba by zastosować fundament schodkowy, co komplikowałoby inwestycję. Dla zwiększenia izolacji od gruntu zastosowano jednak blisko 30-centymetrową warstwę ocieplenia pod posadzką. Ściany z pustaka ceramicznego pokryto grafitowym styropianem o bardzo niskim współczynniku przenikania ciepła, do czego dodano ciepłe okna o wysokich parametrach, a na poddaszu zastosowano ok. 40-centymetrową warstwę wełny mineralnej.

Źródło ciepła stanowi gruntowa pompa ciepła Nibe F1255, która pracuje stabilnie nawet przy skrajnych temperaturach, a licznik pomocniczej grzałki elektrycznej od początku eksploatacji domu, czyli od ponad sześciu lat, wskazuje zero. Na ogrzanie domu poprzez instalację ogrzewania podłogowego oraz ciepłą wodę użytkową dla czterech osób pompa potrzebuje ok. 2700 kWh rocznie, co przekłada się na blisko 2700 zł, licząc po dzisiejszych cenach, wraz z przesyłem.

Właściciele zamontowali też na dachu panele fotowoltaiczne, które przyczyniają się do tego, że rachunki za prąd uznają za symboliczne. – Na początku mieliśmy instalację 5 kWp, co pokrywało 80% potrzeb całego domu, jednak po zakupie samochodu elektrycznego dołożyliśmy kolejne 5 kWp, co starcza nam w 100% na dom oraz prawie darmową jazdę – opowiadają gospodarze. – Według obliczeń inwestycja w fotowoltaikę miała zwrócić się po 7–8 latach, ale przy wzroście cen prądu stało się to szybciej. Duża w tym zasługa starych zasad rozliczeń, które mamy zagwarantowane jeszcze przez dziesięć lat. Później pewnie nie będzie już tak kolorowo i rozważymy montaż magazynu energii.

Wodę dostarczają wodociągi, a instalacja własnej studni, która musiałaby sięgać aż 40 m, okazała się nieuzasadniona ekonomicznie.

– Najwyższym kosztem miesięcznym okazał się początkowo wywóz nieczystości – relacjonują inwestorzy. – Z braku kanalizacji zamontowaliśmy szambo, a wywóz kosztował 300 zł na cztery tygodnie lub częściej, jeśli mieliśmy gości. Do tego dochodził stres, czy beczka przyjedzie na czas. Zmieniliśmy więc szambo na nowoczesną biologiczną oczyszczalnię ścieków i to był strzał w dziesiątkę. Inwestycja już się zwróciła, a roczny koszt wynosi tylko 600–700 zł. Mamy też duży ogród, więc zainwestowaliśmy w zbiornik na deszczówkę o pojemności 12 tys. litrów, podłączony do automatycznego nawadniania, co pozwala nam zaoszczędzić sporo wody z sieci. Oczywiście latem musimy czasem dolać wody do zbiornika przy dłuższych okresach bez deszczu, ale mimo tego uzyskujemy spore oszczędności na wodzie do podlewania roślin w ogrodzie.

Za obieg powietrza odpowiada wentylacja mechaniczna, z rekuperacją, czyli z odzyskiem ciepła ze z zużytego powietrza, co oczywiście pozytywnie wpływa na rachunki. Ale nie tylko.

– Postawienie na rekuperację uważamy za jedną z najlepszych decyzji budowlanych – mówią. – Niedawno przez małą awarię musieliśmy przez prawie dwa tygodnie klasycznie wietrzyć dom i wtedy uświadomiliśmy sobie, jak wielki komfort oznacza rekuperacja. Krąży o niej wiele mitów, ale dom bez rekuperacji to dla nas jak nowoczesny samochód bez nawiewów, w którym trzeba jeździć cały rok z otwartymi szybami. Rekuperacja zapewnia zawsze świeże powietrze bez potrzeby otwierania okien, co jest kluczowe zimą. Dodatkowo korzystamy z glikolowego gruntowego wymiennika ciepła (GGWC), który wykorzystuje odwierty pompy ciepła. Dzięki temu zimą powietrze wpadające do rekuperatora jest wstępnie podgrzane, a latem schładzane. Przy 30˚C na zewnątrz do domu dostaje się powietrze o temperaturze 18˚C. To pasywny system chłodzenia, który przy mocy pompki o mocy zaledwie 60 W potrafi utrzymać w domu przyjemne 24˚C przy upałach powyżej 30˚C. Dodatkowo dzięki GGWC latem odwierty regenerują się bardzo sprawnie, co podnosi ogólną sprawność pompy ciepła zimą. Ogólnie postrzegamy rekuperację przede wszystkim jako instalację podnoszącą komfort użytkowania domu, a nie jako inwestycję, która musi się zwrócić w czasie.

Z realizacji energooszczędnych założeń właściciele są bardzo zadowoleni,

– Od początku chcieliśmy, aby dom był tani w utrzymaniu i udało się to osiągnąć – podsumowują Agnieszka z Kamilem. – Obecnie koszty są niższe niż w przypadku kawalerki. Mimo dużych przeszkleń dom jest bardzo ciepły.

Energooszczędny, czyli jaki? - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie

Z największą przyjemnością

Za wystrój poszczególnych przestrzeni wzięli się już właściciele osobiście.

– Projekt wnętrz robiliśmy sami, a w zasadzie powstał on w naszych głowach i był realizowany sukcesywnie w trakcie urządzania – relacjonują. – Zgromadziliśmy różne inspiracje i wiedzieliśmy, jak chcemy, aby dom wyglądał, choć nie mieliśmy z góry określonych konkretnych modeli mebli czy podłóg. Może wydawać się dziwne, że nie skorzystaliśmy z pomocy architekta wnętrz, ale sami jesteśmy duszami artystycznymi i urządzanie było dla nas największą przyjemnością.

Kluczem do pożądanych efektów były chyba materiały. Wśród nich zwłaszcza dębowe drewno i szkło. A także beton, którego nie zawahano się tu i ówdzie użyć, niczym dobrze dobranej przyprawy w precyzyjnie przyrządzonej potrawie.

– Uwielbiamy naturalne i surowe materiały, które są ponadczasowe i nie ulegają chwilowym modom – wyjaśniają małżonkowie. – Głównym materiałem wykorzystanym w naszym domu jest dąb. Znajdziemy go na podłogach, blatach i schodach oraz drzwiach. Drewno ociepla wnętrze i świetnie balansuje się z surowym betonem. Kolejny ważny element stanowi szkło, czyli przede wszystkim okna dookoła kondygnacji i szklana balustrada. Istotne pozostają też czarne akcenty dodające elegancji. Często słyszymy opinie, że nasze wnętrza są nowoczesne, ale przy tym bardzo ciepłe i przyjemne. To zasługa odpowiedniego balansu między surowością a zasłonami, drewnem i dodatkami, które nadają przytulności.

Efekt najwyraźniej się udał, bo wnętrza sprawiają wrażenie, jakby wyszły spod ręki profesjonalistów w temacie. Są nowoczesne, zdyscyplinowane, ale przyjazne i kreujące domową atmosferę. Niebagatelną rolę odgrywają w tym rzeczywiście duże przeszklenia, przez które widzimy kadry lasu, niczym odtwarzany w nieskończoność niezwykle sugestywny film z natury. Więcej nawet, jego bohaterowie, trochę niczym szekspirowski las Birnam, bezceremonialnie wkraczają tu do środka, do salonu, jadalni, gabinetu czy prywatnych pomieszczeń piętra, w tajemniczy sposób łącząc świat natury i ludzki.

Kawa z wilkiem

Dokładnie takiego efektu oczekiwali Agnieszka z Kamilem, myśląc o wyglądzie ogrodu. Zero wymyślnych sztuczek z podręcznika florysty. Jeśli już, dopuszczali nawiązanie do tradycji ogrodów angielskich, podkreślających naturalność i ograniczających interwencje człowieka.

– Główną ideą przyświecającą nam podczas tworzenia ogrodu było harmonijne wpasowanie się w otaczający las – mówią. – Ostatnią rzeczą, jakiej byśmy chcieli, to aby nasz ogród konkurował z naturalnym krajobrazem. Postawiliśmy na minimalizm, co czasem spotyka się z uwagami, że nadużywamy słowa „ogród”, bo dla wielu kojarzy się on z bratkami i grządkami warzywnymi.

Owszem, znajdziemy tu nieco rabat, ale główny motyw terenu stanowi trawnik, o powierzchni 1300 m2.

– Jest naszą wizytówką – opowiadają małżonkowie. – Bardzo o niego dbamy, by wyglądał idealnie. W pielęgnacji pomagają nam robot koszący i automatyczne nawadnianie, choć przy działce o powierzchni 21 arów i tak wymaga to sporo pracy. Wzdłuż granic posadziliśmy laurowiśnie tworzące zimozielony żywopłot oraz trawy ozdobne. Mamy też kilka innych rabat, m.in. na podjeździe i przy domu, gdzie królują rośliny wieloletnie, jak głogowniki na pniu. W tym roku planujemy dosadzić nieco roślin kwitnących, by zaprosić więcej owadów.

Zaproszenia nie wymagają jaszczurki, wiewiórki, lisy, sarny, a nawet wilki, które korzystają z faktu, że gospodarze zrezygnowali z ogrodzenia od strony lasu, więc chętnie pojawiają się od czasu do czasu na polance. Niektórzy nazywają taki trawnikowy ogród „pustynią bioróżnorodności”, ale co to za pustynia, na której kwitnie życie. Agnieszka i Kamil właśnie z bliskiej obserwacji takiej „pustyni” czerpią niesamowitą siłę. Od końca 2019 r., kiedy tu zamieszkali.

– Pijąc poranną kawę, patrzymy na ptaki, wiewiórki i sarny – relacjonują. – To dla nas lekcja szacunku do przyrody, którą chłoną także nasze dzieci. Myślimy, że ten sam dom w innej lokalizacji byłby dla nas zupełnie innym miejscem. To sąsiedztwo lasu nadaje mu duszę.

Wielkie słowa. Jakby przyleciały prosto z gwiazd.

Te solidne poziome elementy powodują, że budynek „czyta się” horyzontalnie, co bez tego wcale nie byłoby tak oczywiste. Strefa tarasowego relaksu ma być wkrótce uzupełniona o aranżację tarasu na piętrze, gdzie na 80 mkw. mają pojawić się leżaki, wiszące kokony i być może jacuzzi... - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
„Naszym ulubionym miejscem jest oczywiście strefa dzienna – salon i jadalnia. To prawdziwe serce naszego domu. Tu znajduje się też najpiękniejszy element w budynku – lekkie i zgrabne schody, ze szklaną balustradą dopełniającą efekt wizualny." - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
Dębowy stół w jadalni, o wymiarach 290 x 110 cm, robiony był na zamówienie, dzięki czemu nie tylko zaspokaja potrzeby czworga mieszkańców, ale też idealnie wpasowuje się w to miejsce, ukierunkowane widokowo na las - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
Nieduży gabinet na parterze to królestwo pana Kamila - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie

Z automatyką również zaoszczędzisz

W tak nowoczesnym i dobrze zaplanowanym domu nie mogło zabraknąć automatyki.

– Kamil jest gadżeciarzem i chociaż wycena profesjonalnej instalacji smart, opiewająca na ponad 60 tys. zł, przeraziła nas, postanowiliśmy zrobić to sami, mając podstawową wiedzę w tym zakresie – mówi pani Agnieszka. – Wykorzystaliśmy darmowy i otwarty system Apple HomeKit. Zaoszczędzone na etapie zakupu okien i żaluzji pieniądze (wybraliśmy silniki bez sterowania pilotem, co zostawiło nam w kieszeni 10 tys. zł) pozwoliły nam sfinansować kompletny system do zarządzania w całym domu m.in. żaluzjami i oświetleniem. Teraz żaluzje same podążają za słońcem, a kiedy ostatnia osoba opuszcza dom, wybrane żaluzje się zasuwają. Z kolei kiedy pierwsza osoba wraca do domu, otwierają się, a światła zapalają, jeśli jest już po zachodzie słońca. Oświetlenie, oparte na wielu nastrojowych punktach, również zostało w pełni zautomatyzowane: system zna godziny wschodu i zachodu słońca, więc nie musimy zmieniać harmonogramów zimą i latem.

Zintegrowaniu w ramach systemu poddano też pompę cyrkulacji ciepłej wody, która uruchamia się wraz z budzikiem w telefonie właścicieli. Sterują oni także wentylacją, i to za pomocą taniego bezprzewodowego stycznika zamiast drogiego modułu fabrycznego.

– Dodaliśmy nawet czujniki ruchu w łazienkach i garderobie, bo dzieci zapominały o gaszeniu światła – opowiadają. – Bardzo przydaje się też zdalne otwieranie bram i drzwi, np. dla kuriera, albo czytnik linii papilarnych, dzięki któremu nie musimy używać kluczy. Sprawdza się również domofon połączony z Internetem, bo możemy odebrać sygnał z poziomu smartfona, będąc w ogrodzie, a nawet na wakacjach na drugim końcu świata! Automatycznie działa też system podlewania. Co więcej, ogrzewanie samo przechodzi z sezonu grzewczego w letni i odwrotnie, a system automatycznie dobiera temperaturę podłogi na podstawie temperatury na zewnątrz, wykorzystując tzw. krzywą grzewczą. Są to może niekiedy drobne rzeczy, bez których da się żyć, ale bardzo ułatwiają codzienność. Nie musimy o nich pamiętać, bo teraz „dzieją się same”.

Właściciele podkreślają, że automatyka nie tylko pomaga zmniejszyć koszty eksploatacji domu, ale i na samej jej instalacji da się sporo zaoszczędzić.

– Dostosowaliśmy wszystko do swoich potrzeb i jeśli pojawiają się nowe, to w prosty sposób rozbudowujemy system lub zmieniamy zasady działania – mówią. – Może dla niektórych wydawać się to czarną magią, ale dla osoby zainteresowanej nowoczesnymi technologiami jest to fajne narzędzie, które z powodzeniem da się zainstalować i skonfigurować we własnym domu samemu lub z pomocą elektryka, nie płacąc przy tym grubych dziesiątek tysięcy złotych.

Kuchenne płyty z betonu architektonicznego (jego fragment widzimy po prawej stronie) wykonano na zamówienie, ale montowali je sami inwestorzy - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
Kuchnia w zabudowie została stworzona dokładnie według rysunków gospodarzy. Jest taka, jak chcieli – prosta, minimalistyczna i z „tajemnym” przejściem do spiżarni - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
„Najulubieńszym miejscem” Agnieszki i Kamila jest jednak zdecydowanie taras parteru, na którym czują się jak na wiecznych wakacjach - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie

Zdaniem właścicieli

Budowa trwała dwa lata. Pierwszy rok to stan surowy zamknięty, drugi – wykończenia. Inwestycję prowadziliśmy systemem gospodarczym, samemu szukając ekip i kontrolując postępy. Jedna ekipa budowała dom od fundamentów po dach, druga wstawiała okna, trzecia zajmowała się izolacją tarasu na piętrze (ok. 80 m2), jeszcze inne ekipy wykonywały ocieplenie, tynki wewnętrzne, posadzki itp. Zależało nam, aby jedna firma odpowiadała za całą instalację wod.-kan., ogrzewanie i rekuperację, by uniknąć przerzucania się odpowiedzialnością w przypadku ewentualnych niezgodności.

Kamil był na budowie codziennie, edukując się na bieżąco z każdego etapu prac, co w połączeniu z zatrudnieniem dobrego kierownika budowy pozwoliło nam uniknąć wpadek. Wiele prac wykończeniowych wykonaliśmy sami lub z pomocą taty Agnieszki – to on położył łupek na elewacji i kafelki w łazienkach. Kamil z kolei położył styropian posadzkowy, montował szyby prysznicowe, armaturę, oświetlenie, płyty betonowe, fornir kamienny, lamele i drzwi wewnętrzne. Sami też malowaliśmy ściany. We wnętrzach zleciliśmy jedynie montaż podłogi drewnianej (ok. 180 m2) ze względu na warunki gwarancji. Ekipy zjeżdżały się do nas z połowy Polski – schody przybyły z Łodzi, ogrzewanie z Zielonej Góry, izolacja tarasu i obróbki blacharskie z Poznania.

Choć nie mieliśmy nieograniczonego budżetu i liczyliśmy każdą złotówkę, wiedzieliśmy, że na elementach takich jak okna, izolacje czy dach płaski nie można oszczędzać, bo ich naprawa czy wymiana będą potem niemożliwe lub zbyt kosztowne. Za to na wymarzoną kanapę czy stół zawsze można chwilę poczekać.

Ogólnie cała budowa pochłonęła ogromną ilość czasu i energii. Był to najbardziej intensywny okres w naszym życiu, również dlatego, że w tym samym czasie staliśmy się szczęśliwymi rodzicami dwójki dzieci. Patrząc z perspektywy, przeszliśmy przez ten trudny ale i piękny etap bardzo dobrze, trochę wykończeni intensywną codziennością, ciągłym podejmowaniem ważnych decyzji, ale z pozytywnymi wspomnieniami. Zaraz po przeprowadzce mówiliśmy, że to nasz pierwszy i ostatni dom, że nie chcemy znów tego przeżywać, ale dziś patrzymy już na to inaczej i kto wie, co przyniesie przyszłość :-) .

Dziś mieszka nam się tu idealnie. Jest to nasze miejsce na ziemi. Dom ma wszystko, czego potrzebujemy, jest komfortowy i niedrogi w utrzymaniu. Trudno wyobrazić sobie lepszą lokalizację, choć może za jakiś czas nasze potrzeby zmienią się, dzieci urosną lub sami będziemy szukać nowych wyzwań.

Wziąć sprawy w swoje ręce - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
Wziąć sprawy w swoje ręce - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
Wziąć sprawy w swoje ręce - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
Wziąć sprawy w swoje ręce - zdjęcia KAMIL KOCHINKE, IG: mieszkamy_w_lesie
Udostępnij

Przeczytaj także

Innowacyjny sposób ogrzewania wreszcie w ofercie marki Blaupunkt
Stal na dachu i elewacji stanowi idealną kompozycję
Dział Sprzedaży i kontakt z klientem w FORMEE w Miedzyrzeczu.

Polecane

Spełnione marzenia
Dom miesiąca. Kładką na Giewont
Dom w Kampinosie

Skomentuj:

Spełnione marzenia

Ta strona używa ciasteczek w celach analitycznych i marketingowych.

Czytaj więcej