Bezpieczeństwo, estetyka i wygoda

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

Nie planowałam domu ani wyprowadzania się z miasta. Mieszkałam w wygodnym lokalu w starej kamienicy w dobrej dzielnicy Warszawy. Wszystko zmieniła wizyta u znajomych.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Tak mieszkałam

Całe życie mieszkałam w mieście i własny dom mnie nigdy nie kusił. Kiedy zaczęłam pracować i prowadzić niezależne życie, kupiłam ładne mieszkanie w starej warszawskiej kamienicy. Przeprowadziłam w nim remont i urządziłam od nowa. Dopracowałam szczegóły. Starałam się, bo wyglądało na to, że w tym mieszkaniu pozostanę na dłużej, może nawet do końca życia. Czułam się w nim komfortowo i z tego powodu żadna przeprowadzka ani tym bardziej porzucenie miasta zupełnie mnie nie interesowały. Inaczej moi znajomi - od dłuższego czasu szukali domu. Słuchałam ich opowieści o kolejnych oglądanych budynkach, osiedlach i cieszyłam się razem z nimi, kiedy w końcu dopięli swego i kupili od dewelopera jeden z domów tworzących spore osiedle.

Oczywiście zaraz po przeprowadzce zaprosili mnie do siebie. Pojechałam i już zbliżając się do osiedla, zrozumiałam, skąd się wziął zachwyt moich znajomych nad okolicą, gdzie powstało. Kiedy dokładnie sprawdzona przejechałam przez bramę z profesjonalnie prowadzoną wartownią, przekonałam się też, że nie wjedzie tu żadna nieproszona osoba. A gdy zobaczyłam pierwsze domy przy wybrukowanych, oświetlonych i pięknie obsadzonych zielenią uliczkach, upewniłam się, że dokonali świetnego wyboru. Dlatego ich próg przekroczyłam z pytaniem:

- Czy sprzedają tu jeszcze jakieś budynki?

Pieniądze nie takie małe, ale... i nie takie straszne

Jeszcze tego samego dnia obejrzałam trzy domy pokazowe. Najbardziej przypadł mi do gustu najmniejszy z nich, bo miał ładnie rozplanowaną przestrzeń dzienną na parterze, z efektownym dwukondygnacyjnym atrium ponad salonem oraz przytulne pokoje na piętrze. Wyposażony był we wszystkie media: gaz, wodociąg i kanalizację.

Kiedy wróciłam do miasta, zaczęłam układać w głowie wszystko, co zobaczyłam. Podobało mi się, że osiedle leżało w pobliżu lasu, w strefie ochronnej, która zabezpiecza mieszkańców przed uciążliwym przemysłem. Pomyślałam, że na takim osiedlu czułabym się jeszcze bezpieczniej niż w mieście, bo bramy wjazdowej chronią wartownicy, a dodatkowo domów pilnują "lotne brygady" ochroniarzy. Całe osiedle jest zagospodarowane i ma pełną infrastrukturę: wybrukowane i oświetlone drogi, zazielenione tereny wspólne, ławeczki. Obsługa osiedla zapewnia też wywóz śmieci, sprzątanie i odśnieżanie ulic. Zaskoczyło mnie pozytywnie, że wszystkie domy na osiedlu otaczają duże ogrody (od 500 do 1200 m2), dzięki czemu każdy ma zapewnioną prywatność. Ujęła mnie również elegancka i spójna architektura budynków. Nie było tu architektonicznego misz-maszu. Słowem, oglądane domy i całe osiedle wywarło na mnie duże wrażenie.

Już w poniedziałek pojechałam tam ponownie z zamiarem podpisania umowy przedwstępnej. Wystarczył mi jeden weekend do podjęcia decyzji.

Dom i działkę sfinansowałam z oszczędności oraz z kredytu hipotecznego. Kiedy sprzedałam mieszkanie, od razu spłaciłam znaczną jego część.

Droga do domu

Wcześniej nie planowałam domu przede wszystkim ze względów bezpieczeństwa. Nie wyobrażałam sobie samotnego zamieszkania bez sąsiedztwa za ścianą. Obawiałam się kradzieży i napadu. Nie chciałam mieć również na głowie obowiązków związanych z utrzymaniem domu ani z dbaniem o dom i jego otoczenie. Kiedy jednak trafiłam na to konkretne osiedle, nie zastanawiałam się. Było tam wszystko, czego potrzebowałam, żeby poczuć się bezpiecznie i komfortowo. I co najważniejsze - to wszystko było dostępne od zaraz!

Wybrałam jeden z trzech zaoferowanych mi domów, bo odpowiadało mi jego położenie względem stron świata oraz duża przestrzeń wokół tarasu (inne miały ją tylko z boku). O zakupie tego konkretnego domu zdecydował więc układ ogrodu. Dziś ten ogród daje mi wiele radości.

Choć w tak szybkim trybie podejmowałam decyzję, obawiałam się jedynie kłopotów z dojazdem do centrum, ale ku mojemu zdumieniu nie zmieniłam niczego na gorsze. Mieszkając w mieście, nie miałam samochodu i korzystałam tylko z komunikacji miejskiej. Jazda tramwajem czy autobusem łącznie z dojściem do celu zajmowała mi przeciętnie pół godziny. Okazało się, że niewiele więcej potrzebuję na dojazdy samochodem z nowego miejsca zamieszkania.



    Więcej o:

Skomentuj:

Bezpieczeństwo, estetyka i wygoda