Zanim staw skują lody

Piotr Syga

Każdej jesieni zadajemy sobie to samo pytanie: które rośliny są w stanie przetrwać zimę w oczku wodnym, a które trzeba przenieść w miejsca, gdzie temperatura pozwoli im doczekać wiosny? Początek listopada to ostatnia chwila, żeby zadecydować o zimowaniu w roślin.

W jeziorku, które jest wystarczająco głębokie (ponad 1 m) i na zimę nie jest osuszane, bez trudu zimuje większość rosnących Polsce roślin wodnych - pod warunkiem że posadzono je na odpowiednich dla nich głębokościach. Natomiast niektóre odmiany grzybieni (głównie te miniaturowe) warto umieścić na zimę nieco głębiej (przynajmniej 40 cm pod powierzchnią wody). Na szczególną troskę zasługują rośliny zimozielone, które pozostawiamy w oczku - warto zadbać o nie, gdyż produkują potrzebny rybom tlen. Gdy wodę skuje lód musimy systematycznie odgarniać śnieg.

Jeśli nasze jeziorko jest małe (np. oczko z laminatu o pojemności do 1000 l), ma pionowe ścianki i do tego jest niezbyt głębokie, przed zimą koniecznie trzeba je opróżnić z wody, pozostawiając jednak na dnie jej 5 cm warstewkę. W przeciwnym przypadku lód uszkodzi zbiornik, a tym samym uniemożliwi zimowanie posadzonych w nim roślin. Gatunki niezimozielone (np. grzybienie, strzałki wodne czy tataraki) można pozostawić na dnie opróżnionego z wody zbiornika, trzeba je tylko dobrze okryć, zabezpieczając przed utratą wilgoci i mrozem. Gdy w osuszonym jeziorku rosły rośliny zimozielone, przenosimy je do pomieszczeń - wymagają sztucznego doświetlania.

Najbardziej wymagające są gatunki egzotyczne, np. popularne u nas piscje, hiacynty wodne czy wywłóczniki brazylijskie, które oprócz światła potrzebują wyższej temperatury i dużej wilgotności powietrza - dlatego zabieramy je do domu.

Styropianowy przerębel

Zimujące pod wodą zwierzęta, żeby przetrwać, potrzebują tlenu. Gdy tafla lodu szczelnie pokryje staw, w wodzie jest go coraz mniej. Zużywają go nie tylko zwierzęta, lecz również procesy gnilne na dnie, w wyniku których wydzielają się trujące gazy. Gdy wymiana pomiędzy środowiskiem wodnym a powietrzem staje się niemożliwa, w małych zbiornikach szybko giną ryby. Należy więc w kilku miejscach uwolnić powierzchnię jeziorka od pokrywy lodu. Coraz częściej używamy do tego celu styropianowych kręgów. W miejscu, gdzie się znajdują, woda nie zamarza, a toksyczne gazy powstałe podczas rozkładu obumarłych roślin ulatniają się do atmosfery. Kręgi takie zwykle składają się z dwóch części: styropianowego pierścienia, tzw. przerębla, i pokrywy zabezpieczającej przed zamarzaniem. Styropianowe kręgi puszczamy na wodę, zanim zaczną się mrozy. Pamiętajmy, że ich korpus musi być częściowo zanurzony - w przeciwnym razie podmarzną od spodu. Dlatego sztuczny przerębel musi być tak skonstruowany, żeby można było dodatkowo go obciążyć. Służą do tego celu komory, które wypełnia się piaskiem. W sklepach szukajmy styropianowego kręgu na tyle wysokiego, żeby móc go zanurzyć jak najgłębiej - na około 10 cm.

Żeby woda nie zamarzła

W czasie silnych mrozów (poniżej -8oC) styropianowy przerębel mógłby zamarznąć. Dlatego warto przez otwór w jego pokrywie wprowadzić napowietrzacz zasilany pompką membranową - poruszające wodę bąbelki zapobiegają jej zamarzaniu i jednocześnie wzbogacają ją w tlen. W sprzedaży można spotkać też styropianowe pływaki z zamontowaną do nich małą pompką wirnikową (zdjęcie obok). To rodzaj podwodnej fontanny, której działanie polega na przepompowywaniu cieplejszej wody (4-6oC) z dna zbiornika pod powierzchnię styropianowego kręgu. Dzięki temu woda wokół niego nie zamarza. Urządzenie to nadaje się do dużych oczek, w małych woda szybko przemieszałaby się, ulegając przy dnie (gdzie zimują ryby) drastycznemu ochłodzeniu.

Przedstawiony niżej przerębel oprócz komory do obciążania piaskiem wyposażony jest w grzałkę o mocy 35W zasilaną napięciem 12 V (gwarantuje to bezpieczeństwo i małe zużycie energii). Woda nie zamarza w nim nawet podczas silnych mrozów (-20oC). Rurka w otworze pokrywy pozwala na swobodną wymianę gazów, nawet kiedy lód przykryje warstwa śniegu (sam styropianowy przerębel kosztuje ok. 30 zł, z grzałką - ok. 120 zł).

Co z roślinami

Z jeziorka wyławiamy rośliny egzotyczne. Znajdujące się na płyciźnie grzybienie (sadzone w koszykach) można przesunąć w głębsze miejsce. Od strony południowo-wschodniej i południowej warto przyciąć trzciny, pałki i sity, żeby do zbiornika docierało więcej światła niezbędnego dla podwodnych roślin zimozielonych. Skracamy je ok. 30 cm nad lustrem wody - kiedy woda zamarznie, ich źdźbła umożliwią wymianę gazów. Ściętej trzciny nie wyrzucamy. Przed mrozami jej pęki można umieścić pionowo w wodzie (obciążając je na dole), albo włożyć w styropianowe przeręble - zabezpieczą je przed całkowitym zamarzaniem. Żeby zapewnić podwodnym roślinom światło, odgarniamy z lodu śnieg.

Rośliny wodne, np. grzybienie, strzałki, tataraki, kosaćce itd. (oprócz zimozielonych), można pozostawić w zbiornikach, które wcześniej opróżniliśmy z wody. Kosze zdejmujemy z górnych półek i umieszczamy na dnie w najgłębszym miejscu - jeśli jest tam piasek lub żwir, dobrze jest je zagłębić w podłożu. Wszystkie rośliny obficie podlewamy - na dnie zbiornika powinna stagnować woda (5-10 cm). Kosze z roślinami zasypujemy 30-40-cm warstwą suchych liści lub sieczki słomianej. Pod taką kołderką bez trudu doczekają wiosny.

Skomentuj:

Zanim staw skują lody