Aranżacja wystawy „Kwestia kobieca 1550–2025”
W nowym gmachu Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie otwarto jedną z najbardziej ambitnych ekspozycji ostatnich lat. „Kwestia kobieca 1550–2025” to przekrojowa opowieść o niemal pięciu stuleciach twórczości artystek, ale też przykład wystawy, w której aranżacja świadomie usuwa się w cień. Za projekt przestrzeni odpowiada Dorota Terlecka z Biuro Kreacja, a całość kuratorowała Alison M. Gingeras.
Zamiast efektownej scenografii – precyzyjne proporcje, neutralne tło i architektura podporządkowana narracji. Taką strategię przyjęto przy aranżacji wystawy, która prezentuje blisko 200 prac autorstwa niemal 150 artystek z różnych epok i regionów świata. Projekt przestrzeni nie konkuruje tu z dziełami, lecz działa jak rama: porządkuje, prowadzi widza i pozwala sztuce wybrzmieć bez wizualnych zakłóceń.
– Najważniejsze było cofnięcie się o krok i stworzenie warunków, w których to narracja kuratorska mówi najgłośniej – podkreśla Dorota Terlecka.
Herstoria zamiast kanonu
Kuratorska koncepcja Alison M. Gingeras opiera się na idei ciągłości kobiecej obecności w historii sztuki. Wystawa podważa przekonanie, że przed XX wiekiem artystki funkcjonowały jedynie jako wyjątki, i proponuje alternatywną herstorię – opowieść pisane z kobiecej perspektywy.
Na ekspozycji spotykają się prace dawnych mistrzyń, takich jak Sofonisba Anguissola czy Artemisia Gentileschi, z dziełami artystek współczesnych, m.in. Yoko Ono, Lubainy Himid czy Tracey Emin. To zestawienia, które celowo zrywają z linearną, męskocentryczną narracją historii sztuki.
Tematy zamiast osi czasu
Zamiast chronologii widzowie poruszają się po dziewięciu częściach tematycznych. Wątki dotyczące autonomii kobiet, dostępu do edukacji artystycznej, cielesności, doświadczeń wojny czy reinterpretacji klasycznych motywów splatają ze sobą różne epoki i media. Taki układ wymagał aranżacji, która nie tylko porządkuje materiał, ale też nadaje mu rytm i czytelność.
Minimalistyczne przegrody, wiszące ścianki i gabloty zostały zaprojektowane w dialogu z architekturą nowego budynku muzeum, a nie jako dosłowne komentarze do tematów wystawy. Neutralna kolorystyka i oszczędne środki formalne wzmacniają wrażenie spójności i skupienia.
Aranżacja jako narzędzie opowieści
Proces projektowy miał charakter partnerski i ewolucyjny. Układ ekspozycji był wielokrotnie analizowany i korygowany, a granica między decyzjami kuratorskimi a aranżacyjnymi stopniowo się zacierała. Nawet detale – takie jak rytm przejść między sekcjami czy odległości między pracami – były efektem wspólnych ustaleń.
– Zależało nam, by nie tworzyć „naszego projektu”, lecz zrównoważonego tła dla wystawy o bardzo silnej tożsamości – zaznacza Terlecka.
Skala i precyzja
Od strony organizacyjnej przedsięwzięcie było równie wymagające. Ponad 200 obiektów, restrykcyjne wytyczne konserwatorskie, prace przyjeżdżające etapami i niemal trzy tygodnie montażu wymagały precyzyjnego planowania. Każdy element ekspozycji musiał mieć jasno określone miejsce, niezależnie od harmonogramu dostaw.
Właśnie te „niewidzialne” decyzje – dotyczące skali, rytmu i proporcji – zadecydowały o spójności całości. Dzięki nim widz może poruszać się po wystawie w spokojnym tempie, skupiając się na dialogach między pracami i epokami.
Rama, która pozwala "mówić" sztuce
„Kwestia kobieca 1550–2025” pokazuje, że projektowanie wystaw nie zawsze polega na dodawaniu kolejnych warstw znaczeń. Czasem największą wartością jest świadoma rezygnacja z nadmiaru. Minimalistyczna aranżacja w MSN nie komentuje narracji – ona ją umożliwia.
Jak podsumowuje Dorota Terlecka, to realizacja, która potwierdziła, że w projektowaniu przestrzeni wystawienniczej liczą się przede wszystkim wyczucie i proporcja. Takie, które pozwalają sztuce i kuratorskiej idei wybrzmieć pełnym głosem.
Skomentuj:
Aranżacja wystawy „Kwestia kobieca 1550–2025”