W leśnej ciszy

Tekst i stylizacja: Carmen Perez Zdjęcia: Rafał Lipski

Dom sprawia wrażenie, jakby stał tu od zawsze. Za ogrodzeniem rozciąga się stary las, pachnie żywica i zioła rosnące w glinianych donicach. Aż nie chce się wierzyć, że wielkie miasto jest tuż-tuż.

Po bliższych oględzinach okazuje się, że dom jest całkiem nowy. Szlachetnie postarzają go porośnięte pnączem stare cegły, których użyto do wyłożenia części fasady (pochodzą z rozbiórki zabytkowego fortu pod Sochaczewem). Z drugiej strony bryła domu jest zaokrąglona i przeszklona na wysokość dwóch kondygnacji. Tafle szkła zostały osadzone w metalowych ramach. Dzięki szklanej ścianie w salonie jest zawsze jasno, ale nigdy nie panuje tu upał. Specjalne szyby nie przepuszczają promieni UV, pomieszczenie więc nie nagrzewa się nadmiernie.

Historia domu nie jest długa. Gospodarz, radiowy dziennikarz sportowy, szukał siedziby w Białołęce, zielonym zakątku Warszawy. Kiedy stał się właścicielem szeregowego domu i zaczął dokładniej poznawać okolicę, zachwycił się niepozornym kawałkiem zarośniętej ziemi. Kupił ją natychmiast i zaczął budować nowy dom; od razu też darował życie wszystkim dziko rosnącym drzewom i pnączom (także tym z lasu, które bez przerwy zakradają się przez ogrodzenie). Z szeregowcem pożegnał się bez żalu.

Centralnym miejscem domu (186,9 m kw.) jest przestronny i jasny salon oddzielony od kuchni korytarzykiem (dzięki temu do gości nie docierają dźwięki ani, co ważniejsze, zapachy towarzyszące przygotowywaniu posiłków). Jeszcze tylko malutka łazienka z prysznicem i na parterze to już wszystko.

Góra jest całkowicie prywatna. Mieści się tu sypialnia, duża łazienka urządzona w spokojnych szarościach i dwa puste na razie pokoje przeznaczone dla przyszłego potomstwa. Wnętrze jest urządzone prosto i funkcjonalnie, nie ma tu zbędnych sprzętów ani nadmiaru ozdób. Trudno się dziwić, że gospodarz jest bardzo zadowolony ze swojej siedziby. Dom jest idealny - zapewnia.

Wszystko bardzo dokładnie przemyślał jeszcze na etapie projektowania, odrzucając kilka pomysłów architekta. Nie zgodził się np. na trawnik na... dachu salonu, uznając, że wystarczy mu trawa pod stopami. Gdyby jednak budował dom jeszcze raz, zamontowałby wszędzie ogrzewanie podłogowe (teraz jest tylko w kuchni, łazience i korytarzu).

Gospodarz ma również przygotowany plan awaryjny powiększenia powierzchni mieszkalnej - gdy zajdzie taka potrzeba, rozbuduje antresolę oraz zbuduje podziemny garaż, a istniejący przerobi na pokój. Nie tylko dom się udał. Udała się również ekipa wykonawców - nie dość, że skończyli budowę o czasie, to na dodatek po upływie czterech lat niczego nie trzeba jeszcze naprawiać ani remontować.

Skomentuj:

W leśnej ciszy