Budowa

Ogród

Wnętrza

Design

Architektura

DIY

HGTV

Trendy budowlane

Dom z natury

Tekst  Wojciech Stasiak, zdjęcia: Paweł Ulatowski, Bożena Targosz (wnętrza)
Tytuł Dom z natury - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI

Można architekturą swojego domu szokować, można chcieć się wyróżniać, a można przeciwnie – organicznie nawiązać do zastanego krajobrazu, czerpiąc umiejętnie i z tradycji, i z nowoczesności.

METRYKA BUDYNKU

Projekt architektoniczny i wnętrz: projektanci Dorota Szpinda, Marek Szpinda; www.be37.pl, www.ucees.pl
Powierzchnia użytkowa domu: 124 m2
Powierzchnia działki: 1108 m2

Tytuł Dom z natury

Ta historia sięga XIV wieku. Wtedy właśnie, blisko dwadzieścia minut spacerem od dzisiejszej Wieliczki, powstał folwark, a następnie zespół dworski, w pobliżu zabudowań wiejskich.

Grubo ponad pół milenium później przez tę okolicę przejeżdżał swą „bryczką” pewien jegomość. Udawał się w stronę działki, na której, jak mu się wydawało, będzie stawiał swój dom. Traf chciał jednak, że po drodze natknął się na zupełnie inną posesję, przeznaczoną na sprzedaż. Wpadła mu w oko jeszcze bardziej, więcej nawet – była prawie w sam raz. To „prawie” odnosiło się do wielkości. Potrzebował bowiem dużej parceli, ale nie aż tak.

Od czego jednak znajomości. Konkretnie z Dorotą i Markiem, parą małopolskich architektów, którzy, podobnie jak on, szukali właśnie działki, by się pobudować. Ona – właścicielka biura konstrukcyjnego be37. On – współwłaściciel pracowni projektowej ucees. Oboje zajmowali mieszkanie w Krakowie, ale czuli, że dla dobra swojego i dwójki dzieci przydałoby się wreszcie rozprostować kości gdzieś w luźniejszych okolicznościach przyrody. Wskazane miejsce im pasowało. Raz, że urokliwe i bliskie natury, a dwa, znajdowało się zaledwie kilka kroków od niezbędnych atrybutów cywilizacji. Tuż pod bokiem była wspomniana Wieliczka, a z kolei od krakowskiego rynku głównego dzieliło ich zaledwie 16 km.

– Działki szukaliśmy przez około rok – wspominają małżonkowie. – Nie celowaliśmy w konkretne miejsce, chcieliśmy jedynie zamieszkać w południowo-wschodniej części okolic Krakowa. Jeździliśmy po pobliskich miejscowościach, widzieliśmy wiele posesji. W pewnym momencie upatrzyliśmy sobie już nawet pewną działkę, ale dopiero miejsce znalezione przez znajomego nas zauroczyło. W tej okolicy od razu się zakochaliśmy.

A ponieważ miłość ta była w pełni dzielona z kolegą, więc decyzja mogła być tylko jedna: podział nieruchomości na dwie części i obustronny zakup.

Dom w widoku od strony drogi dojazdowej. Uwagę zwraca wyraziste wycięcie w bryle budynku strefy wejścia głównego. Jakby na powitanie osoby wchodzącej przygotowano tam wizytówkę wnętrza – solidną dawkę dębowego drewna, którym dosłownie obłożono drzwi - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI

Znaleźć okap

Od drogi dojazdowej działka przylegała do okolicznych zabudowań. Z drugiej jednak szeroko otwierała się na pola i połaci drzew. Natury było tu w bród, również na posesji. W części należącej do Doroty i Marka rósł m.in. klon pospolity oraz sosny, a znak firmowy stanowił stary sad owocowy.

W takim otoczeniu trudno nie pokusić się o zaprojektowanie bryły wywodzącej się wprost z tradycyjnej zabudowy jednorodzinnej, bez epatowania nowoczesnością – choć pewnie znaleźliby się i tacy odważni… Podstawowym założeniem, jakie przyjęli architekci, było stworzenie przestrzeni, która w naturalny sposób będzie korespondować z otaczającą przyrodą. Miejsce dla budynku wykrojono w części sadu, ale generalnie przyjęto jednak jako zasadę zachowanie istniejącego drzewostanu. Szczególnie – wspomnianego klonu, pod którego niejako zlokalizowano obrys bryły.

Sam dom miał być nieduży, tak aby na „starość” nie stał w większości pusty i nie okazał się drogi w utrzymaniu. Ot, murowana forma na planie prostokąta, cała w cegle, przekryta dwuspadowym dachem. Skojarzenia z wiejskimi budynkami, jakich pełno od morza do Tatr, są tu natychmiastowe, choć nie brak również akcentów współczesnych – bo „nie epatować nowoczesnością” nie oznacza odwracać się od niej i ją ignorować. Przede wszystkim rzuca się w oczy to, co widać od drogi dojazdowej: poziome pasy niewysokich okien, kojarzące się z dzisiejszą mieszkaniówką, ale i trochę z np. niemieckim modernizmem przełomu lat 20. i 30. ubiegłego wieku. Zwraca też uwagę wyraziste schowanie w głębi bryły drzwi wejściowych do domu. Nowoczesności dodają również eleganckie pasy stalowo-szarych dachówek, zgrabnie wieńczące budynek, w miejsce tradycyjnej czerwonej dachówki ceramicznej. I jeszcze coś – budynek jest w pewien sposób „wsobny”, w pełni jednobryłowy, bo zasadniczo nic z niego nie wystaje. Nawet rynny czy dachowe okapy. To zgrabnie pomyślana, kompaktowa bryła. Nie stało się to jednak tak zupełnie bezboleśnie. Bo okapy wręcz być musiały i kropka!

– Zgodnie z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego ograniczała nas konieczność stworzenia okapów, których wcale nie chcieliśmy mieć – mówią inwestorzy. – Przy braku wysięgu musieliśmy się natrudzić, aby uzasadnić, że specyficzny detal pasa „podrynnowego” razem z wnękami tworzy właśnie rodzaj okapu. Z drugiej strony argumentowaliśmy, że w powojennej zabudowie istniejącej w tej okolicy okapy wcale nie występują.

Nie da się ukryć, że powoływanie się na wspomniane wnęki jako rodzaje okapów było dość… karkołomne. Chodzi bowiem o dwa głębokie wcięcia w bocznych elewacjach, po przeciwległych stronach, których głównym zadaniem, oprócz urozmaicenia bryły i przybliżenia widoków ogrodowych do wnętrz, jest regulacja dopływu światła słonecznego do pomieszczeń. Jeden z nich stanowi przy okazji część ogrodowego tarasu.

– Muszę przyznać, że… urząd ostatecznie wykazał się zrozumieniem, a pani inspektor po kilku latach powiedziała nawet w przypadkowej rozmowie, że ostateczny efekt bardzo jej się podoba – twierdzi pan Marek. – Na szczęście miejscowy plan przewidywał dachy płaskie dla garaży i budynków gospodarczych.

To ostatnie było ważne, bo obok domu mieszkalnego projekt przewidywał zupełnie odmienny w charakterze budynek wiaty garażowej. Miał być płaski, parterowy, z betonowymi elewacjami, częściowo porośniętymi w przyszłości płożącą się roślinnością. I taki jest.

Inwestorzy przekonali urzędników, że za okapy w ich projekcie będą robiły ogrodowe wnęki w obu bocznych elewacjach. Dość śmiałą interpretację udało się obronić... - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI
Właściciele i jednocześnie projektanci stoczyli nie lada bój z urzędnikami broniącymi zapisów miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego, nakazujących wykonanie tradycyjnych okapów. Na szczęście regulacje dotyczące garażu, widocznego po prawej, nie były już tak restrykcyjne i pozwalały na wzniesienie dość dowolnego betonowego obiektu z dachem płaskim - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI
Inwestorzy przekonali urzędników, że za okapy w ich projekcie będą robiły ogrodowe wnęki w obu bocznych elewacjach. Dość śmiałą interpretację udało się obronić... - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI

Dobrze zbudowane nie wymaga rewolucji

Tradycyjny charakter części mieszkalnej objawia się nie tylko w formie bryły, ale i w kwestiach konstrukcyjnych.

– Dom powstał w technologii tradycyjnej, na ławach fundamentowych, choć bez podpiwniczenia – opowiada pan Marek. – Grunty nośne tworzy glina, stąd istotne było, aby to, co wybrano pod wzniesienie bryły, wymieniono na piasek. Ściany zostały wymurowane z pustaków ceramicznych, strop jest żelbetowy, a więźbę drewnianą wykonano z tarcicy jodłowej pochodzącej z Roztocza, czyli z moich rodzinnych stron.

Czy tak tradycyjnie pomyślany dom może być energooszczędny?

Oczywiście. Co więcej, mimo że od przeprowadzki minęło już piętnaście lat, zastosowane rozwiązania wciąż się sprawdzają i budynek nie wymaga żadnego radykalnego polepszenia parametrów cieplnych. Co najwyżej dochodzą nowe rozwiązania.

– Według mojej oceny nasz dom jest bardzo energooszczędny – twierdzi pan Marek. – Ma tradycyjną ścianę trójwarstwową z warstwą licową z cegły pełnej. Okna są trójszybowe, a zlokalizowano je tak, aby słońce w okresie zimowym mogło ogrzewać posadzkę w mieszkaniu. W lecie wnęki wycięte w bryle, pełniące funkcję okapów, rzucają cień i dom się nie przegrzewa. Największy wpływ na energooszczędność ma jednak zwarty rzut budynku i ograniczenie zbędnej komunikacji.

Ciekawe, że w przeciwieństwie do tendencji panującej od lat w budownictwie jednorodzinnym, właściciele nie zdecydowali się na wentylację mechaniczną, uchodzącą za jedno z bazowych rozwiązań jednorodzinnej energooszczędności.

– Zastosowanie wersji grawitacyjnej było w pełni świadomą decyzją – tłumaczą. – Poprawia to akustykę wnętrz, nie trzeba płacić za serwisowanie, no i zmniejsza się zużycie prądu.

Zużycie to obniża też instalacja fotowoltaiczna, zamontowana już w trakcie eksploatacji budynku. Panele PV znajdują się na jednej z połaci dachowych, tej z ekspozycją na południe.

– Mamy je od dziesięciu lat – mówią architekci. – Początkowe 4,5 kWp mocy szczytowej, powiększyliśmy właśnie o kolejne 2,4 kWp, ze względu na potrzeby małego elektrycznego auta zakupionego przez córkę. Fotowoltaika jak najbardziej się u nas sprawdza, a część zainstalowana wiele lat temu na pewno się już zwróciła.

Z kolei system domowej automatyki, Fibaro, uległ odwrotnemu procesowi, czyli redukcji.

– Wcześniej korzystaliśmy z bardziej rozbudowanych jego funkcji, takich jak regulacja ogrzewania, ustawianie scen świetlnych itd. – opowiadają gospodarze. – Okazało się jednak, że system działał nieprzewidywalnie, więc od jakiegoś czasu używamy opcji inteligentnego domu praktycznie tylko w zakresie sterowania oświetleniem zewnętrznym, bramą wjazdową i garażową, a także monitoringiem.

Źródło ciepła dla domu stanowi dwufunkcyjny kocioł gazowy, wpierany awaryjnie (oraz „dla wieczornych klimatów”) przez centralnie umieszczony kominek. Kocioł podgrzewa wodę, pobieraną z sieci gminnej, wykorzystywaną następnie jako ciepła woda użytkowa oraz jako czynnik grzewczy instalacji ogrzewania podłogowego, która znajduje się na parterze oraz w łazience. W pomieszczeniach gospodarczych, kotłowni oraz w sypialniach zainstalowano zwykłe grzejniki.

Jak kształtują się ogólne koszty eksploatacyjne domu?

– Za ogrzewanie gazem i za ciepłą wodę płacimy podobnie, jak za 50-metrowe mieszkanie w bloku na parterze – oceniają inwestorzy.

Są zadowoleni.

Rzut planu części należącej do małopolskich projektantów dobrze pokazuje, że musieli wpisać się w działkę o całkiem nieregularnym kształcie. Punkt ciężkości tworzy oczywiście budynek mieszkalny z przyległym doń pawilonem garażu. Zgodnie z okolicznym zwyczajem dom zwrócono ścianą szczytową w stronę ulicy dojazdowej. Dominantą przestrzenną ogrodu jest trawnik plus zachowany drzewostan - www.be37.pl
Ściany pokrywa elewacja z ręcznie formowanej, wypalanej cegły o pełnej grubości. Wyprodukowano ją w podlubelskiej Suchyni, w zakładzie o wdzięcznej nazwie „Ceramika Kufel” - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI
Ceglane elewacje, dwuspadowy dach, prostokątny obrys bryły - powstał bardzo tradycyjny w formie dom, wyglądający trochę jak wyremontowany i solidnie odświeżony o akcenty nowoczesności budynek sprzed stuleci, świetnie wpisany w naturalne otoczenie - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI
To okno bocznej elewacji, umieszczone koło ogrodowego tarasu, doświetla jadalnię. Do stworzenia tarasu wykorzystano jedną z dwóch wnęk wykrojonych w bryle, ale prawdę mówiąc wycięcia urozmaicające budynek pojawiają się również wokół okien, choć na znacznie mniejszą skalę - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI

Przestrzeń idealna do życia

Gdy tu przyjechaliśmy po raz pierwszy, okolica bardzo nam się spodobała. Kontekst dla naszej działki i przyszłego projektu stanowiły domy w większości wolnostojące, wzniesione wiele lat temu. Nie było typowej dla podkrakowskich okolic zabudowy w drugim, trzecim szeregu. Niedaleko znajdował się teren ojców Michalitów, z kościołem i siedzibą nowicjatu, a poza tym lasy i pola. Bardzo nam też odpowiadała bliskość przedszkola, szkoły, piekarni...

W młodości mieszkaliśmy w 12-rodzinnym budynku w Zwierzyńcu (Marek) oraz w bloku w Rzeszowie (Dorota). Nasi rodzice zakończyli budowę swoich domów, gdy już studiowaliśmy, więc nie zdobyliśmy zbyt wiele doświadczenia dotyczącego życia w obiekcie jednorodzinnym. Wiedzieliśmy jednak, że kilku błędów nie popełnimy. Po pierwsze, nasz dom miał być nieduży, tak aby na „starość” nie okazał się pusty i drogi w utrzymaniu. Po drugie, chcieliśmy wznieść go maksymalnie w rok – i udało się to zrobić w niespełna jedenaście miesięcy, licząc razem z wykończeniem i zamieszkaniem! Przeprowadzka z Krakowa miała nastąpić, zanim dzieci zaczną chodzić do szkoły (syn) i przedszkola (córka). Zdawaliśmy sobie bowiem sprawę z tego, że rodzinne korzyści z mieszkania w domu okazują się największe, gdy dzieci są małe, mają dużo przestrzeni wewnątrz i na zewnątrz, żyją w otoczeniu zieleni i czystego powietrza.

Przez znaczny okres ich dorastania korzystaliśmy z infrastruktury Wieliczki – basenu, boiska do piłki nożnej, rozmaitych zajęć sportowych itp. Dzieci chodziły do szkoły w pobliskiej wsi, niecały 1 km pieszo, w większości drogą biegnącą przez środek pola. Często wracały do domu same, czasami z sąsiadami – mogły jednak czuć się bezpiecznie, bo tutaj wszyscy się znają. Naszym zdaniem w dużym mieście trudno o takie poczucie bezpieczeństwa.

W trakcie inwestycji stan surowy realizowała jedna firma, zorganizowana przez sąsiada, do tego trzy firmy instalacyjne i elewacyjne, a wykończeniem zajmowała się kolejna firma. Kto nie wybudował domu, nie wie, jakie to wyzwanie. Codziennie razem jeździliśmy pilnować „budowlańców”. Na szczęście, znamy się na tym, więc wiedzieliśmy, czego wymagać i na co uważnie patrzeć – dzięki czemu żadnych istotnych błędów w ramach całego przedsięwzięcia nie było.

Patrząc z perspektywy kilkunastu już lat, jesteśmy zadowoleni z naszego domu. Bryły nie zmienialibyśmy wcale. Jedyna rzecz warta ewentualnej korekty wiąże się z garażem. Okazał się za mały – oprócz samochodu stoją tam dziś rowery, skuter oraz motocykl.

architekci Dorota Szpinda, Marek Szpinda https: //www.be37.pl https: //www.ucees.pl

Na całej połaci dąb

Dorota z Markiem i dwójką dzieci wprowadzili się do domu w roku 2010, jednak rozmaitego rodzaju prace wykończeniowe trwały jeszcze przez kolejną dekadę. Wszystkie odbywały się pod czujnym okiem projektantów tych wnętrz, czyli ich samych. Bo to naprawdę dom w pełni autorski, od A do Z.

– Tak, wnętrza wymyślaliśmy sami – przyznają architekci. – Jeżeli chodzi o idee projektowe, które nam w tym przyświecały, to przede wszystkim chcieliśmy mieć jak najwięcej mebli z litego dębu. Stąd ława, stół i zabudowy meblowe w pokoju gościnnym oraz naszej sypialni zostały wykonane właśnie z tego materiału, przez znajomego stolarza z Roztocza. Kuchnia na zamówienie, stworzona przez innego kolegę, stanowi połączenie litego dębu oraz naturalnego forniru. Zabudowa ściany z ukrytymi drzwiami, również robiona na zamówienie, to naturalny fornir dębowy. A podłoga w pokoju gościnnym (teraz siłowni) oraz całe piętro zostały wyłożone parkietem dębowym.

Akcja liść dębu, chciałoby się powiedzieć za tytułem jednego z odcinków przygód pewnego fałszywego kapitana Abwehry. Rzeczywiście, gdy ogląda się efekt prac aranżacyjnych, pierwsze skojarzenie wiedzie ku eleganckim, funkcjonalnym wnętrzom modernistycznych willi z lat 30., w których często królowało naturalne drewno, nadające całości klasy i elegancji. Widzimy je nie tylko w detalach czy w meblach, ale i w całych płaszczyznach ścian, a ponieważ jest to wszędzie ten sam rodzaj drewna, więc z łatwością uzyskano efekt jednolitego wyposażenia domowych przestrzeni. Dąb towarzyszy nam więc zarówno, gdy idziemy schodami na piętro, jak i gdy obserwujemy świat na zewnątrz, bo ogrodowe widoki kadrowane są niezmiennie przez obramowania okien utrzymane w dębowej kolorystyce. Co więcej, efekt podbijają nawet niedrewniane meble – przykładem obszerna sofa w salonie, której obicie koresponduje z dębowymi brązami.

Jest w tym wszystkim jakieś dalekie echo przewrotnego nawiązania do stylu glamour, bo dokonywane nie poprzez błysk złota i brylantowych kandelabrów, ale zupełnie na odwrót: przez efektowne wykorzystanie naturalnych materiałów wysokiej jakości. Nie przeszkadza temu wrażeniu nawet fakt wystąpienia na finiszu inwestycji pewnych budowlanych… niedoróbek.

– Gdy kończyliśmy budowę w roku 2020 r., to kończyły się nam już również fundusze – zdradzają gospodarze. – Stąd w łazienkach, jak również na podłodze w strefie dziennej, musieliśmy zastosować płytki z marketu budowlanego. 

Ale wcale ich nie widać! Podobno najlepsi iluzjoniści zawsze skutecznie przekierowują uwagę widzów tylko na to, co chcą im pokazać.

Salon, czyli fragment otwartej części dziennej, którą uzupełnia kuchnia z jadalnią. Oprócz tego na parterze znajdują się: łazienka, siłownia i pomieszczenia gospodarcze. Na piętrze usytuowano zaś sypialnię rodziców, dużą łazienkę oraz pokoje córki i syna - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI
Piękny widok z okna - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI
Salon ujęty z drugiej strony, z widokiem na jadalnię i kuchnię, a bliżej na telewizor i usytuowany pod nim kominek. Właścicielom bardzo zależało na obecności kominka i to w centralnej części parteru. Listę życzeń co do wnętrz otwierał jednak... dąb, dużo dębu - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI

Copy, paste i 300 procent

Jeden aspekt projektowy całej realizacji jeszcze nie został zakończony, choć w sumie sztuka iluzji dobrych architektów potrafiła i to zamaskować.

– Urządzanie ogrodu zaczynaliśmy sami, potem pomogła nam znajoma projektantka ogrodów, ale w sumie to jeszcze cały czas coś w nim robimy – przyznają właściciele. – Charakterystyczne elementy stanowią bluszcze na garażach i żelbetowym murze od strony sąsiada. Kilka lat temu zasadziliśmy żywopłot z cisa, trawy, a wokół przydomowej oczyszczalni ścieków mamy krzewy. Przez większą cześć roku ogród jest zielony, a jesienią staje się kolorowy. Kluczowe w tym wszystkim są jednak drzewa: klon, który stoi przed domem, brzozy i sosny wzdłuż granicy działki.

Od strony sąsiada, na jego części, stoi coś jeszcze. Drugi dom, bliźniaczo podobny, prawie taki sam, choć w innej skali. Déjà vu?

– Nie, po prostu ten budynek również wyszedł spod naszej ręki – przyznaje pan Marek. – Oba były projektowane jednocześnie i w znacznym stopniu wspólnie realizowane. Elewacja części mieszkalnej też została wykonana z cegły, a garaż, jak nasz, powstał z betonu. Dom kolegi jest jednak przynajmniej trzy razy większy.

Dorota i Marek zaprojektowali swój dokładnie pod własne potrzeby. Już niedługo mogą się one okazać jednak nieco za duże.

– Ponieważ dzieci są już pełnoletnie, za chwilę zostaniemy w domu we dwójkę – prognozują właściciele.

Kto to jednak wie, co szykuje dla nas życie. Kolega też jechał przecież kiedyś na zupełnie inną działkę.

 

Zamiłowanie inwestorów do dębu można kontemplować idąc masywnymi schodami z parteru na piętro lub z powrotem, ale także m.in. otwierając dębowe drzwi, dotykając okładzin niektórych ścian, korzystając z mebli wykonanych na zamówienie czy kuchennych szafek - ZDJĘCIA: PAWEŁ ULATOWSKI
Udostępnij

Przeczytaj także

Innowacyjny sposób ogrzewania wreszcie w ofercie marki Blaupunkt
Stal na dachu i elewacji stanowi idealną kompozycję
Dział Sprzedaży i kontakt z klientem w FORMEE w Miedzyrzeczu.

Polecane

Dom w Kampinosie
Pracownia architektoniczna - Pracownia 88
Dom z natury

Skomentuj:

Dom z natury

Ta strona używa ciasteczek w celach analitycznych i marketingowych.

Czytaj więcej