Budowa pewnego domu: z terminem przydatności

Liliana Jampolska

Przystępując do budowy domu, wiedzieliśmy, że nie jest to dom na zawsze. Po 10-15 latach zamierzamy go sprzedać, a potem wrócić w rodzinne strony. Dlatego budynek jest solidny, ale nie przeinwestowany.

6009890 https bi
Kiedy urodziło się nam pierwsze dziecko, wahaliśmy się z Dorotą, moją żoną, co powinniśmy zrobić. Czy kupić większe mieszkanie w blokach w Warszawie, czy zbudować nasz pierwszy rodzinny dom. Sprawę rozstrzygnęły ceny mieszkań. Dowiedziawszy się, że 54-metrowe niewykończone mieszkanie (które i tak planowaliśmy potem wymienić na jeszcze większe) ma kosztować aż 210 tys. zł, od razu przestaliśmy się wahać. Docelowo planowaliśmy trójkę dzieci, więc przy tak wysokich cenach stać nas było "tylko" na dom.

Droga do domu

Chcieliśmy mieć niedużą działkę - 1000, najwyżej 1200 m2, aby nie było kłopotów z jej pielęgnacją. Działka miała mieć również rozsądną cenę - byliśmy skłonni wydać na nią do 100 tys. zł. Choć staraliśmy się znaleźć posesję jak najbliżej Warszawy, ten pułap cenowy "zepchnął" nas na odległość 30 km od centrum stolicy. Za to, tak jak zaplanowaliśmy, wybrana ostatecznie działka leży w spokojnej miejscowości z całym zapleczem potrzebnym do wychowania dzieci.

Krótka perspektywa mieszkania w tym domu (10-15 lat) uwarunkowała wiele decyzji co do jego budowy, wyglądu i wyposażenia. Nie oznacza to jednak, że się do niej nie przykładaliśmy. Wręcz odwrotnie. Dom musi być przecież atrakcyjny dla przyszłego kupca!

Sprawę braku gazu ziemnego od razu postanowiliśmy rozwiązać poprzez montaż zbiornika na gaz propan-butan. Nie zamierzaliśmy inwestować w pompę ciepła i nadmiernie drogie wykończenie domu z prostej przyczyny. Rozważamy powrót za jakiś czas w rodzinne strony, a okres amortyzacji większości nowoczesnych urządzeń trwa 15-20 lat. Nie opłacało się więc ich montować.

Pomysły na oszczędności

Samodzielnie rozrysowaliśmy układ wnętrz, a następnie oddaliśmy rysunki architektom. Długo nie mogliśmy znaleźć konsensusu odnośnie idealnej powierzchni budynku. Bardzo staraliśmy się, aby dom nie miał nadmetrażu. Początkowo wydawało się nam, że absolutnie wystarczy 150 m2. Były to jednak tylko pobożne życzenia. Skończyło się na 175 m2 plus powierzchnia garażu.

Dodatkowy pokój na parterze przeznaczony został docelowo na gabinet, ale w okresie niemowlęcym naszych maluchów miał służyć w trakcie dnia jako pokój dziecinny, żebyśmy nie musieli krążyć między parterem a poddaszem, gdzie ulokowaliśmy pokoje prywatne. Niezbędne pomieszczenia gospodarcze (pralnię, suszarnię) ulokowaliśmy przy kotłowni. Nie zapomnieliśmy również o większym wiatrołapie (ma 6 m2), który musiał zmieścić pojemną szafę i siedzące miejsce do zmiany butów, oraz o spiżarni przy kuchni. Natomiast na piętrze oprócz trzech sypialni i wspólnej łazienki chcieliśmy mieć wspólną dużą garderobę z miejscem do prasowania.

Starając się mądrze oszczędzać, celowo zaplanowaliśmy prostą bryłę budynku i dwuspadowy dach, pokryty szwedzką blachodachówką. W dachu zamontowaliśmy tylko jedno okno połaciowe.

Ponieważ koszty budowy drewnianego i murowanego domu są porównywalne, rozpatrywaliśmy stawianie budynku z drewna. Odstraszyła nas jednak duża akustyka drewnianych domów, bo nie lubimy trzeszczących schodów i stropu. Stanęło na technologii murowanej, z pustaków ceramicznych.

Pieniądze nie takie straszne

Z myślą o uzyskaniu w przyszłości godziwej ceny za dom, dołożyliśmy wszelkich starań, by był on znakomicie ocieplony i zyskał dobry wynik w certyfikacie jakości energetycznej. Wszystko wskazuje bowiem na to, że podczas sprzedaży będziemy musieli taki certyfikat okazać kupującemu.

Jednowarstwowe mury ociepliliśmy na zewnątrz warstwą styropianu (12 cm), podobnie jak ławy fundamentowe (w pionie) i poziomą płytę fundamentową. Z uwagi na raczkujące i chodzące boso dzieci nie żałowaliśmy pieniędzy na solidne ocieplenie podłogi na parterze. Na całej dolnej kondygnacji założyliśmy wodne ogrzewanie podłogowe. Dach zaizolowaliśmy grubą warstwą wełny mineralnej (25 cm) - choć wymagało to dodatkowej pracy, bo między krokwie weszło tylko 15 cm.

Celowo zaprojektowaliśmy otwory okienne i drzwiowe o typowych wymiarach, aby nie płacić za materiały na specjalne zamówienie. Kupiliśmy jednak "ciepłe" okna.

Rachunki wskazują, że nie popełniliśmy żadnych błędów w izolacji budynku.

Nawet droższe ogrzewanie gazem płynnym (w porównaniu z gazem ziemnym) nie drenuje naszych kieszeni. Osiągnęliśmy to dzięki automatycznemu sterowaniu kotła, które ustawiliśmy odpowiednio do czasu przebywania w domu. Sterownik reguluje również temperaturę wody w 130-litrowym zbiorniku. Jesteśmy zadowoleni, że zamontowaliśmy przy nim pompę cyrkulacyjną, dzięki której w każdym miejscu domu mamy od razu ciepłą wodę.

Na wypadek wyłączenia prądu, w kominku wybudowanym w salonie, w centrum domu, zamontowaliśmy wkład kominkowy z rozprowadzeniem ciepła na piętro.

Jedyną instalacją, jakiej nam brakuje, jest wentylacja mechaniczna z odzyskiem ciepła. Szkoda, że jej nie mamy, bo moglibyśmy uzyskać większe oszczędności na ogrzewaniu. W następnym domu nie popełnimy tego błędu.

Żałujemy, że nie udało nam się podzielić z sąsiadami kosztami przyłączenia do działki wodociągu i kanalizacji. Niestety, nie było takiej możliwości. Wydaliśmy więc horrendalną sumę aż 20 tys. zł. Pocieszamy się, że nie musimy płacić za drogi wywóz szamba.

Obliczyliśmy, że budując metodą zleceniową i samodzielnie organizując materiały budowlane, oszczędziliśmy około 45 tys. zł.

Dom zbudowaliśmy i w pełni wykończyliśmy w ciągu dwóch lat, zaciągając na ten cel długoterminowy kredyt hipoteczny.

Od chwili przeprowadzki w czerwcu 2007 roku nieustannie jesteśmy zadowoleni, że mamy dom, a nie mieszkanie.

Zapisz się na NEWSLETTER. Co tydzień najnowsze wiadomości o budowie, remoncie i wykańczaniu wnętrz w Twojej poczcie e-mail: Zobacz przykład



Skomentuj:

Budowa pewnego domu: z terminem przydatności