Pomyślane, policzone

Teksty i zdjęcie: Liliana Jampolska

Planowanie domu zajęło mi aż półtora roku, ale dzięki temu jest on przemyślany w każdym szczególe, oszczędny i wygodny. Nie tylko tu mieszkam, ale i pracuję.

Droga do domu

Uważam, że dom jest na tyle ważną inwestycją, iż nie powinno się podejmować żadnych działań "na żywioł". Warto starannie dobrać już samo miejsce, w którym go postawimy. Zanim kupiłem działkę - wybraną ze względu na piękne położenie oraz dostęp do sieci wodociągowej, gazowej i telefonicznej, a w niedalekiej przyszłości do kanalizacyjnej - zamówiłem geologiczne badanie gruntu. Musiałem wiedzieć, jakie jest podłoże w wybranym przeze mnie miejscu, ponieważ zamierzałem zbudować piwnice. Sprowadziłem też radiestetę. Dopiero kiedy miałem pewność, że podłoże jest piaszczyste, a ze strony cieków wodnych nie ma zagrożenia, zdecydowałem się na zakup gruntu.

Półtora roku przed rozpoczęciem budowy zaczęliśmy z żoną sporządzać listę niezbędnych funkcji przyszłego rodzinnego gniazda, którą potem przedstawiliśmy poleconemu architektowi. Zależało nam, żeby architekt zaprojektował dom według zasad feng shui, odpowiednio ustawiając go w stosunku do stron świata, a nawet dostosowując układ wnętrz do dat urodzin wszystkich członków rodziny. Oczywiście ważna też była technologia budowy i dobór materiałów. Zdecydowałem się na dom murowany wyposażony w nowoczesne instalacje.

Patenty na oszczędności

Zacząłem od fundamentów. Z racji mojej zawodowej specjalizacji (prowadzę firmę zajmującą się osuszaniem budynków) bardzo solidnie je ociepliłem i zabezpieczyłem przed wilgocią. Zadbałem też o ściany: warstwowe mury z cegły ceramicznej MAX i dziurawki K3 ociepliłem 10 cm styropianu (między tymi warstwami), a wykończyłem tradycyjnymi tynkami cementowo-wapiennymi. Ponieważ strych nad pierwszym piętrem nie jest zamieszkany (służy jako suszarnia), w stropie między nim a piętrem położyłem 20 cm styropianu. Kupiłem również nowoczesne okna drewniane o podwyższonym standardzie, z tzw. bezpiecznymi szybami (przednia szyba ma grubość 1,5 cm) i współczynnikiem przenikalności ciepła 1,1.

Ogrzewanie budynku dokładnie omówiłem z architektem w fazie projektu, ponieważ w architekturze domu - w tym w układzie pomieszczeń - powinien być uwzględniony planowany system ogrzewania. Ponieważ dom jest duży, postanowiłem ogrzewać go sposobem kombinowanym: kotłem gazowym, kominkiem, a także energią słoneczną. Doświadczenie z poprzedniego domu nauczyło mnie, że nie należy oszczędzać na instalacjach i urządzeniach grzewczych. W piwnicy zaplanowaliśmy dużą kotłownię na gazowy piec kondensacyjny oraz duży zasobnik na ciepłą wodę, a łamany dach przygotowaliśmy do montażu kolektorów słonecznych. Choć montaż samych paneli kolektorów odłożyłem na najbliższą przyszłość, podczas budowy domu ułożyliśmy całą potrzebną instalację i dostosowaliśmy do niej zbiornik na ciepłą wodę (300 l). Ogrzewanie słoneczne zaplanowałem przede wszystkim z myślą o pracownikach firmy (6 osób), którzy mieszkają w domku gościnnym wybudowanym obok naszego. Obliczyłem, że ogrzewanie wody piecem gazowym zużywa aż 25% całej pobieranej energii, a system solarny przez kilka miesięcy w roku pozwoli ogrzać wodę prawie za darmo.

Z pomocą fachowców zaprojektowałem rozbudowaną sieć elektryczną, alarmową (monitoring z funkcją przeciwpożarową i wykrywaniem gazu), telewizyjną (z kinem domowym) i telefoniczną (na potrzeby rodziny i biura własnej firmy budowlanej, która ma siedzibę w nowym domu). Budynek wyposażyłem w centralny odkurzacz.

Pieniądze nie takie straszne

Wykańczając i wyposażając dom, starałem się jak najmniej materiałów kupować w Warszawie, bo ceny są tu wyższe niż gdzie indziej. Przykładowo: granit do wykończenia tarasów i schodów na zewnątrz budynku kupiłem w Strzegomiu, z Biłgoraja przywiozłem drewniane drzwi (są z litego dębu, za połowę "warszawskich" cen), a z "zagłębia klepkarskiego" (czyli okolic Hajnówki, Siemiatycz i Białegostoku) - klepkę podłogową i schody. Dzięki tym staraniom oszczędziłem połowę kosztów wykończenia budynku.

Wiele doświadczeń składających się na funkcjonalność budynku i wygodę życia przywiozłem z Kanady. Za przykładem Amerykanów zabezpieczyłem dom na wypadek wyłączeń światła: zamontowałem akumulatory, które pracują około trzech godzin po awarii i zaopatrują wybrane pomieszczenia w światło - tylko trochę ciemniejsze niż normalne. W momencie wyłączenia prądu światło awaryjne zapala się automatycznie. Polecam to rozwiązanie, bo jest proste i niedrogie. Idąc za przykładem inwestorów zza oceanu, zaplanowałem też salkę z kinem domowym - w piwnicy tuż pod salonem, gdzie jest telewizor. W ten sposób ułatwiłem montaż połączonych ze sobą i współpracujących urządzeń (ekranów, nadajników i głośników). Rozliczne kable biegnące między nimi na dwóch poziomach poprowadzono na ścianach (i przez strop) jeszcze przed położeniem tynków, aby nie szpeciły reprezentacyjnych pomieszczeń. Podobnie czyniłem z pozostałymi instalacjami. W moim przekonaniu to między innymi takie drobiazgi składają się nie tylko na wygodę, ale i na ekonomiczność domu, dlatego warto do nich przywiązywać wagę i zadbać o wszystko na etapie tworzenia budynku.

    Więcej o:

Skomentuj:

Pomyślane, policzone