Budowa

Ogród

Wnętrza

Design

Architektura

DIY

HGTV

Trendy budowlane

Dom z morzem w tle

Wojciech Stasiak
To dom kompletny, idealnie wkomponowany w nadmorski krajobraz - Jakub Certowicz

Niecały kilometr od bałtyckiej linii brzegowej powstał dom, który zapewnia w prostej bryle komfortowe życie dla sześcioosobowej rodziny, ceniącej sobie wygodę, spokój i kontakt z naturą.

METRYKA BUDYNKU

Projekt architektoniczny: Piotr Kowalczyk, współpraca Karolina Kotowska-Kusiak; pracownia Archmondo;
www.archmondo.pl
Powierzchnia użytkowa domu: 213,08 m²
Powierzchnia działki: 1132 m²

Napisać o sobie można prawie wszystko. Gdy się jest biurem projektowym, można np. powołać się na słynnego starożytnego architekta Witruwiusza, który opisał swoją profesję jako teren połączenia trwałości, użyteczności oraz piękna, i zawołać „To właśnie my!”. Na szczęście, czasami okazuje się, że takie odniesienia potwierdzają tezę, że reklama bywa nie tylko dźwignią handlu, ale i nośnikiem prawdy. Bo co powiedziałby Witruwiusz, gdyby odwiedził zabudowaną w latach 2021-2023 posesję ulokowaną w pasie nadmorskim niedaleko Jastrzębiej Góry? Jeśli wziąłby poprawkę na ewolucję kultur i cywilizacji, jaka następuje w kolejnych stuleciach, a więc i form, musiałby chyba przyznać, że wszystkie trzy wymieniane niegdyś przez siebie cechy, architektura autorstwa gdańskiego biura Archmondo w pełni posiada. Rzeczywiście, wydaje się, że z grubsza jest tak, jak architekci pracowni o sobie na własnej stronie piszą: „Fundamentem działalności Archmondo jest przekonanie, że dobra architektura powinna być jednocześnie logiczna, funkcjonalna i piękna, a jej forma wynikać wprost z miejsca i kontekstu.”

Gęsi nie ma, ale też jest… znakomicie

Ta historia zaczyna się na Śląsku. Mieszkała tam wielodzietna rodzina, która w pewnym momencie postanowiła zmienić swoje życie, a na pewno miejsce zamieszkania, i przenieść się o, bagatela, kilkaset kilometrów na północ. Wycelowała w znaną letniskową miejscowość pod nazwą Jastrzębia Góra. Ponoć aż do początku międzywojnia nie było tu domów, tylko trudno dostępne pastwiska, na których… wypasano gęsi, ale czasy się gruntownie zmieniły. Dziś mieć lokum w tych okolicach to prestiż, a na pewno duża przyjemność.
Nasi główni bohaterowie – małżeństwo (obecnie) z czworgiem dzieci – wycelowali w posesję położoną niecały kilometr nad morskim brzegiem, na skraju sosnowego lasu. Działka, z jednej strony oparta na ścianie drzew, a z drugiej otwarta na szeroką przestrzeń zwieńczoną Bałtykiem, gwarantowała dualizm krajobrazu, zakończony znakiem plus minus nieskończoność, jakim zawsze jest wielki akwen.
Kiedy nasza rodzina szukała nadmorskiej parceli, ta działka w ogóle nie była wystawiona na sprzedaż do publicznej wiadomości – mówią oboje. – Funkcjonowała jako oferta jedynie w ramach „poczty pantoflowej”. Dowiedzieliśmy się jednak o niej, podjęliśmy rozmowy ze sprzedającym i ostatecznie udało się dobić targu.
Na blisko 1200 m2 powierzchni nie byłow zasadzie żadnej zabudowy, podobnie zresztą jak w otoczeniu posesji.
Panowała tu cisza, a jednocześnie nieruchomość miała dostęp do mediów – opowiadają małżonkowie. – Po prostu ideał!

Komu i co ma służyć?

Oboje od początku wiedzieli, że chcą mieć dom parterowy, funkcjonalny i jasny, w którym życie toczy się powoli, swoim trybem, zgodnie z rytmem natury. Pan małżonek miał już pewne doświadczenie w tym względzie, bo jeszcze w czasach śląskich przystosował tam pewien dom w stanie deweloperskim do potrzeb swojej rodziny. Wiedział więc, że budynek mieszkalny przede wszystkim musi być praktyczny, by móc sprawdzać się w codziennym działaniu.
Odpowiedź na pytanie, kto go zaprojektuje, przyszła z internetu, tak przynajmniej pamiętają to dziś inwestorzy.
Na gdańską pracownię Archmondo trafiliśmy chyba przypadkiem, wpisując w wyszukiwarkę ogólne hasło „domy stodoły” – wspominają. – Od razu coś nam zagrało. Na zdjęciach kilku budynków jednorodzinnych znajdujących się na stronie biura odnaleźliśmy formy, proporcje i wykończenia bliskie naszym wyobrażeniom o swojej siedzibie.
Następujące potem wydarzenia potwierdziły, że ich podejrzenia nie były bezpodstawne. Gdy więc przynieśli szefowi biura, architektowi Piotrowi Kowalczykowi, szkice własnych propozycji…
– … zjawiliśmy się z własną koncepcją, ale i otwarciem na ewentualne zmiany – mówią. –  Piotr ogólnie dał naszym propozycjom zielone światło, tylko „obrócił” wszystko o 180 stopni, żeby dostosować projekt do działki. Zachował to, co było rodzinie potrzebne do życia, podrasował i ulepszył, a efekt bardzo nam się spodobał. Już nie szukaliśmy „dziury w całym” :-)
Piotr Kowalczyk, który wziął na siebie zadanie przekucia cudzych marzeń w rzeczywistość, wiedział, że położenie i lądowo-morski charakter posesji niejako z góry narzucają ramy, w jakich warto operować. Tak, by nad niczym zastanym nie dominować, a wpisać się w istniejące, naturalne warunki.
Działka objęta opracowaniem projektowym podlegała też zapisom miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego – mówi architekt. – Spośród jej ograniczeń na ostateczną sylwetkę obiektu największy wpływ miały ustalenia dotyczące maksymalnej powierzchni zabudowy, dopuszczalnej wysokości budynku oraz formy dachu wraz z materiałem pokrycia.
W wyniku zderzenia wytycznych inwestora, zapisów planu, wyobraźni architekta i warunków otoczenia ostatecznie powstał projekt maksymalnie prosty, a jednak dający określić się mianem wariacji, czyli miksu bogactwa skojarzeń i stylistycznych przetworzeń. Dom wzniesiono na planie litery L, którą wypełniają dwa skrzydła, tworzące pomiędzy sobą rozległy plac-taras-trawnik.
Projektanci przyznają, że w kwestii wyglądu obu skrzydeł odnosili się do archetypu stodoły, do którego niewątpliwie odsyłają zgeometryzowane formy zwieńczone dwuspadowym dachem o ostrym kącie. Jednocześnie jednak mamy tu nawiązanie do archetypu obficie przeszklonej letniej willi, może nawet amerykańskich słynnych domów preriowych, czyli ogólnie obiektów, które samym swoim widokiem rozleniwiają, spowalniają czas i wprowadzają wakacyjny klimat. A to nie koniec. Elewacje obłożono obficie bardzo wąskim, jasnym świerkowym deskowaniem mogącym kojarzyć się z budowlami… z zapałek. Ten zapałczany elewacyjny „look” stanowi zresztą jeden z lejtmotywów w dorobku gdańskiej pracowni, bo powtarza się w kilku jej realizacjach.
Jak widać, odniesień tu sporo, a mimo to cały czas, obserwując bryłę, ma się wrażenie obcowania ze zwykłą, nieprzeładowaną, wręcz ascetyczną architekturą, skrojoną pod użyteczność rodzinnych potrzeb.
W początkowej fazie prac rozważaliśmy włączenie garażu w bryłę – opowiada Piotr Kowalczyk. – Jednak przy założeniu realizacji domu jako budynku parterowego z poddaszem takie rozwiązanie znacząco zmniejszałoby dostępną powierzchnię zabudowy, która była szczególnie istotna z uwagi na potrzeby wielodzietnej rodziny inwestorów. Podjęliśmy zatem decyzję o zastąpieniu garażu wiatą samochodową, wzniesioną przy wejściu na posesję, co umożliwiło przeznaczenie większej części dopuszczalnej powierzchni zabudowy na funkcję mieszkalną.
Auta mają z tego powodu mniejszy komfort, ale zyskali mieszkańcy i goście.
Poza tym samochód nie członek rodziny, w domu mieszkać nie musi – dodaje nasz bohater.

Sercem przestrzeni zewnętrznej, „pozadomowej”, jest rozległa powierzchnia wykreowana między dwoma skrzydłami budynku, która łączy w sobie funkcje tarasu, trawnika i swoistego placu-agory do działań wszelakich - Jakub Certowicz

Łapane w kadrze

Obie bryły wypełniono odmiennymi funkcjami, zgodnie z tendencjami panującymi przy tego rodzaju rozmieszczeniu parterowych obiektów. W pierwszej więc, krótszej, tej od strony wejścia na posesję, umieszczono wyłącznie program dzienny, czyli połączone ze sobą kuchnię, jadalnię i salon. Nad tą częścią otwarto też przestrzeń do góry, czyli widok na zbiegające się połacie dachowe. Ciekawe, że dla klarowności wyglądu wnętrz tego skrzydła i jego funkcjonalności nie dodano tu już żadnego zamkniętego pomieszczenia, w rodzaju toalety dla gości czy schowka. Wszystko to przerzucono do drugiego obiektu, skupiającego w sobie pomieszczenia prywatne. Znajdziemy tam przede wszystkim, umieszczone kolejno wzdłuż korytarza, trzy dziecięce sypialnie, zakończone królestwem gospodarzy, czyli minikompleksem złożonym z master bedroom, garderoby i małżeńskiej łazienki.
Dom ma jeszcze użytkowe poddasze. W pierwszym skrzydle wypełniono je wspomnianą pustką nad salonem i jadalnią, a w drugim – użytkowymi antresolami w pokojach dziecięcych oraz powtórzoną pustką nad sypialnią właścicieli.
Otwarty salon z kuchnią i jadalnią mają razem 60 m2. Wprawdzie dla niektórych osób jest to powierzchnia całego mieszkania, ale dla tak dużej rodziny, jak nasza, taki metraż stanowi po prostu must-have – zauważają małżonkowie. – To tu toczy się nasze życie, tu rozlega się gwar i odgłosy codzienności. Tu są też duże okna, mające szerokość 5 i 10 m, wpuszczające do wnętrz dużo naturalnego światła, co było dla nas ważną kwestią. Kiedyś, gdy nie było jeszcze sąsiedniej zabudowy, te okna na przestrzał fajnie kadrowały otoczenie. Teraz zdarza im się np. „uchwycić” płot, nie ma już za nimi tej przestrzeni co kiedyś, ale i tak zapewniają wspaniały widok. 

Początkowo garaż miał znajdować się w obrębie bryły, ale ostatecznie postanowiono wnętrza przeznaczyć wyłącznie dla mieszkańców, a miejsce parkingowe „wystawić” na zewnątrz, tuż koło surowego, betonowego muru - Jakub Certowicz
Duże okna otwierają budynek od strony wewnętrznego dziedzińca, ale zdecydowano się też na wzbogacenie nimi wystawionej na świat elewacji północnej, kryjącej wejścia do sypialni - Jakub Certowicz
Dwuspadowy dach pokryto jasnoszarą blachą na rąbek, nawiązującą kolorystycznie do palety pozostałych materiałów użytych w projekcie, stonowanych i naturalnych, takich jak beton, granit, gres czy jesion - Jakub Certowicz
Projekt architektoniczny bryły tego budynku może rodzić różne skojarzenia, ale nie da się ukryć, że tropy wiodące do wyjściowego pomysłu na dom stodołę pozostały jednak bardzo wyraźne - Jakub Certowicz
Podział funkcjonalny obu skrzydeł przebiega wedle skrupulatnego planu: w tym krótszym (w głębi) usytuowano część dzienną z salonem, jadalnią i kuchnią, a w dłuższym (z lewej) stworzono główne sypialnie domowników - Jakub Certowicz

Potrzeby i estetyka

Zaprojektowanie wnętrz powierzono również panu Piotrowi, choć na podstawie ogólnej koncepcji gospodarzy.
Architekt nad wszystkim cały czas czuwał, podsuwając nam ciekawe pomysły – opowiadają właściciele. – Generalnie aranżacje wnętrz wynikają z potrzeb naszej rodziny i funkcji poszczególnych pomieszczeń. Jeśli jednak trzeba, bywają zmieniane na bieżąco.
To, co rzuca się w oczy przede wszystkim, to lekkość, na jaką postawili architekci i inwestorzy. Lekkość materiałowa i kolorystyczna – bo dom zdaje się tu powtarzać użyte na zewnątrz drewno, tym razem w meblach, posadzkach, schodach na poddasze i dachowej „podsufitce”, dodając do tego biel ścian i oczywiście transparentność okien. A do tego dochodzi lekkość wynikająca z uporządkowania i nieprzeładowania tych przestrzeni zbędnymi elementami. Momentami ma się wręcz wrażenie, że jesteśmy w przewiewnej nadmorskiej tawernie, w której rzeczywistość wnętrz i otaczającej dom natury nieustannie się przenikają. Za ten efekt odpowiadają oczywiście dobre nasłonecznienie, wspomniane przeszklenia, a także odpowiednie rozwiązania architektoniczne zbliżające do siebie oba światy. Przykładem może być pomysł, by z każdej z dziecięcych sypialni dało się wyjść bezpośrednio na taras, czy na trawnik. Wzmacnia to bezpośrednią więź mieszkańców z przyrodą, czyli efekt, o jaki chodziło zarówno Piotrowi Kowalczykowi, jak i mieszkańcom.

Wysokiej klasy aluminiowa stolarka okienna zatrzymuje ciepło, a wielkość przeszkleń „robi” resztę: doprowadza naturalne światło do wnętrz i umiejętnym kadrowaniem ogrodu zaciera granicę między domem a otoczeniem - Jakub Certowicz
Jak głosi opis projektu, ten dom oddycha razem z krajobrazem, stanowiąc przykład architektury cichej, logicznej i zakorzenionej w miejscu powstania - Jakub Certowicz
Każda z trzech dziecięcych sypialni zapewnia eksplorację tak w poziomie – dzięki możliwości wyjścia bezpośrednio na taras – jak w i pionie – na antresolę pod dachem - Jakub Certowicz
Sercem wnętrz budynku jest otwarta część dzienna. To połączona ze sobą przestrzeń kuchni, jadalni i salonu. Uzupełnienie stanowi wszystko to, co dzieje się za szerokim pasem okien, rozciągniętym niczym ekran - Jakub Certowicz
Otwarcie części dziennej na widok podbitych drewnem połaci dachowych powiększa ją, urozmaica wizualnie i zwiększa siłę działania jasnych kolorystycznie materiałów, których tu, podobnie jak na elewacjach, nie brakuje - Jakub Certowicz

Akceptacja z weryfikacją

Przyrody i natury jest tu wciąż w bród, mimo narastającej z czasem okolicznej zabudowy. Nic dziwnego. Mieszkając z Bałtykiem za progiem, cały czas to przecież on rozdaje karty, pozostając dominatorem przestrzeni. I bardzo dobrze. O to przecież chodziło w całej tej przeprowadzce. Zwłaszcza pani domu, która była głównym admiratorem pomysłu zamieszkania nad morzem.
– Jesteśmy bardzo zadowoleni, i z pięknego miejsca, i z domu – twierdzą bez wahania oboje. – Po prostu dobrze się tu żyje.
Oczywiście gospodarze musieli mocno zweryfikować swoją wizję jakości życia na wsi w stosunku do tej w dużym mieście. Nagle wszędzie stało się dość daleko, a nieocenione stały się umiejętności logistyczne, mocno skomplikowane zwłaszcza, gdy się ma czworo małych dzieci… Na całe szczęście dobra i mądra architektura potrafi zapewnić wytchnienie i ułatwia rozwiązywanie wielu życiowych łamigłówek. Przywołany na wstępie Witruwiusz dałby więc tu pewnie łapkę w górę...

Zdaniem architekta

architekt Piotr Kowalczyk
www.archmondo.pl

Budynek powstał w technologii murowanej. Ściany nośne wykonano z bloczków wapienno-piaskowych, uzupełnionych trzpieniami żelbetowymi. W strefie dziennej zastosowano elementy stalowe w postaci słupów i ściągów, które umożliwiły uzyskanie większych rozpiętości konstrukcyjnych. Dom został posadowiony na ławach fundamentowych. Inwestorzy zdecydowali się na wysokiej klasy aluminiowe okna. Ściany i dach są ocieplone wełną mineralną.
Kwestie energooszczędności stawiamy na równi z pozostałymi aspektami architektury, traktując je jako nieodłączny element dobrego projektu – przyjęliśmy więc tu rozwiązania pozwalające utrzymać stabilne warunki wewnętrzne przy umiarkowanym zapotrzebowaniu na energię, bez wprowadzania rozbudowanych systemów technicznych. Budynek ogrzewany jest pompą ciepła typu powietrze-woda, współpracującą z kotłem gazowym oraz ogrzewaniem podłogowym, które zapewnia równomierny rozkład temperatury w pomieszczeniach. Komfort użytkowania wspomaga wentylacja mechaniczna, odpowiadająca za stałą wymianę powietrza przy ograniczeniu strat energetycznych. Uzupełnieniem tych rozwiązań jest wspomniana aluminiowa stolarka z potrójnymi pakietami szybowymi o wysokich parametrach termoizolacyjnych.
Z inwestorami współpracowało się nam świetnie. Każdemu architektowi życzyłbym podobnych. To fantastyczni ludzie – od samego początku pojawiła się między nami nić porozumienia. Już przy pierwszych rozmowach dało się odczuć, że podobnie myślimy o architekturze i kierunku rozwoju projektu. Nie było przeciągania liny, tylko wspólne poszukiwanie najlepszego rozwiązania. Atmosfera stała się na tyle dobra, że pojechaliśmy potem nawet razem na narty i do dziś utrzymujemy przyjacielskie stosunki.
Z perspektywy kilku lat, jakie upłynęły od stworzenia projektu, oceniam tę realizację jako w pełni zgodną z założeniami, które towarzyszyły nam od początku procesu projektowego. Drewniana elewacja po kilku latach nabrała szlachetnej patyny, starzeje się dokładnie tak, jak tego oczekiwaliśmy. Sądzę, że przyjęte rozwiązania materiałowe okazały się trafne, a architektura właściwie znosi upływ czasu oraz oddziaływanie warunków środowiskowych. Realizacja w naturalny sposób wpisuje się w nasze portfolio, ponieważ odzwierciedla podstawowe zasady, którymi kierujemy się w pracy projektowej. Punktem odniesienia pozostaje witruwiańska triada, stanowiąca fundament naszego myślenia o architekturze. W każdym projekcie staramy się dążyć do rozwiązań ujmujących prostotą, trwałych i ponadczasowych.

Udostępnij

Przeczytaj także

Innowacyjny sposób ogrzewania wreszcie w ofercie marki Blaupunkt
Stal na dachu i elewacji stanowi idealną kompozycję
Dział Sprzedaży i kontakt z klientem w FORMEE w Miedzyrzeczu.

Polecane

Dom z morzem w tle
Studio GAB
Spełnione marzenia

Skomentuj:

Dom z morzem w tle

Ta strona używa ciasteczek w celach analitycznych i marketingowych.

Czytaj więcej