Rodzinne zdjęcia, ważne dokumenty. Jak o nie dbać, by nie wyblakły?

Alicja Bobrowicz

Odnaleziona na strychu pamiątkowa fotografia, czy stary dokument, są na wagę złota. Co zrobić, by przetrwały?

28.01.2016 Warszawa . Archiwum Glowne Akt Dawnych . Pracownia konserwacji . Anna Czajka kierowniczka laboratorium Fot.Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
JACEK MARCZEWSKI
Z Anną Czajką, kierownikiem Centralnego Laboratorium Konserwacji Archiwaliów w Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych, rozmawia Alicja Bobrowicz



Większość z nas przechowuje w domach rodzinne fotografie, dokumenty, listy. Jaki błąd popełniamy najczęściej?

- Zachowujemy zdjęcia i dokumenty, ale nie notujemy, kogo dotyczą. W mojej rodzinie np. mamy XIX-wieczne zdjęcia, na których widać jakichś ludzi. Nie mamy pojęcia, kto to jest. Fotografie wróciły z moją babcią z repatriacji z Rosji i przetrwały II wojnę światową. To pewnie postacie z życia jej ojca albo nawet dziadka, których nie potrafiła rozpoznać.

Za pięćdziesiąt lat zdjęcie grupy osób - naszych znajomych - też nic nikomu nie powie. I niestety przechowujemy te skarby w niewłaściwym miejscu, np. w piwnicy, na strychu lub w garażu.

Jak je ocalić przed zniszczeniem?

- Trzeba się dobrze przygotować. Często takie miejsca [np. garaże - przyp. red.] są brudne i zawilgocone. Razem z dokumentami i fotografiami przenieślibyśmy do domu aktywne zarodniki pleśni. Potrzebujemy więc czystego stołu, najlepiej przykrytego papierami i lateksowych rękawiczek. Alergikom i osobom o obniżonej odporności przyda się maseczka. Zaczynamy od przejrzenia tego, co mamy.

A co robimy z brudnymi lub zawilgoconymi papierami?

Jeśli są tylko zakurzone, wystarczy zwykła ściereczka z mikrofibry. Przecieramy delikatnie, na sucho każdą kartkę i fotografię. Kłopot pojawia się, kiedy zauważymy wyraźne wykwity, czarny albo zielonkawy, pudrujący się nalot, który zostaje na rękawiczce. To oznacza, że może być potrzebna dezynfekcja. A na to nie ma domowej metody. Trzeba poszukać fachowca. Nie jest to proste, bo takie usługi nie są jeszcze rozpowszechnione. W Warszawie np. zajmuje się tym Biblioteka Narodowa.

A jeśli pamiątki są podniszczone, poprzerywane?

Absolutnie nie reperujemy ich sami! Potem konserwacja takich samodzielnie naprawionych dokumentów jest znacznie kosztowniejsza i trudniejsza, bo trzeba zdjąć wszystkie poprzednie reperacje. Poza tym taśmy i kleje, których prawdopodobnie użyjemy do naprawy, spowodują zniszczenie dokumentu, będą odpadać, zmienią jego kolor. Jeśli materiał jest uszkodzony, zniszczony, ma ślady zalań i potrzebuje ratunku, szukamy fachowca. Konserwatorów papieru bez trudu znajdziemy w internecie.

Załóżmy, że mamy szczęście i dokumenty są tylko zakurzone. Czyścimy na sucho i...

Porządkujemy. Potrzebujemy pudełek z alkalicznej tektury. Fotografie wkładamy do specjalnych, papierowych kopert albo opakowań z przezroczystego poliestru. To materiały, których nie dostaniemy w sieciowym sklepie. Są bezkwasowe, by nie uszkadzać papieru. Powinny mieć atest PAT (Photographic Activity Test), który świadczy o tym, że zostały przetestowane pod kątem wpływu na emulsję fotograficzną. Na początek możemy tak zabezpieczyć dokumenty dla nas najważniejsze lub najstarsze. Nie używamy popularnych foliowych koszulek.

A albumy, te z wklejonymi zdjęciami?

Nie rozmontowujemy ich. Możemy pomyśleć nad porządnymi papierowymi przekładkami, znowu ze specjalnego bezkwasowego materiału. Problem jest ze slajdami, swego czasu bardzo modnymi oraz kolorową fotografią. Niektóre w szybkim tempie zmieniają barwę i - poza trzymaniem w lodówce (w niskich temperaturach spowolnione są procesy chemiczne) - nie ma naprawdę dobrego sposobu ich przechowywania. Warto pomyśleć o zrobieniu cyfrowych kopii. Podobnie z resztą z kasetami VHS i magnetofonowymi - to ostatni moment na ich przegranie.

Czego jeszcze nie wolno robić?

Nie oprawiamy starych dokumentów w piękne ramy i nie wieszamy na ścianie. Ekspozycja na światło jest dla nich szalenie niebezpieczna. Nie od razu będzie widać zmiany, ale po pewnym czasie papier może zżółknąć lub ściemnieć, a fotografia wyblaknąć. Szczególnie wrażliwe są fotografie XIX-wieczne i te współczesne, kolorowe z drugiej połowy XX wieku. Jeśli zatem chcemy wyeksponować naszych przodków, zróbmy kopie lub odbitki, a oryginał schowajmy do pudełka.

Koniecznie z opisem. Raczej nie na odwrocie zdjęcia?

Lepiej nie. Ale jeśli już musimy, to informacje zapisujemy wyłącznie ołówkiem.

A gdzie trzymać to pudło?

Jak już mówiłam, strych i piwnica to zły pomysł. Dobrym miejscem będzie szafa na ubrania albo garderoba. Byle nie przylegała do zewnętrznej ściany domu i nie sąsiadowała z kaloryferem. Uważamy też, by nie była zbyt mocno wystawiona na działanie promieni słonecznych.

Ale możemy do niego zaglądać?

Koniecznie. Dobrym pomysłem jest ustalenie, że otwieranie pudełka z archiwum będzie wyjątkowym wydarzeniem. Możemy robić to przy okazji rodzinnych spotkań. Byle nie przy stole, na którym stoi świąteczny bigos, kawa i ciastka. Połóżmy fotografie na stoliku obok albo chociaż pokazujmy je po deserze, kiedy posprzątamy ze stołu. W ogóle, główną zasadą osób, które zajmują się archiwaliami profesjonalnie, jest to, że na stole mogą być tylko materiały, nad którymi pracujemy. Nie ma wyjątków, nawet dla kubka z kawą czy szklanki wody. O wypadek nietrudno, i w jednej chwili cenne dokumenty mogą zostać zalane. No i pamiętamy o myciu rąk, przed i po oglądaniu dokumentów.

Pozostaje ruszyć do piwnicy na poszukiwania...

Ale jeśli się nie powiodą, nic straconego. Można przecież zacząć tworzyć archiwum dziś z myślą o naszych dzieciach i wnukach, które do niego zajrzą za pięćdziesiąt lat. To kusząca myśl. I trudne zadanie. Znacznie trudniejsze niż porządkowanie pudła znalezionego w piwnicy.

Kiedyś na przykład przywoziliśmy maksymalnie trzy klisze ze zdjęciami z wakacji. Dziś, dzięki technologii, robimy ich tysiące. Ale ta sama technologia sprawia, że archiwizowanie jest bardziej czasochłonne.

Sporo czasu może zabrać samo zdecydowanie, co archiwizować.

Dokładnie. Z tysiąca wakacyjnych zdjęć warto wybrać pięćdziesiąt, które będziemy świadomie przechowywać, pamiętać o przepisywaniu ich z dysku na dysk.

Płyty CD można sobie już darować.

Nie uznajemy ich za nośniki archiwalne. W każdej wyprodukowanej partii jest część skażona fabrycznymi błędami. A poza tym za dwadzieścia lat możemy zwyczajnie nie mieć urządzenia, na którym będzie można je odczytać. Na razie najlepszym pomysłem wydają się dodatkowe lub zewnętrzne dyski. Ale w przypadku cyfrowego archiwum trzeba stale być na bieżąco z nowym technologiami.


Dla tych, co chcą wiedzieć więcej

Archiwum Główne Akt Dawnych w Warszawie (ul. Długa 7) organizuje otwarte spotkania pt. "Archiwalne wtorki genealogiczne". 23 lutego o godz. 17 pani Anna Czajka opowie o tym, jak chronić i zabezpieczać rodzinne dokumenty.

Skomentuj:

Rodzinne zdjęcia, ważne dokumenty. Jak o nie dbać, by nie wyblakły?