Wywiad z Mają Popielarską

Katarzyna Jodłowska

W tym roku 15. rocznicę obchodzi pierwszy ogrodniczy program na polskiej antenie telewizyjnej – „Nowa Maja w ogrodzie”. Z tej okazji rozmawiamy z jego prowadzącą, Mają Popielarską. Nie tylko o ogrodzie…

Maja Popielarska
Maja Popielarska
Fot. HGTV

Maja Popielarska - architektka krajobrazu, dziennikarka, autorka wielu poradników ogrodniczych.

Od 10 września 2004 roku w stacji TVN prowadzi własny program „Maja w ogrodzie”, dotyczący pielęgnacji roślin i projektowania zielonych przestrzeni. W 2017 roku program zmienił nazwę na „Nowa Maja w ogrodzie” i jest nadawany w stacji HGTV.

Maja Popielarska
Maja Popielarska
Fot. HGTV

Ma Pani bardzo rozpoznawalny głos. Jego ciepły tembr idealnie pasuje do programu ogrodniczego. Czy jest on wyćwiczony, czy to naturalny dar?

Dziękuję za komplement. Wiele lat temu, kiedy zaczynałam pracę w telewizji, opinia specjalisty o moim głosie nie była pozytywna. Przeszłam ostre – długie i intensywne – szkolenie logopedyczne. Dziś operuję głosem bardziej świadomie niż kiedyś. I nadal ćwiczę.

Zdradzi nam Pani okoliczności powstania programu „Maja w ogrodzie”? Jak zmieniała się Pani praca przez te lata?

Śmiało mogę powiedzieć, że ojcem chrzestnym „Mai w ogrodzie” jest Mariusz Walter, wielki miłośnik ogrodów. To właśnie on 15 lat temu dostrzegł potrzebę stworzenia w telewizji programu o takiej tematyce. Chciał, żebym została jego producentką i znalazła kogoś, kto go poprowadzi. Traf chciał, że po dwóch miesiącach odezwała się do mnie Ania Słomczyńska, która wówczas odchodziła z miesięcznika „Ogrody" z pomysłem na program. Pogodziłyśmy wizje i to ona jest producentką,a ja prowadzącą.

Bardzo pilnujemy, by program był merytoryczny i naprawdę rzadko zdarzają się pomyłki... To na pewno służy obecności programu na antenie przez tyle lat. Na początku program był emitowany na antenie TVN Meteo. Trwał tylko 15 minut i nie wiem, czy można mówić o nim w kategorii sukcesu, choć niewątpliwie był nowością i nie był skopiowanym formatem. Nad kształtem, treścią pracujemy intensywnie od samego początku. I rozwijamy się, wprowadzając nowe rozwiązania technologiczne, np. dron.

Zaczynaliśmy z jednym operatorem, teraz bywa, że mamy trzech. Ekipa redakcyjna rozrosła się z 2 do 6 osób. Pracujemy intensywnie, sprawnie i ambitnie, by tworzyć dobry program, który kierujemy do szerokiej grupy widzów. Chcemy inspirować zarówno tych, którzy się doskonale znają na ogrodnictwie, jak i laików.

Przygotowywanie i prowadzenie programu nadal cieszy?

Mam ogromną przyjemność, kiedy odzywają się młodzi ludzie i opowiadają, jak ogród zmienił ich życie. Dowiaduję się, co potrafi zrobić z człowiekiem. My umiemy owijać sobie ludzi wokół palca, a ogród… owija nas sobie wokół łopaty. Dzięki ogrodom ludzie odnajdują sens życia, godzą się ze sobą, wychodzą z depresji i różnych przypadłości fizycznych. Być świadkiem takich zmian i częściowo w nich uczestniczyć – to wielka satysfakcja.Mam poczucie, że nasz program naprawdę przyczynił się do rozwoju świadomości ogrodniczej w Polsce.

W ciągu tych 15 lat odwiedziliśmy już ponad 700 ogrodów i  ich nie ubywa, są coraz piękniejsze, coraz lepiej zaprojektowane, pielęgnowane.  Z satysfakcją obserwuję, jak z biegiem lat rośnie zainteresowanie ogrodnictwem. I jestem dumna, że nasz program ma w tym swój udział.

Zwykle nasze wybory życiowe determinuje dzieciństwo. Czy w Pani przypadku było podobnie? Jak narodziła się Pani ogrodnicza pasja?

Chyba natura wyposażyła mnie w gen „kocham przyrodę”. Lubiłam ją obserwować, przyglądać się życiu roślin i zwierząt, analizować je. Taką dociekliwość obserwuję u jednego z moich synów. Wzruszające.Ten „gen” wzmocnił tata.

Był leśnikiem, a dobry leśnik to przyrodnik. To z nim spacerowałam po lesie, to on pokazywał mi rośliny i tropy zwierząt. Przekazał mi otwartość i ciekawość, które mama jeszcze podsycała. Dużo czytałam o roślinach, a na punkcie kwiatów – mogę się przyznać – miałam wręcz obsesję.

Kiedy szłyśmy z mamą na spacer, zbierałam je bez opamiętania. Gotowy bukiecik odkładałam na ścieżkę, żeby „ktoś go sobie wziął”, i zabierałam się za kolejny. Najważniejsze były kolory i zapach.Dziadkowie mieli przepiękny ogród pod Warszawą – bardzo kwiatowy i bardzo owocowy. Kiedy do nich przyjeżdżaliśmy, znikałam w nim na długie godziny. Robiłam swoje bukiety, objadałam się agrestem prosto z krzaka, wspinałam się po czereśnie, podpatrywałam zwierzaki. Do dziś lubię obserwować życie zwierząt. Jaśminowiec zawsze będzie kojarzył mi się z dzieciństwem.

 

Maja Popielarska
Maja Popielarska
Fot. HGTV

Sama projektowała Pani ogród?

„Projektowała” to za dużo powiedziane. Gdy wprowadziliśmy się do nowego domu kilkanaście lat temu, miałam już osnowę z drzew i krzewów. Moja największa ingerencja polegała na zaprojektowaniu najniższej warstwy, czyli bylin. Potem doszło jeszcze oczko wodne, domek ogrodnika, kompostowniki i różne zakamarki.

Mam w ogrodzie kwiaty, które mi się tak podobają, ale też warzywa: pomidory, cukinie, ogórki, a w tym roku po raz pierwszy też bakłażany. Warzywnik jest niewielki, ale jako podręczne źródło witamin sprawdza się doskonale. Mam też poziomki, truskawki, jagodę kamczacką i papierówki, które tak tego lata obrodziły, że zrobiłam mnóstwo soków i musów.

Wciąż mi się wydaje, że w moim ogrodzie kwiatów jest zbyt mało.

Ma Pani ekologiczny ogród?

Nie lubię słowa „ekologia”, bo się go w Polsce nadużywa, a nie każdy wie, co ono tak naprawdę znaczy. Przemodeluję więc pani pytanie: czy mój ogród przyczynia się do zdrowia otoczenia?

Tak. Jest mądrze prowadzony. Są w nim drzewa. Jest miejsce dla ptaków, owadów
i gryzoni. Mam oczko wodne, więc w upalne dni zwierzaki mogą skorzystać z wodopoju. Mam ryby, które zjadają larwy komarów…
Z utęsknieniem czekam na żaby. Mam nadzieję, że się kiedyś pojawią, bo jak wiadomo, nie da się ich kupić i zmusić do osiedlenia
w jakimś miejscu.

Zbieram wodę. Mam kompost, w którym utylizuję resztki kuchenne i ogrodowe. Staram się nie stosować w ogrodzie chemii. Rośliny mam różnorodne, również takie, które lubią odwiedzać zapylacze. Trawnik kosiłam w tym roku tylko trzy razy. Rosną na nim kończyna i głowienka, więc chodząc po nim, trzeba uważać na trzmiele. (śmiech)

Najlepszym świadectwem, że mam przyjazny naturze ogród, jest chyba to, że mieszka
w nim  jeż.

Dobrze się czuję w moim ogrodzie w każdej porze roku. Lubię na niego patrzeć także jesienią, gdy jest szary i bury, i na przedwiośniu, gdy wszystko bywa jeszcze przywalone śniegiem.

 

Maja Popielarska
Maja Popielarska
Fot. HGTV

Wierzy Pani w lecznicze walory ogrodu? Gdyby mogła Pani uratować tylko jedną roślinę ze swojego ogrodu, co by pani wybrała?

Tak! Mam babkę lekarską wielkości krzewu i starannie ją pielęgnuje. Tymianek na ból gardła. Szczypiorki, pietruszki… Chcę posadzić żywokost rosyjski.. Czytałam, że podagrycznik ma bardzo dużo potasu, a ponieważ w moim ogrodzie jest go dużo, w przyszłym roku właśnie z niego będę robić gnojówkę. Korzystam z roślin, by leczyć siebie i rodzinę. Stosuję je także dla ochrony innych roślin.

Wybrać tylko jedną roślinę? Co za strzał w serce! Trudne pytanie…
W pierwszej chwil przyszła mi na myśl bazylia. Lubię ją za to, jak wygląda, że można ją zjeść i że jest pożyteczna dla pszczół. Potem pomyślałam o tymianku, który stosujemy u nas w domu jako lekarstwo. To są racjonalne wybory. Szalonym byłaby pachnąca róża, bo ja uwielbiam zapach w ogrodzie. No, ale chyba jednak lipa lub jabłoń! Bo to przecież drzewa...

 

Maja Popielarska
Maja Popielarska
Fot. HGTV

Świat boryka się z kryzysem klimatycznym. Czy możemy coś zrobić w ogrodach, by powstrzymać katastrofę?

Katastrofa klimatyczna to największy problem świata. Z natury jestem optymistką, ale przyszłość widzę w ciemnych barwach. Segregowanie śmieci jest istotne, ale to nie wystarczy. Pytanie dotyczy nie tylko ogrodów. Musielibyśmy całkowicie zmienić życie,
z wielu rzeczy zrezygnować, np. z drugiego samochodu, podróży samolotami na wakacje kilka razy w roku, nowych ubrań na każdy sezon… Nie wiem, czy będziemy w stanie wyrzec się luksusów, jakie współczesny świat oferuje. Czy Pani np. byłaby w stanie zrezygnować z egzotycznych wakacji?

To byłoby trudne, bo kocham podróże. Ale za to na co dzień korzystam niemal wyłącznie z transportu miejskiego. 

No właśnie. A ja – przy pracy, którą wykonuję – nie mogę zrezygnować z samochodu ani z latania samolotem. Jeśli robimy program np. w Holandii, to cała ekipa musi się tam znaleźć – całe sześć osób. Tego nie mogę zmienić.

Ale nie rezygnuję z zadawania sobie codziennie pytania, co mogę zrobić,
by zapobiegać katastrofie klimatycznej. Jestem oszczędna – nie wyrzucam jedzenia, dbam, byśmy oszczędzali wodę (w ogrodzie do podlewania używam deszczówki). O segregacji śmieci nie wspomnę, bo to jak mycie zębów. 

Zanim cokolwiek kupię, zawsze zadaję sobie pytanie: czy jest mi to naprawdę potrzebne. Nie znoszę kupowania rzeczy, które nie są trwałe i nie będą mi służyć przez długie lata. Mam np. walizkę, z którą podróżuję od dziesięciu lat. Jest już zniszczona, ale ciągle działa, więc nie potrafię jej wyrzucić. Do naprawy oddaję wszystkie sprzęty elektryczne, a nowe kupuję dopiero, gdy starych naprawić się nie da. Nie zmieniam co roku ręczników, żeby pięknie wyglądały na półce. Robię przetwory i używam do tego tych samych słoików od lat. W ogrodzie często stosuję recykling – nadaję nowe życie starym sprzętom. Staram się nie używać chemii, oszczędzam wodę, dbam o różnorodność biologiczną. Ale pamiętajmy, że ogród to nie jest dzika przyroda, tylko projekt stworzony przez człowieka i dla człowieka. Czyli to twór sztuczny, jednak może być bardzo, bardzo wartościowy.

Skomentuj:

Wywiad z Mają Popielarską