Dlaczego Masajowie są tacy wyjątkowi? Wywiad o życiu, wyzwaniach i codzienności w Tanzanii
Jak naprawdę wygląda życie wśród Masajów? O codziennych trudnościach, niezwykłej gościnności i projektach, które realnie zmieniają rzeczywistość lokalnej społeczności, rozmawiamy z Dariuszem Kowalczykiem i Januszem Smykiem – osobami zaangażowanymi w działania pomocowe w Tanzanii. To szczera opowieść o spotkaniach, które zostają w pamięci na długo.
Dlaczego Masajowie są tacy wyjątkowi?
Masajowie to jedno z najbardziej rozpoznawalnych plemion Afryki, a jednocześnie społeczność, która dziś w wielu miejscach żyje bardzo skromnie i jest coraz bardziej spychana na margines. Przez pokolenia radzili sobie w bardzo surowych warunkach, zachowując swoją kulturę, styl życia i niezwykłą siłę. Jednak współczesny świat zmienia się bardzo szybko. Coraz więcej terenów zostaje przejętych pod parki narodowe czy inne inwestycje, a oni bywają przesiedlani i wypychani z najlepszych obszarów. To ludzie bardzo serdeczni, otwarci i gościnni, ale żyjący często w realiach, które dla Europejczyka są trudne do wyobrażenia.
Co najbardziej poruszyło Was po spotkaniu z Masajami?
Chyba właśnie ich życzliwość i prostota. Trafiliśmy tam w 2022 roku, pomagając przy projekcie budowlanym i instalując wspólnie z firmą AiD Solar system fotowoltaiczny dla szkoły. Wtedy szkoła działała kompletnie bez prądu, wieczorami na kilka godzin uruchamiano mały agregat, który służył do zasilania prostego oświetlenia i ładowania telefonów - to typowy obraz w Afryce. Wtedy Masajowie z innej wioski zaprosili nas, żeby zrobić coś również u nich, bo tam było naprawdę bardzo biednie. To nie było zaproszenie oficjalne ani „projektowe". To były po prostu otwarte drzwi, serdeczność i takie bardzo ludzkie: „przyjedźcie, zobaczcie, może coś razem zrobimy". I to nas poruszyło.
Jak wygląda codzienne życie w tej społeczności?
To życie jest bardzo wymagające. Szczególnie trudne jest zdobywanie wody. Czasem trzeba po nią chodzić wiele kilometrów, a potem jeszcze przynieść ją do domu. Ta sama woda jest potrzebna do picia, gotowania, mycia i wszystkich codziennych prac. Wiele z tych obowiązków spada na kobiety. To one zajmują się dziećmi, przygotowują posiłki, noszą wodę i drewno, a często także uczestniczą w budowie domu. To praca od rana do wieczora.
Jak wygląda kwestia jedzenia i utrzymania?
Dieta jest bardzo prosta. Na co dzień często jest to ugali, czyli papka z mąki kukurydzianej, trochę przypraw i odrobina oleju. Od święta ryż i fasola. Mięso pojawia się rzadko, bo koza czy owca to dla Masajów bardzo ważne dobro, którego nie traktuje się lekko. Dlatego tak ważne jest szukanie nowych możliwości uprawy i pokazanie, że można stopniowo urozmaicić sposób odżywiania. Częstym widokiem są dzieci z małą butelką koziego mleka - jest to często ich jedyny posiłek na cały dzień. W czasie ostatniego pobytu moja żona rozdawała dzieciom po pół banana - niektóre dzieci zjadały banana łącznie ze skórką - takie widoki otwierają oczy, jak wielkim problemem jest niedożywienie dzieci.
Dlaczego edukacja jest tam tak ważna?
Bo ona naprawdę zmienia przyszłość. Można komuś pomóc na chwilę, ale jeśli człowiek zdobędzie wiedzę i konkretne umiejętności, to zyskuje coś, co zostaje na dłużej. To dotyczy zarówno dzieci, jak i młodzieży czy dorosłych. Edukacja daje szansę, żeby nie tylko przetrwać, ale zacząć budować inną przyszłość. Rozmawiając z jednym z Masajów zadałem pytanie - dlaczego nie uprawiają żadnych warzyw lub owoców? Z rozbrajającą szczerością odpowiedział - nasi dziadkowie i ojcowie byli pasterzami - nie potrafimy nic innego niż hodowla bydła. Pokazując tym ludziom inne możliwości może pomóc im przetrwać z zmieniającym się klimacie.
Czy szczególnie ważna jest edukacja dziewcząt?
Tak, bardzo. To właśnie tutaj widać, jak ogromne znaczenie ma szkoła. Jeżeli dziewczynka nie pójdzie dalej do szkoły, bardzo często po prostu wcześnie zostaje żoną. Tymczasem życie kobiet w tej społeczności jest wyjątkowo ciężkie. Dlatego edukacja dziewczynek i kobiet to nie jest jakiś dodatek, tylko jeden z najważniejszych kluczy do realnej zmiany. W czasie naszego pobytu nasze kobiety uczyły dziewczynki tak podstawowych czynności jak szycie. Większość (lub nawet wszystkie) widziały igły i nici po raz pierwszy w życiu. Ich mamy używają igieł z kolczastych drzew i włókien traw jako igły i nici. Pomaga to załatać dziury na kilka dni, po czym ubrania są tak samo dziurawe jak przed "cerowaniem"
Jakie formy pomocy mają tam największy sens?
Przede wszystkim takie, które zostawiają trwały efekt. Dlatego ważna jest edukacja, nauka praktycznych umiejętności, rozwój prostego rolnictwa, dostęp do wody i przygotowanie do konkretnych zawodów. Chodzi o pomoc, która nie uzależnia, tylko wzmacnia.
Czy widzicie tam potencjał do uczenia nowych umiejętności i zawodów?
Zdecydowanie tak. Widać ogromną otwartość na naukę. Chodzi o bardzo praktyczne rzeczy: praca z drewnem, ogród, podstawowe budownictwo, nowe technologie, informatyka, a docelowo także konkretne zawody, jak stolarz, spawacz, murarz czy elektryk. To są umiejętności, które mogą komuś dać samodzielność i realną możliwość zarobku.
A co z wodą? Czy w tej sprawie coś się zmienia?
Tak, i to jest jedna z najważniejszych rzeczy, które udało się rozpocząć. Kilka miesięcy temu znaleźliśmy sponsora na wykopanie studni i jesteśmy na finiszu tego projektu. Mamy nadzieję, że woda będzie dostępna bezpłatnie dla całej okolicy. To zmienia bardzo wiele, bo dostęp do wody oznacza nie tylko lżejsze życie codzienne, ale też możliwość rozwijania kolejnych działań, na przykład rolniczych. Sama studnia, to jedno, ale potrzebny jest też prąd do zasilania pompy, więc planujemy przy studniach budować instalacje fotowoltaiczne do ich zasilania, bo bez prądu studnia nie spełni swojej roli. Widzieliśmy przykład studni wybudowanej przez jakąś instytucję charytatywną zasilaną generatorem, niestety wymaga to dużych ilości paliwa oraz przeglądów i napraw generatora, na które lokalne społeczności nie mają środków, więc pomimo tego, że studnia była, wody z niej nie było... my znając lokalne uwarunkowania, spędzając tam bardzo dużo czasu, chcemy to zrobić lepiej, bez konieczności serwisów ani kosztów obsługi.
Jakie nowe możliwości daje studnia?
Dzięki wodzie można pokazać nowe, eksperymentalne uprawy, które mogłyby wzbogacić dietę i zmienić trochę codzienność. To drobne rzeczy, ale właśnie z takich drobnych rzeczy składa się prawdziwa zmiana. Tam każda praktyczna poprawa warunków życia ma ogromne znaczenie.
Czy przyjeżdżający z Europy mogą tam rzeczywiście coś wnieść?
Tak, i nieraz sami się temu dziwią. Czasem komuś się wydaje: „co ja mogę zrobić?". A potem okazuje się, że potrafi naprawdę dużo. Ktoś umie budować, ktoś inny uczyć, ktoś coś naprawić, ktoś poprowadzi zajęcia, ktoś wniesie nowy pomysł. Wokół są ludzie, którzy chcą się uczyć i współpracować. To sprawia, że nawet zwyczajne umiejętności zaczynają mieć wielką wartość.
Czym jest dla Was wyjazd do Tanzanii: pomocą, przygodą, czy jeszcze czymś innym?
To jest jedno i drugie, a może nawet więcej. Z jednej strony można zrobić coś dobrego i konkretnego. Z drugiej strony to jest spotkanie z ludźmi, którzy żyją bardzo skromnie, a jednak często uśmiechają się więcej niż my. Masajowie lubią posiedzieć, porozmawiać, posłuchać i czegoś się nauczyć. Nie są nastawieni na zabranie naszych dóbr. Często po prostu chcą relacji. I to bardzo porusza. A przygodą może być sam dojazd do ośrodka, przez bezdroża, rzeki i błoto w porze deszczowej, może to być spotkanie stada żyraf przechodzącego kilkadziesiąt metrów od ośrodka lub wizyta w lokalnym klubie, kościele, lub chociażby w lokalnym zakładzie fryzjerskim.
Jak wygląda takie miejsce, do którego zapraszacie ludzi?
To jest piękne miejsce w Afryce, pośród sawanny, z Kilimandżaro na horyzoncie. W pobliżu czasem pojawiają się żyrafy, antylopy, a niektórzy widzieli nawet słonia. Jest bezpiecznie. W codziennej komunikacji wystarcza język angielski, a na miejscu są też lokalni współpracownicy, którzy bardzo dobrze nim mówią. Człowiek może przyjechać, rozejrzeć się, odpocząć, a jednocześnie włączyć się w coś dobrego.
Czy są takie małe historie, które pokazują sens tej obecności?
Tak, i one często najlepiej pokazują, że nie chodzi tylko o wielkie projekty. Ostatnio zaczęliśmy na przykład treningi lokalnych osiołków. Do tej pory służyły tylko do transportu wody, a Masajowie byli bardzo zdziwieni, że można na nich również jeździć. Trochę się z tego śmiejemy, ale jest w tym coś pięknego. Kto wie, może kiedyś będą opowiadać, że przyjechali przyjaźni mzungu, czyli biali ludzie, i nauczyli Masajów jeździć na osłach. Takie drobiazgi też zostają w pamięci.
W którym momencie zrodziła się Fundacja AMANI?
Fundacja pojawiła się dopiero jako odpowiedź na to, co zobaczyliśmy na miejscu. Najpierw było spotkanie, zaproszenie i potrzeba. Dopiero potem powstała fundacja w Polsce, a chwilę później jej siostrzany oddział w Tanzanii. To nie był pomysł „żeby mieć fundację", tylko próba uporządkowania i rozwinięcia pomocy, która już zaczęła się rodzić.
Czym dziś zajmuje się Fundacja AMANI?
Najkrócej mówiąc: próbujemy wspierać rozwój tej społeczności w sposób możliwie praktyczny i długofalowy. Najważniejsze są dla nas edukacja, dostęp do wody, rozwój prostych umiejętności zawodowych i tworzenie miejsca, do którego mogą przyjeżdżać ludzie z różnych krajów, by razem robić coś dobrego.
Co oznacza nazwa „Amani"?
W języku suahili „amani" znaczy „pokój". I to słowo dobrze oddaje to, czego tam szukamy i co chcielibyśmy wnosić: trochę pokoju, trochę nadziei i trochę dobra, które zostaje.
Kto już pomógł w tworzeniu tego miejsca?
Ośrodek odwiedziło już kilkudziesięciu wolontariuszy z Polski, pomagali w budowie, koordynacji projektu, dawali nowe pomysły i współtworzyli to miejsce. Dajemy też pracę lokalnym mieszkańcom ucząc ich jednocześnie nowych umiejętności. Duży udział w projekcie miała firma AiD Solar, która w grudniu 2025 zasponsorowała i zamontowała instalację fotowoltaiczną z magazynem energii dla naszego Centrum Wolontariatu. Dzięki temu powstaje miejsce, które ma własny prąd, własną wodę i może służyć całej okolicy. Często nasz ośrodek jest jedynym oświetlonym punktem w promieniu kilkudziesięciu kilometrów. Właśnie takim światłem chcemy być dla okolicznych mieszkańców - chcemy im przekazać lepszą cześć tego, co mamy, a jednocześnie wziąć od nich, to co mają najlepszego - pozytywne podejście do życia, entuzjazm i otwartość na innych.
Co chcielibyście powiedzieć ludziom, którzy to czytają?
Chyba po prostu: warto przyjechać i zobaczyć to na własne oczy. Bo to nie jest tylko opowieść o pomaganiu komuś daleko. To także spotkanie, które zmienia człowieka. I może właśnie dlatego tyle osób wraca stamtąd z poczuciem, że świat naprawdę można choć trochę zmieniać. Jeżeli chcesz wypocząć - jedź na plaże, jeżeli chcesz poczuć, że Twoje życie ma sens - zapraszamy. Ale uważajcie - to uzależnia ;)
Więcej: amani.org.pl
Dariusz Kowalczyk:
Absolwent Politechniki Szczecińskiej, wydział Elektryczny, od ponad 25 lat zajmuje się systemami zasilania gwarantowanego i fotowoltaiką. Brał udział w wielu międzynarodowych projektach w Europie, Azii i Afryce, projektował i realizował projekty elektryfikacji wiosek, szpitali, obiektów telekomunikacyjnych. Angażuje się w wiele projektów charytatywnych w Polsce i Afryce. Prywatnie mąż, ojciec 2 dorosłych już dzieci.
Firma AiD Solar:
Polska firma, działająca od 2019 roku, Dystrybutor wysokiej jakości komponentów do fotowoltaiki, działający głównie na Polskim rynku, ale również eksportujący do wielu państw Europejskich i do Afryki. Część zysków przeznacza na działania charytatywne, między innymi na budowę instalacji fotowoltaicznych w Afryce dla najbardziej potrzebujących.
Skomentuj:
Dlaczego Masajowie są tacy wyjątkowi? Wywiad o życiu, wyzwaniach i codzienności w Tanzanii