Tekst: Katarzyna Kowalska Stylizacja: Magda Olszewska
Akwarele i fotografie nie tylko zdobią to mieszkanie, ale dokumentują kolejne etapy życia jego gospodarzy. figurki aniołów strzegą ich bezpieczeństwa. A honorowe miejsce w domu zajmuje wiekowy kredens.
1 z 9Akwarele pochodzą z różnych stron świata. Sporo jest z Grecji, bo tam gospodarze lubią spędzać wakacje. Wiele pochodzi znad Bałtyku (uwieczniły gdańskie kościoły, sopockie kamieniczki). Są też widoczki z Francji, Holandii, Niemiec, a także z Madery. - Fot. Monika Lewandowska/Phototapeta
2 z 9Agnieszka i Bartosz Wielińscy kochają starocie. Rozkładany stół z krzesłami (na zdjęciu) i biblioteczkę wyszukali u berlińskiego antykwariusza. Gdy wrócili do kraju, meble te stanęły w ich warszawskim mieszkaniu. - Fot. Monika Lewandowska/Phototapeta
3 z 9Wokół lustra latają aniołki, które zbiera Agnieszka. Bartosz kolekcjonuje też żaby (wyjątkowy okaz płaza przysiadł na podłodze). - Lubię je i znam się na nich. Kiedyś pisałem nawet artykuły o ich ochronie - mówi pan domu. - Fot. Monika Lewandowska/Phototapeta
4 z 9Kiedyś, gdy przychodzili goście, wysuwało się blat kredensu, by zrobić miejsce np. na patery z ciastem (w tym egzemplarzu są nawet dwa blaty, gospodarze ich jednak nie używają). Mebel służy jako miejsce eksponowania szklanych naczyń. - Fot. Monika Lewandowska/Phototapeta
5 z 9Berlin słynie jako miasto Flohmarktów, czyli pchlich targów. - Przez pierwsze miesiące spędzaliśmy na nich każdy weekend, a blat kredensu zapełniał się flakonami, karafkami, dzbankami - wspominają gospodarze. - Fot. Monika Lewandowska/Phototapeta
6 z 9Wśród szklanych cudeniek - ozdobne kostki, które Agnieszka bardzo lubi. To prezent od teściowej. - Fot. Monika Lewandowska/Phototapeta
7 z 9...i posrebrzana patera (niestety, nie wiadomo z jakiej fabryki, na podstawce zachowała się jedynie litera A). Idealna na pyszne cynamonowe bułeczki - specjalność pani domu. - Fot. Monika Lewandowska/Phototapeta
8 z 9Zdobycze z berlińskich pchlich targów: malowany gipsowy aniołek (może kiedyś zdobił jakiś ołtarz)... - Fot. Monika Lewandowska/Phototapeta
9 z 9Ozdobny komplet do herbaty jest pamiątką z Maroka.
Gospodarze wychowali się, jak mówią, w domach z kredensami. W kuchni u babci Agnieszki stał niegdyś tradycyjny śląski byfyj - bielusieńki, z szybkami z mrożonego szkła ozdobionego wygrawerowanymi winogronami. W rodzinnym domu Bartosza stał gdański kredens, który przechodził z pokolenia na pokolenie. To był kawał mebla: ponad dwa metry wysokości, bogato dekorowany, podobno kiedyś była w nim nawet tajna skrytka. W przepastnych wnętrzach kredensów babcie trzymały zastawę stołową, szklanki, kieliszki, a nawet garnki. Oni także chcieli w swoim mieszkaniu mieć kredens z prawdziwego zdarzenia.
W 2005 roku Agnieszka i Bartosz wyjechali do Berlina (Bartosz został korespondentem "Gazety Wyborczej"). Pewnego dnia trafili do Detlefa, starego antykwariusza handlującego antycznymi meblami w Berlinie-Charlottenburgu. Wśród wielu zakurzonych mebli w jego sklepie odkryli... swój kredens. - Wystarczyło spojrzenie i wiedzieliśmy, że to właśnie ten - opowiadają. Detlef na szczęście nie żądał za niego bajońskich sum. O dziwo, Niemcy (przynajmniej ci, których poznali) na antyki patrzą bez specjalnego entuzjazmu. Na ogół wolą nowe meble.
Agnieszka i Bartosz Wielińscy o swoich kolekcjach
Nie znoszą pustych ścian. Akwarele zaczęli zbierać jeszcze kiedy mieszkali oddzielnie, a gdy zamieszkali razem, połączyli zbiory. Okazy do kolekcji przywożą z miejsc, które odwiedzają.
- To takie nasze pamiątki z różnych stron świata. W Tybindze, gdzie pojechałem na wywiad, wypatrzyłem w galerii akwarelkę z widokiem miasta. W Grecji kupiliśmy obrazek od malarza sprzedającego swoje prace na ulicy, podobnie w Sandomierzu - wspomina Bartosz. Kłopot jest wtedy, gdy zachwycą się jakimś malowniczym miejscem, a w okolicy nikt nie sprzedaje wpadających w oko pejzaży. Wtedy po powrocie proszą znajomego malarza, aby namalował obraz na podstawie zdjęcia. Na ścianie w przedpokoju wiszą też liczne fotografie. - Kiedy mieszkaliśmy w Berlinie, ozdobiliśmy ściany zdjęciami z naszego rodzinnego Śląska: kamienic z Katowic, ceglanych familoków z Nikiszowca, hut i wież ciśnień w Zabrzu - opowiada Agnieszka. - Gdy wróciliśmy do Polski, kolekcję uzupełniły zdjęcia z Niemiec. To berlińskie impresje: plac, przy którym mieszkaliśmy, ulica, na której robiliśmy zakupy, pałac w Charlottenburgu, parkowe rzeźby. Ot tak, żeby przystanąć na chwilę i powspominać - tam przecież żyliśmy, kupowaliśmy dobrą kawę, chodziliśmy na długie spacery.
Są pewni, że gdy los znowu ich gdzieś rzuci, zbiory się rozrosną.
Skomentuj:
Hobby: opiekują się nami anioły