Tekst: Agnieszka Osak-Rejmer Zdjęcia: Rafał Lipski Stylizacja: Carmen Perez
Murek osłaniający kuchnię od strony pokoju dziennego symbolicznie przypomina, że kiedyś w tym miejscu była ściana. Na podłodze w pokoju ułożono dębową klepkę, w części kuchennej - grafitową terakotę. - Fot. Rafa3 Lipski
Samo serce Warszawy, dziewiąte piętro z rozległym, zapierającym dech widokiem na stolicę. Oto aktualny adres pani Françoise Bourbon Grisard - rodowitej paryżanki, która swego czasu w niezwykły sposób zasłużyła się dla polskiej kultury.
1 z 9Murek osłaniający kuchnię od strony pokoju dziennego symbolicznie przypomina, że kiedyś w tym miejscu była ściana. Na podłodze w pokoju ułożono dębową klepkę, w części kuchennej - grafitową terakotę. - Fot. Rafa3 Lipski
2 z 9Pełen eklektyzm. Przy współczesnym metalowym stole ze szklanym blatem ustawiono thonetowskie krzesła z giętego drewna. Na stole pysznią się XVIII-wieczne świeczniki. - Fot. Rafa3 Lipski
3 z 9Podłogi zdobią i ocieplają wschodnie dywany. Przedpokój od pokoju dziennego oddziela tylko połyskująca kotara z tafty. - Fot. Rafa3 Lipski
4 z 9Do podwieczorku zasiada się w odrestaurowanych fotelach z epoki Napoleona III, z powodu kształtu zwanymi potocznie przez Francuzów crapaud, czyli. ropuchami. - Fot. Rafa3 Lipski
5 z 9Na ścianie zachwyca kolekcja starych chińskich talerzy. Ojciec pani Françoise przywiózł je przed laty z Teheranu. Sekretarzyk to autentyczny mebel z epoki Ludwika XVI. - Fot. Rafa3 Lipski
6 z 9Niezwykła ozdoba ściany - stare syryjskie drzwi, które kiedyś prowadziły do... haremu. - Fot. Rafa3 Lipski
7 z 9Nad stolikiem pejzażyk wprost z południa Francji. Zamiast tradycyjnego stolika kawowego - srebrna taca na nóżkach, na której kiedyś służące przynosiły śniadanie do łóżka. - Fot. Rafa3 Lipski
8 z 9Niewielka sypialnia została urządzona z prawdziwie francuskim wdziękiem. Lustro w starych ramach przyjechało z rodzinnego domu gospodyni. Fotel obity czerwonym welwetem pochodzi z epoki Napoleona III. Na stoliku w stylu art nouveau stoi lampka nocna, której podstawę zrobiono z kawałka krosna z Kambodży. - Fot. Rafa3 Lipski
9 z 9Do łazienki wchodzi się przez sypialnię. Dominującą tu biel urozmaicają brązowe i żółte dodatki. - Fot. Rafa3 Lipski
W pierwszej połowie lat sześćdziesiątych XX wieku w Gdańsku mieszkała córka francuskiego konsula. Zjawiskowa dziewczyna, trochę jakby z innej planety, szybko zaprzyjaźniła się z artystycznym światem bohemy - Bogumiłem Kobielą, Zbigniewem Cybulskim, Januszem Morgensternem. Przez żelazną kurtynę przemyciła dla nich duży haust Europy, oni zaś wprowadzili ją w niezwykły klimat studenckiego teatru satyry Bim-Bom. Ich przyjaźń stała się kanwą filmu Morgensterna "Do widzenia, do jutra". Pierwowzorem głównej bohaterki była właśnie młodziutka i piękna Françoise Bourbon. Tak wyglądał jej pierwszy kontakt z Polską.
Po powrocie do Francji zajęła się dekorowaniem wnętrz. Kiedy na początku lat dziewięćdziesiątych postanowiła radykalnie zmienić swoje życie, natychmiast pomyślała o Polsce. Upływ lat nie zatarł młodzieńczej fascynacji naszym krajem, a że pani Françoise czuła się zawsze tutaj jak u siebie, postanowiła osiąść na stałe w Warszawie. Tym razem przyjechała z misją, można powiedzieć, wnętrzarską - otworzyła w stolicy elegancki sklep z ekskluzywnymi francuskimi tkaninami. Jej "Grisard" jest wypełniony setkami próbek wzorów eleganckich tkanin zasłonowych, obiciowych i ściennych. Na zamówienie sprowadza również meble z domu projektowego Pierre Frey. Mieszkanie znalazła w samym centrum miasta. Lokalizacja idealna, szybko więc zdecydowała się na kupno, mimo że wnętrze składające się z trzech pokoi oraz zamkniętej, wąskiej kuchni wymagało solidnego remontu i radykalnych zmian. Pani Françoise postanowiła przede wszystkim usunąć część ścian działowych. Zrezygnowała z jednego pokoju, dzieląc odzyskaną powierzchnię między pokój dzienny i garderobę.
We wnętrzu gospodyni umiejętnie zestawiła nie tylko meble z kilku epok, ale również przedmioty z różnych stron świata i kultur - z Francji, Polski i Orientu. Większość mebli to pamiątki rodzinne przywiezione z Paryża. Wiele przedmiotów pochodzi z bogatej kolekcji ojca pani Françoise - zbierał je przez lata w najróżniejszych egzotycznych zakątkach świata, gdzie przebywał na dyplomatycznych placówkach. Oryginalne tkaniny i dekoracyjne dodatki sprawiają, że można się tu poczuć jak w teatrze albo na planie filmowym. Gospodyni zapewnia jednak, że najważniejszy w jej mieszkaniu jest widok z okna. Jego - jak dodaje z uśmiechem - nie oddałaby za żadne antyki świata.
Skomentuj:
Francuskie mieszkanie w centrum Warszawy