Kiosk - kup onlineKiosk - Ladnydom.pl

Meble z indyjskiej bajki

Katarzyna Kęsicka

Nudzą cię minimalistyczne wnętrza urządzone jak dla wszystkich, czyli dla nikogo? Nawet jeden indyjski mebel może odmienić twoje mieszkanie

Są trzy sposoby urządzania wnętrz. Na pierwszy, czyli wynajęcie stylisty, nie było mnie stać, bo to sport tylko dla najbogatszych. Drugiego padłam kiedyś ofiarą: przejrzałam parę katalogów, przeszłam się po kilku salonach meblowych i kupiłam upatrzony obowiązkowy zestaw: minimalistyczna kanapa, prosty regał, nowoczesny stolik kawowy. Po czym spędziłam lata w mieszkaniu modnym, ale banalnym i nieprzytulnym. Wyrażającym najnowsze trendy, ale nie moje własne potrzeby i pragnienia.

Gdzie szukać mebli i dodatków, które nie będą tylko schematem wyciętym przez roboty w nowoczesnych fabrykach? Jarmarków staroci i zapomnianych strychów prawie już nie ma, a własnoręczne odnawianie wiekowych mebli jest zbyt trudne i pracochłonne. Aukcje w internecie omijam, bo przed zakupem chcę dotknąć mebla i mieć pewność, że zachwycający kolor ze zdjęcia jest taki sam w rzeczywistości. Na włóczęgi po sklepach nie mam czasu, więc idealne byłoby jedno miejsce, gdzie można na żywo obejrzeć setki różnych wzorów i dopasować sobie nie tylko meble, ale i różne dodatki, z oświetleniem i jakimś drobiazgiem na parapet. Założenie było jedno - powinno być to rękodzieło i coś oryginalnego, tylko mojego.

Odpowiedzią okazały się Indie - chyba nie do pobicia jeśli chodzi o różnorodność wzornictwa. Współczesne meble i drobiazgi indyjskie są tak różne, jak różne są tradycje zostawione w tym kraju przez Portugalczyków, Holendrów, Francuzów, Anglików i Persów. Niepowtarzalne, jak odmienne regiony i rodzinne warsztaty, w których powstają. Ciepłe, kolorowe i egzotyczne jak Baśnie z Tysiąca i Jednej Nocy.

Sklep, w którym jest wszystko

Pierwsza wizyta w podwarszawskim sklepie Orange Tree, specjalizującym się w meblach z Indii, przyprawiła mnie o zawrót głowy. Nie spodziewałam się aż tak bogatego wyboru, począwszy od drobiazgów, jak gałki do szuflad, poprzez poduszki i lampy, stoły, komody, kredensy, łóżka, krzesła, aż po pałacowe wrota i tron ze srebra. Była nawet stara 4-sobowa karoca Ufff.

Za pierwszym razem niczego nie kupiłam. Nie sposób było się zdecydować. Musiałam ochłonąć i przy pomocy strony internetowej (orange-tree.pl) poukładać sobie w głowie to, co widziałam. Pojechałam jeszcze raz. Kupiłam stary turkusowy dzbanek z drewna tekowego. Po prostu spodobał mi się. Nie miałam pomysłu, co z nim zrobię.

Kiedy go postawiłam na regale, przyszło olśnienie. Wzory indyjskie są poza trendami: nieważna jest moda, tylko to, co nam się podoba. Nie grozi nam też zamienienie mieszkania w hinduską świątynię - wystarczy jeden większy mebel lub kilka drobiazgów, by nadały naszemu wnętrzu niepowtarzalny charakter. Mały turkusowy dzbanek świetnie pasował do neutralnych bieli, beży i brązów, które tak mnie znudziły, a jednocześnie wnosił coś bardzo ożywczego.

Eksperyment z dzbankiem dodał mi odwagi. Kolejnym zakupem była ława kawowa, bo dotychczasowa szybko się porysowała i wyglądała już obskurnie. Zaszalałam i kupiłam przecieraną skrzynię w kolorze soczystej zieleni. Znów okazało się, że kolor świetnie komponuje się ze swoją najbliższą sąsiadką, czyli beżową kanapą, a dodatkowo wnętrze skrzyni mogę wykorzystać na ukrycie rzadziej używanych szpargałów. I nie muszę bać się o każdą ryskę na blacie, bo już jest przecierany ręką artysty rzemieślnika i każda następna rysa dodaje mu tylko uroku.

Potem był jeszcze klasyczny kinkiet z kloszem z ręcznie ciętego szkła jak 100 lat temu, oraz kilka świeczników z kolorowego szkła. Nie zawsze trafiałam w dziesiątkę - np. lekko patynowane krzesło barowe z przecieranego na biało surowego drewna świetnie wyglądało solo, ale przy moim barku okazało się bez wyrazu. Nie bałam się jednak eksperymentować, bo sklep daje klientom możliwość wypożyczenia i zwrotu towaru na wypadek pomyłki. Dlatego drewniane krzesło wymieniłam na takie z siedzeniem wyplatanym paskami ze skóry wielbłąda.

Tych kilka drobiazgów odmieniło wnętrze. Wprowadziło dużo świeżości, oryginalności, ciepła. Moje mieszkanie zaczęło być moje, a nie katalogowe.

Na czyją kieszeń

Czy egzotyka i niepowtarzalność są kosztowne? I tak, i nie. Z jednej strony trudno oczekiwać, by meble importowane z odległych Indii, ręcznie, a nie maszynowo rzeźbione w litym drewnie, wielowarstwowo malowane i patynowane lub obite ręcznie młotkowanym mosiądzem, były w takiej cenie jak nasza płyta wiórowa oklejona folią. Uśredniając w sprzętach w miarę porównywalnych (choć wielu rzeczy porównać się nie da, bo nie ma ich na naszym rynku), płaciłam za meble dwukrotnie więcej niż za wszechobecną w sklepach masową produkcję. Efekt uznałam za warty tego wydatku.

Doliczyłam jeszcze korzyść w postaci możliwości sprzedania indyjskiego mebla, gdy mi się znudzi, ale nic nie straci ze swojej jakości i wartości artystycznej - a więc i z ceny. Nudnego seryjnego kompletu z taśmy fabrycznej nikt ode mnie kupić nie chce - dlatego nie mogę pozbyć się starych mebli, aby zrobić więcej miejsca dla tych indyjskich. Bo chociaż trochę podniszczone, to jednak szkoda wyrzucić, dopóki się nie rozleciały.



Skomentuj:

Meble z indyjskiej bajki