Dom zamiast mieszkania

Tekst i zdjęcie: Liliana Jampolska

Kiedy my rozglądaliśmy się za większym mieszkaniem, wokół kupionej kiedyś przez nas działki jeden za drugim rosły nowe domy. To dało nam do myślenia.

Jeszcze kilka lata temu mieszkaliśmy w bloku, w mieście. Mieliśmy trzypokojowe mieszkanie i nie zamierzaliśmy się z niego wyprowadzać. Działkę pod miastem kupiliśmy jako lokatę kapitału. Nie stanowiła dla nas nawet bazy letniskowej, choć mieliśmy już dwójkę małych dzieci.

Droga do domu

W pewnym momencie zaczęliśmy myśleć o kupnie większego mieszkania, ewentualnie segmentu. Długo szukaliśmy czegoś odpowiedniego. Tymczasem obok naszej działki, oddalonej 25 km od miasta, zaczęły rosnąć domy. Wkrótce uświadomiliśmy sobie, że sąsiedzi, tak jak my, mają małe dzieci i pracują w mieście, a jednak nie obawiają się dojazdów i mieszkania na wsi. Wtedy z Joanną, moją żoną, po raz pierwszy pomyśleliśmy o domu dla naszej czwórki. I niedługo potem zaczęliśmy szukać gotowego projektu.

Sposoby na oszczędności

Chcieliśmy, by nasz przyszły dom był względnie duży, ponieważ liczyliśmy się z koniecznością ewentualnego przenocowania rodziny albo znajomych. Działka leżała przecież w polu, w pewnym oddaleniu od środków komunikacji. Oprócz standardowych pomieszczeń wspólnych (jak kuchnia, jadalnia i salon) oraz prywatnych (jak sypialnie i łazienki) potrzebowaliśmy więc oddzielnego pokoju gościnnego oraz dodatkowego pokoju do pracy. Pamiętaliśmy też o dużym garażu na dwa samochody i pomieszczeniach gospodarczych. Zależało nam również na ładnym dopasowaniu bryły domu do charakteru okolicy oraz odpowiednim ustawieniu budynku na posiadanej działce, z uwzględnieniem stron świata.

Ucieszyliśmy się, że w stosunkowo niedługim czasie znaleźliśmy projekt niemal w pełni odpowiadający naszym potrzebom, dzięki czemu zaoszczędziliśmy na kosztach zamawiania projektu indywidualnego.

Z myślą o oszczędnym i jednocześnie funkcjonalnym ogrzewaniu domu zdecydowaliśmy się na system mieszany, wykorzystujący zarówno energię gazową, elektryczną jak i ciepło z kominka. W korytarzach i w kuchni zamontowaliśmy gazowe wodne ogrzewanie podłogowe, a w pozostałych pomieszczeniach - grzejniki naścienne. Natomiast w łazienkach woleliśmy mieć elektryczne ogrzewanie podłogowe, bo takie rozwiązanie pozwala na szybkie ogrzanie tych pomieszczeń nawet w chłodne dni lata, kiedy cała instalacja c.o. jest wyłączona. Jako awaryjne dogrzewanie budynku zastosowaliśmy kominek z wkładem żeliwnym. Ma on tradycyjne, grawitacyjne rozprowadzenie ciepła w połączonych ze sobą pomieszczeniach dziennych i w dwóch sypialniach na poddaszu (sąsiadujących z pionem kominowym). Ta najprostsza metoda w naszym budynku sprawdza się znakomicie - szczególnie że z kominka korzystamy okazjonalnie, raczej dla przyjemności niż ogrzewania budynku.

Co nam się udało

Budowa trwała dwadzieścia miesięcy, a przeprowadzka nastąpiła w lipcu 2005 roku.

Ze względu na oddalenie naszej działki 150 m od głównej drogi nie doprowadzaliśmy do niej niektórych mediów. Zrezygnowaliśmy na przykład z podłączenia do sieci wodociągowej. Obliczyliśmy, że jest to dla nas mało opłacalna inwestycja, szczególnie że zamierzaliśmy założyć wokół domu duży ogród, który trzeba podlewać. Zbudowaliśmy więc studnię i choć musimy uzdatniać zażelazioną wodę (poprzez system filtrów i środki zmiękczające), nie żałujemy tej decyzji. Mamy zupełnie niezależne źródło wody na potrzeby naszego gospodarstwa domowego i ogrodu. Zalety tego rozwiązania doceniamy podczas upałów, kiedy w sieci wodociągowej spada ciśnienie wody. Warto było wyłożyć na to 17 tys. zł.

Choć zaraz po przeprowadzce (w lipcu 2005 r.) korzystaliśmy z szamba, rok później z powodu wysokich kosztów wywozu ścieków (rocznie około 1600 zł) zdecydowaliśmy się podłączyć budynek do nowo wybudowanej sieci kanalizacyjnej. Obecnie oszczędzamy na wywozie ścieków ponad tysiąc złotych rocznie, więc nie żałujemy wydania 4 tys. zł na podłączenie budynku do sieci kanalizacyjnej. Zamontowaliśmy licznik, który mierzy, jaka ilość wody z naszej studni odprowadzana jest do wiejskiej kanalizacji.

Świadomie nie oszczędzaliśmy na materiałach wykończeniowych. Sprawdzają się u nas solidnie wykonane i ładnie zaprojektowane przez architekta wnętrz podłogi, zarówno te drewniane (z klepki), jak i te kamienne - z trawertynu oraz terakoty. Nie były tanie, ale są za to bardzo solidne i trwałe, oraz - co nas najbardziej cieszy - nadają wnętrzom styl i charakter. Z tych samych powodów (solidności i estetyki) wykonywaliśmy na zamówienie drewniane drzwi. Szczególnie wygodne są dwuskrzydłowe i przeszklone drzwi między kuchnią i jadalnią, bo przegradzają pomieszczenia, nie zabierając światła i przestrzeni. Dobrze się stało, że zainwestowaliśmy też w ładne drewniane okna z ciepłymi szybami antywłamaniowymi (U = 1,1). Na nasłonecznionym i wietrznym terenie dają nam izolację cieplną i poczucie bezpieczeństwa.

Zadbaliśmy o wygodną komunikację wokół domu. Ścieżki i podjazd do garażu wyłożyliśmy kostką granitową, natomiast główne wejście do domu i częściowo zadaszony, przestronny taras za domem - kamiennymi płytami. Na etapie projektu dwukrotnie powiększyliśmy powierzchnię tarasu. Chcieliśmy się czuć komfortowo nie tylko wewnątrz budynku, ale także w jego otoczeniu.

    Więcej o:

Skomentuj:

Dom zamiast mieszkania