Zapach tuberozy

Wysłuchała: Monika Łuczko

Mamy nadzieję, że nadchodzące święta w naszym nowym domu będą pachniały trochę inaczej niż zwykle - nie tylko choinką, grzybami i wanilią, lecz również... tuberozą. Właśnie czekamy, aż zakwitnie.

Na wiosnę w oranżerii zakwita skimia. Obok - maska wenecka - pamiątka z podróży do Włoch.
Na wiosnę w oranżerii zakwita skimia. Obok - maska wenecka - pamiątka z podróży do Włoch.
Fot. Arkadiusz Ścichocki
W naszej oranżerii przy domu w podwarszawskich Laskach mamy nowego gościa - tuberozę. W tym roku przywieźliśmy z Francji trzy sadzonki i jedną z nich zaprosiliśmy do siebie. Pozostałe oddaliśmy w dobre ręce zaprzyjaźnionych ogrodników. Zobaczymy, komu najlepiej uda się uprawa i która sadzonka najszybciej zakwitnie. Nasza ma już 35 cm, długie wąskie liście, a jesienią stworzyła coś na kształt pąka. Może wyda kwiaty (i zapachnie) akurat na Gwiazdkę? To byłby piękny prezent... Kto nas namówił na uprawę tuberozy? Dwie paryskie kuzynki - projektantki zieleni, które zakochały się w tej pięknej roślinie, projektując wytworne ogrody bogatego szejka w Arabii Saudyjskiej. Stamtąd sprowadziły jej sadzonki do Paryża.

Od niedawna mamy dwie oranżerie: starą - na warszawskim Żoliborzu i nową - w podwarszawskich Laskach. Skąd pomysł na szklany ogród? To proste: można w nim wyczarować piękny całoroczny pejzaż. Jest też salonem, gdzie raz w miesiącu spotyka się kilkadziesiąt osób, by toczyć dyskusje o kulturze, sztuce, religii, filozofii... W oranżerii organizujemy warsztaty dla absolwentów szkół filmowych z krajów Europy Wschodniej, spotkania ze znanymi postaciami kina. Za kilka godzin przyjeżdża 40-osobowa grupa młodzieży z Ukrainy i Białorusi. Trzeba ich gdzieś przenocować. Gdzie? Oczywiście w ogrodzie zimowym.

W jednej i drugiej oranżerii aż roi się od roślinnych osobowości; oprócz damy tuberozy mamy jukę olbrzymkę (osiągnęła już ponad cztery metry!), jaśminowca staruszka o wonnych kwiatach (kto wie, ile tak naprawdę ma lat?), monsterę kloszarda (z dziurawymi liśćmi) i figę indywidualistkę. Ta ostatnia sama decyduje, kiedy zrzucić liście i wydać owoce. W ubiegłym roku zanieśliśmy je na talerzyku sędziwej pani Morawskiej - jednej z założycielek zakładu dla niewidomych w Laskach, dla której figi to wspomnienie młodych lat spędzonych w rodzinnej Turli. Pani Morawska ma już 103 lata i niejedną figę w życiu jadła, ale stwierdziła, że tak słodkich jeszcze nigdy nie kosztowała. Mamy też w oranżerii przebojowe pnącze - tetrastigmę. To prawdziwa akrobatka - w dobrych warunkach dorasta do kilkunastu metrów, wznosi się aż do nieba! Czekamy, aż pokryje płaszczem liści ścianę oranżerii, a na samym czubku stworzy przeciwsłoneczny parasol.

W naszych oranżeriach zadomowiły się też draceny; wcześniej mieszkały w ciemnym wnętrzu u znajomych, mają więc powyginane do słońca pędy i wyglądają jak senne majaki. Po ostatniej wizycie w Meksyku dostrzegliśmy nowe oblicze fikusów; tam rzeźbi się w ich bryłach niczym w bukszpanie, nadając im formy kul, sześcianów i walców. U nas fikusowe drzewka można spotkać w prawie każdym domu czy gabinecie dentystycznym. I nikomu nie przychodzi do głowy, by je formować. My mieliśmy taki pomysł, jednak szybko zmieniliśmy zdanie; postanowiliśmy tylko skrócić fikusowi wierzchołek, przenieść go do nowej oranżerii i... niech rośnie w górę! Nade wszystko bowiem cenimy w roślinach ich naturalny urok - podobnie jak u ludzi.

Skomentuj:

Zapach tuberozy