Gospodarze uznali, że drzwi do kuchni nie są potrzebne - bez nich jest znacznie wygodniej. Jasne szafki pasują do kolorystyki całego mieszkania. - Fot. Monika Lewandowska
Stare meble, które trafią w dobre ręce, mogą znów zalśnić dawnym blaskiem. I połączyć przeszłość z teraźniejszością.
1 z 9Gospodarze uznali, że drzwi do kuchni nie są potrzebne - bez nich jest znacznie wygodniej. Jasne szafki pasują do kolorystyki całego mieszkania. - Fot. Monika Lewandowska
2 z 9Na ścianie pokrytej wzorzystą tapetą zawisł obraz w stylu mistrzów renesansu. Przedstawia Bezę - labradora gospodarzy sportretowanego przez młodego malarza i przyjaciela domu Tytusa Jezierskiego. - Fot. Monika Lewandowska
3 z 9Solidny mahoniowy stół, wyszukany na targu staroci, został pieczołowicie odnowiony przez zaprzyjaźnionego stolarza. Krzesła pokryto wyrazistym obiciem w krowie łaty; takie same stoją przy biurku w gabinecie. - Fot. Monika Lewandowska
4 z 9Nad biurkiem wiszą bezcenne zdjęcia przodków gospodarzy. Wśród nich m.in. portret pradziadka Joanny służącego w wojsku austriackim. - Fot. Monika Lewandowska
5 z 9Stary fotel gospodarze dostali w prezencie od poprzedniej właścicielki mieszkania. Był w niezbyt dobrym stanie - kuracja odmładzająca przywróciła mu dawny wygląd. - Fot. Monika Lewandowska
6 z 9W gabinecie nie mogło oczywiście zabraknąć biblioteczki. Na półkach znalazło się miejsce nie tylko na książki - można tu też wypatrzyć pamiątki rodzinne, w tym inkrustowaną szkatułkę po babci Joanny. - Fot. Monika Lewandowska
7 z 9Joanna i Kuba długo szukali odpowiednio dużej, a przy tym oryginalnej szafy do sypialni. Idealny mebel znaleźli nieoczekiwanie u stolarza pana Waldka. - Fot. Monika Lewandowska
8 z 9W łazience królują beże. Za ścianą z metalowym wieszakiem znajduje się mały schowek. - Fot. Monika Lewandowska
9 z 9Rzymskie rolety i marszczone zasłonki, stylowa armatura, marmurowy blat i piękne drobiazgi zmieniły łazienkę w elegancki salonik kąpielowy. Joannie brakowało tu miejsca do siedzenia podczas kąpieli Antka. Stąd w pomieszczeniu wzięło się krzesło z lat siedemdziesiątych obite imitacją futra lamparta (i pokryty taką samą tkaniną puf). - Fot. Monika Lewandowska
Sześć lat temu Joanna (prawniczka) i Kuba (ekonomista) przeprowadzili się z warszawskiego Żoliborza na Stary Mokotów. Poprzednie niewielkie mieszkanie znajdowało się w bloku z lat pięćdziesiątych stojącym przy cichej uliczce. Oboje uwielbiali i okolice, i swoje pierwsze wspólne M, jednak z czasem okazało się ono po prostu za ciasne. Nowe miejsce było równie atrakcyjne (dużo zieleni wokół, bardzo blisko stacja metra), tylko... mieszkanie znowu zrobiło się za małe. Rodzina powiększyła się bowiem o Antka. Nie było dla niego oddzielnego pokoju, rodzice nie mieli też pomysłu na rozsądną przebudowę wnętrza. W grę wchodziło jedynie podzielenie pokoju dziennego, tego jednak woleli uniknąć.
Już szukali nowego, przestronniejszego mieszkania, gdy zdali sobie sprawę, że sąsiednie od roku stoi puste, a właścicielka przygotowuje je do wynajęcia. Chociaż nie przypuszczali, żeby była zainteresowana sprzedażą, na wszelki wypadek zapytali. Sąsiadka długo się nie namyślała i niebawem Joanna i Kuba stali się szczęśliwymi posiadaczami dodatkowej powierzchni mieszkalnej. Zapanowanie nad powiększoną przestrzenią powierzyli fachowcowi. Architekt Małgorzata Jodłowska nie tylko opracowała plan przebudowy - wymyśliła również wiele praktycznych i ciekawych rozwiązań; jednym z nich jest wychodzące na przedpokój okrągłe okno wybite w ścianie dziecięcego pokoju.
Dodatkowa powierzchnia została podzielona na sypialnię, pokój Antka i dużą łazienkę. W "starym" mieszkaniu znajduje się pokój dzienny, kuchnia, gabinet oraz przedpokój i malutka toaleta. Obydwie części łatwo odróżnić po podłodze - w starej pozostał jasny dąb, w nowej pojawiło się ciemne merbau. Joanna i Kuba postanowili sami umeblować pokoje. Sprzęty, które się w nich znalazły, pochodzą z różnych źródeł, ale łączy je jedno - nie są to nowoczesne drogie meble znanych producentów, ale przedmioty z duszą. Niektóre z nich to pamiątki rodzinne, np. stolik do gabinetu (z lat siedemdziesiątych) dostali od babci Kuby. Inne odziedziczyli po poprzednich właścicielach obu mieszkań, kilka kupili na targach staroci. W ich odnawianiu bardzo pomocny okazał się pan Waldek, zaprzyjaźniony stolarz z Wołomina.
Pasja poszukiwaczy zaprowadziła gospodarzy do meblarni Refre, która oferuje "odświeżanie na żądanie", czyli renowację i metamorfozę starych mebli, przede wszystkim z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych XX wieku. Właścicielka Agata Hasiak zaproponowała kilka sprzętów, które dodały wnętrzom charakteru. I tak w gabinecie stanął żółty fotel, w innych pomieszczeniach - krzesła pokryte tkaninami imitującymi zwierzęce skóry i futra (w zabawne krowie łaty oraz w lamparcie cętki). Pokoje są bardzo jasne, nie tylko dzięki stonowanym barwom - przez duże okna, charakterystyczne dla starych kamienic, wpada mnóstwo światła. Ich udekorowaniu poświęcono bardzo dużo uwagi. W pokoju dziennym udrapowano w nich białe firany; zasłony i rolety do gabinetu, sypialni i łazienki uszyła znajoma krawcowa. Idealnie pasują do starych mebli i razem z nimi tworzą nieco staroświecki - w pozytywnym tego słowa znaczeniu - klimat mieszkania.
Skomentuj:
Odzyskana uroda wnętrza