Ekspresem do domu

Tekst i zdjęcia: Liliana Jampolska

Działkę marzeń znaleźliśmy w ciągu trzech dni od chwili, gdy postanowiliśmy zacząć budowanie domu. Wystarczyła krótka wycieczka po interesującej nas okolicy.

Droga do domu

Od pierwszych chwil małżeństwa planowaliśmy z Adamem budowę własnego domu. Choć najpierw wynajmowaliśmy mieszkanie, a później nawet dorobiliśmy się własnego (65,5 m2), to traktowaliśmy je jedynie jako przejściowe miejsce do życia. Kiedy w 1999 roku stwierdziliśmy, że czas startować z inwestycją, wzięliśmy kilka dni urlopu i... znaleźliśmy idealne miejsce w spokojnej okolicy nieopodal lasu, daleko od szosy szybkiego ruchu. Działka miała media (oprócz kanalizacji), dobrą lokalizację wobec stron świata i dogodne połączenie autobusowe z miastem, co było tym bardziej ważne, że wtedy nie mieliśmy jeszcze samochodu. Udało się szybko podpisać umowę. Już wcześniej ustaliliśmy, że wystarczy nam dom o powierzchni 200 m2. Zależało nam jednak na przestronnych, połączonych pomieszczeniach dziennych. Chcieliśmy też mieć koniecznie sypialnię położoną na parterze i z wyjściem na taras. Użytkowe poddasze zaplanowaliśmy jako miejsce do pracy i relaksu oraz do przenocowania gości. Szczęśliwie szybko znaleźliśmy projekt gotowy, który po niewielkich przeróbkach (oczywiście za zgodą projektanta) spełniał nasze potrzeby.

Pomysły na oszczędności

Budując, wybieraliśmy materiały i urządzenia tylko wysokiej jakości, o najmniejszym prawdopodobieństwie awaryjności. Nie żałowaliśmy pieniędzy na izolację budynku. Jednowarstwowe ściany wzniesione z bloczków Porotherm (grubość 36 cm) ocieplone zostały na zewnątrz styropianem (12 cm) i otynkowane zaprawą akrylową. Pod dachem, między wysokoparoprzepuszczalną membraną dachową i paroizolacją, umieściliśmy 20 cm wełny mineralnej. Ponieważ marzyliśmy o jasnych wnętrzach, zdecydowaliśmy się na dużą liczbę okien i drzwi tarasowych - musieliśmy więc zadbać o ich jakość. Kupiliśmy te z wyższej półki, drewniane, z niskim współczynnikiem przenikania ciepła, wynoszącym U = 1,1.Bardzo starannie opracowywaliśmy system ogrzewania, konsultując się z różnymi fachowcami. Analizowaliśmy różne możliwości i warianty. W końcu zastosowaliśmy rozwiązanie mieszane z użyciem gazowego ogrzewania podłogowego (w salonie oraz łazienkach) i tradycyjnego c.o. z grzejnikami, kominka z żeliwnym wkładem i rozprowadzeniem ciepła na dwóch kondygnacjach oraz kolektorów słonecznych, rezygnując (ze względu na wysoką cenę) z pompy ciepła. Piec kondensacyjny wybraliśmy pod kątem możliwości współpracy z ogrzewaniem podłogowym (na powierzchni ok. 100 m2), jak również z ogrzewaniem kominkowym i słonecznym. Współpraca tych wszystkich urządzeń sterowana jest automatycznie, co daje duże oszczędności. Ze względu na kolektory słoneczne zakupiliśmy także 300-litrowy zasobnik na ciepłą wodę.

Pieniądze nie takie straszne

Już trzy lata mieszkamy w wybudowanym przez nas domu i oceniamy, że nie zmarnowaliśmy pieniędzy. Warto było zainwestować w wysokiej jakości piec kondensacyjny, kominek i kolektory słoneczne. Niskie rachunki za gaz mówią same za siebie. Na niskie opłaty "pracują" na pewno kolektory słoneczne, dzięki którym od maja do października mamy za darmo ciepłą wodę, a także kominek, w którym palimy, gdy jesteśmy w domu, jak również wysokiej klasy urządzenia AGD z zegarowymi programatorami, oszczędzające zużycie elektryczności i wody. Świetnym posunięciem było założenie dwutaryfowego licznika elektrycznego oraz filtra uzdatniającego wodę z wodociągu. Żałujemy, że nie mamy możliwości dalszego obniżania kosztów wywozu ścieków (chyba że wreszcie doczekamy się osiedlowej kanalizacji). Mimo iż ograniczyliśmy zużycie wody do minimum (zamontowaliśmy oszczędne baterie prysznicowe, spłuczki w w.c. itp.), szambo musimy opróżniać co miesiąc. Problemem staje się także podlewanie ogrodu wodą z wodociągu. By nasz trawnik nie wysychał, zrobiliśmy już pierwszy krok w celu uzyskania tańszej wody. Umówiliśmy się wstępnie z sąsiadem, że wybudujemy wspólnie studnię (źródło wody jest na jego działce) i podzielimy się kosztami. Kiedy obliczyliśmy, że średni miesięczny koszt utrzymania naszego domu wynosi 766 zł, odetchnęliśmy z ulgą. Mamy poczucie, że wykonaliśmy dobrą robotę.

    Więcej o:

Skomentuj:

Ekspresem do domu