Aranżacja w rytmie marzeń

Tekst i stylizacja: Magda Kazimierczuk Zdjęcia: Michał Skorupski

Wprowadzając się do swojej wymarzonej kawalerki na poddaszu, nie musieli w niej wiele zmieniać. Wstawili tylko meble, dodali kilka drobiazgów i od razu poczuli się jak u siebie.

Kiedy tylko Ania i Marek przekroczyli próg tej niewielkiej kawalerki znajdującej się na warszawskich Kabatach, od razu wiedzieli, że zrobią wszystko, by w niej zamieszkać. Nie obyło się bez chwili prawdziwego napięcia. Kiedy wszystko było już uzgodnione i uszczęśliwiona para zastanawiała się, gdzie ustawić kanapę, właściciel zupełnie niespodziewanie zmienił zdanie. Niemal cudem udało się go jednak nakłonić do sprzedaży mieszkania.

Ale zacznijmy od początku. Ania i Marek pracują w Radiu Tok FM. Zależało im, by zamieszkać niedaleko rozgłośni; najbardziej odpowiadały im Ursynów i Kabaty - zarówno ze względu na dogodną komunikację (zwłaszcza metro), jak i na spore grono mieszkających w tych okolicach przyjaciół. Kusił też pobliski Las Kabacki, świetne miejsce na rowerowe wycieczki. Znalezienie mieszkania zajęło im sporo czasu. Stracone okazały się miesiące spędzone na poszukiwaniach przez agencje nieruchomości. W końcu, zmęczeni i zniechęceni, postanowili wziąć sprawy we własne ręce. I udało się - błyskawicznie znaleźli taką kawalerkę, jaką sobie wyobrażali. Mieści się ona na ostatnim piętrze, ma wymarzone przez Anię skosy, niewielki taras. Na dodatek z okien widać las.

Poprzedni właściciel mieszkania był architektem, sam je więc zaprojektował. Urządził w nim pokój dzienny połączony z aneksem kuchennym, sypialnię i łazienkę. Jest też niewielka, lecz bardzo przydatna garderoba, która rozwiązała problem przechowywania na tak małej powierzchni ubrań i mniejszych sprzętów. Nowym właścicielom najbardziej spodobały się podłoga w salonie (połączenie ciemnoniebieskiej terakoty i dębowych paneli) oraz proste meble kuchenne wykończone bukową okleiną.

Nowi właściciele nie wprowadzili właściwie żadnych poważniejszych zmian. Największą z nich było zainstalowanie w pokoju dziennym dwóch solidnych reflektorów zamiast żyrandola. Jak u siebie czują się tutaj nie tylko gospodarze, ale również goście. Tradycją stały się spotkania łączące seans filmowy ze wspólnym gotowaniem. Wiosną gospodarze zaczęli urządzać taras. Nie mogli się już doczekać, kiedy kolacje z przyjaciółmi jeść będą pod rozgwieżdżonym niebem.

Skomentuj:

Aranżacja w rytmie marzeń